Dom pod Lutnią (ebook) –	Kazimierz Orłoś

Dom pod Lutnią

Ocena czytelników:

7,0 (205 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

O doświadczaniu szczęścia w nieszczęśliwych czasach.

Nowa, znakomita  powieść  uznanego mistrza: świetnie poprowadzona fabuła, wyraziste postacie, zmysłowy język – jednym słowem wielka czytelnicza przyjemność. Książka, która pomaga uwierzyć, że swoją szczęśliwą drogę można znaleźć nawet w najcięższych czasach, bez względu na wiek i okoliczności. W  enklawie  mazurskiej wsi, powojenni rozbitkowie znajdują swoją małą ojczyznę. Mieszkają tu Ukraińcy, Polacy, niemieckojęzyczni Mazurzy, a miarą ich postępowania nie jest przynależność narodowa czy wyznanie, lecz zwykła, ludzka przyzwoitość.  Niespodzianek, tajemnic i gwałtownych zwrotów akcji  jest w tej książce dużo, co sprawia, że postępowanie bohaterów nie jest do końca przewidywalne, a dobro i zło nie są raz na zawsze przydzielone.

To najlepsza powieść Kazimierza Orłosia!

A jej niezwykłość polega na tym, że mówi ona o doświadczaniu

szczęścia w nieszczęśliwych czasach.

Przemysław Czapliński

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

2.72 MB (MOBI), 1.32 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Monika Stocka

16.02.2013, 14:55

Odnoszę wrażenie, że książka ma potencjał, ale ...
To jest tak, jakby ktoś Wam powiedział, że zabiera Was do Ameryki Południowej a potem obwoził Was po jakichś zadupiach, podobnych do tych, z Waszego kraju i kazał podziwiać widoki, które nawet nie starają się kusić. (A dla Was nie są niczym nowym)
Tu mamy Mazury, i nie jest to typ zadupia, jakie miałam na myśli kilka linijek wcześniej ... Tu pewnie jest pięknie i uroczo, tylko dlaczego autor prowadzi nas jakimiś rozbełtanymi zdaniami po wydeptanych po stokroć ścieżkach i po najmniej ciekawych z możliwych?
Kiedyś, kiedy namiętnie jeździłam w Beskid Sądecki, po kilku latach, w końcu postanowiłam za każdym razem iść na jakiś spacer, taki jednodniowy prawie. I była taka jedna trasa przez Rogacz, Obidzę chyba i potem jakoś tak dookoła, do Kosarzysk. Zostawiłam ją na koniec (potem jeździłam znów się tylko byczyć) i wszyscy mi mówili: "odpuść sobie, to nudna trasa". To było zimą pamiętam, leżał śnieg a ja byłam młodą studentką i pełna entuzjazmu, myślałam: "ludzie, są góry, jest las, żadna trasa nie może być nudna"
Ale to ja się pomyliłam a wszyscy mieli rację.
Z tą książką jest tak samo.

Dodaj komentarz

Monika Stocka

16.02.2013, 14:57

„”

Odnoszę wrażenie, że książka ma potencjał, ale ...
To jest tak, jakby ktoś Wam powiedział, że zabiera Was do Ameryki Południowej a potem obwoził Was po jakichś zadupiach, podobnych do tych, z Waszego kraju i kazał podziwiać widoki, które nawet nie starają się kusić. (A dla Was nie są niczym nowym)
Tu mamy Mazury, i nie jest to typ zadupia, jakie miałam na myśli kilka linijek wcześniej ... Tu pewnie jest pięknie i uroczo, tylko dlaczego autor prowadzi nas jakimiś rozbełtanymi zdaniami po wydeptanych po stokroć ścieżkach i po najmniej ciekawych z możliwych?
Kiedyś, kiedy namiętnie jeździłam w Beskid Sądecki, po kilku latach, w końcu postanowiłam za każdym razem iść na jakiś spacer, taki jednodniowy prawie. I była taka jedna trasa przez Rogacz, Obidzę chyba i potem jakoś tak dookoła, do Kosarzysk. Zostawiłam ją na koniec (potem jeździłam znów się tylko byczyć) i wszyscy mi mówili: "odpuść sobie, to nudna trasa". To było zimą pamiętam, leżał śnieg a ja byłam młodą studentką i pełna entuzjazmu, myślałam: "ludzie, są góry, jest las, żadna trasa nie może być nudna"
Ale to ja się pomyliłam a wszyscy mieli rację.
Z tą książką jest tak samo.

Dodaj recenzję