KochAna. Walka z anoreksją i bulimią (ebook) –	Marta MotylPromocja

E-book

KochAna. Walka z anoreksją i bulimią

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

KochAna to zapis walki z anoreksją młodej studentki ASP, dla której choroba stała się pretekstem do poszukiwań własnego „ja”.

Wyobraź sobie krainę, której mieszkańcy są anorektycznie szczupli. Ograniczają jedzenie do minimum. Kiedy jednak patrzą w lustra, widzą nie blade twarze, ogromne oczy, wystające żebra, patykowate nogi, ale ciała nabrzmiałe tłuszczem. Ważą się kilka razy dziennie, by się upewnić, że nie przytyli. Wymiotują zbędnymi kaloriami i niechcianymi emocjami.

To kraina, w której Ana (anoreksja) i Mia (bulimia) roztaczają paranoiczny czar. Kolejne Alicje poddają się ich panowaniu, by uzyskać wrażenie lekkości i przetestować siłę swojego charakteru. Ich niedożywione ciała się buntują, ale one nie odpuszczają. Stają się adeptkami magii znikania.

Odbyłam podobną wędrówkę. Niczym Alicja (bohaterka i narratorka książki) odkrywałam Krainę Czarów, aż zamieniła się ona w Krainę Złudzeń. Wtedy zawróciłam i dzięki temu uniknęłam choroby. Przeżycia, których doświadczyłam, stały się inspiracją do napisania tej książki.

                                                  (ze wstępu, Marta Motyl)

Marta Motyl – studentka historii sztuki. Zafascynowana surrealizmem i sztuką awangardową XX wieku, docenia to, co burzy stereotypy i zmienia punkt widzenia. Lubi zbierać wrażenia, emocje i obrazy, zamieniając je w słowa.

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

0.71 MB (MOBI), 3.31 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Anna Marczewska

Anna Marczewska

12.02.2013, 22:47

„”

Co, w dzisiejszych czasach, powinno się mieć, żeby być kimś? (podkreśl prawidłową odpowiedź):

a) pieniądze
b) znajomości
c) niepowtarzalny sposób bycia
d) urodę wyjętą wprost z amerykańskich produkcji

Według mnie powinien wystarczyć punkt c. Niestety, za odpowiedź na to pytanie dostałabym zero punktów. Dlaczego? W dzisiejszym świecie tak naprawdę nie liczy się to, jaki jesteś i co masz w sercu. Ludzie oceniają innych po zawartości ich portfeli, znajomościach, a przede wszystkim po wyglądzie, który powinien być jak najbliższy ideałowi. Idealnie gładka cera, nienaganny makijaż, ciuchy z najnowszej kolekcji i idealnie szczupła, zgrabna figura. Tak, już widzę oburzenie na waszych buźkach i te zarzuty, że to nieprawda, że liczy się to, jaki człowiek jest w środku. Jesteście tego pewni? Jeśli tak, to dlaczego tak wiele ludzi, a szczególnie nastolatek coraz częściej stosuje, przypominające tortury, diety, wypaca siódme poty robiąc dziesięć kółek wokół osiedla, wydaje majątek na mazidła i najmodniejsze ciuchy? Chyba nie po to, żeby podkreślić wyjątkowość swojego charakteru, prawda? Robią to po to, żeby być atrakcyjne i wyglądać jak te panienki ‘tańcujące’ w tym czy innym teledysku. Owszem, nie mówię, że zdrowe odżywianie i odpowiedni trening to coś złego. Broń Boże. Niebezpiecznie zaczyna się robić wtedy, kiedy taka zdesperowana i nastawiona na szybkie schudnięcie nastolatka zaczyna liczyć każdą kalorię w przełkniętym właśnie kęsie, kiedy liczba posiłków z pięciu zmniejsza się do dwóch misek kaszki dziennie lub do miseczki suszonych owoców i dwóch litrów wody. Kiedy nagle jedzenie, które zjadła nagle zaczyna uwierać w żołądku i trzeba je zwrócić, najlepiej za pomocą dwóch palców wciskanych do gardła lub łykania końskich dawek środków przeczyszczających. Owszem, przy takiej „diecie” waga leci na łeb na szyję, brzuch maleje, a skóra zaczyna opinać kości. Co myśli wtedy taka desperatka? „Dieta przynosi efekty, ważę 55 kilo, ale to dalej za dużo. Zrzucę jeszcze pięć, a może dziesięć?” Głodówka, chowanie jedzenia, katorżnicze ćwiczenia i wymioty stają się codziennymi rytuałami, które często kończą się szpitalem lub, w najgorszym wypadku, leżakowaniem w trumnie ileś metrów pod ziemią. Nasuwa się pytanie: było warto? Moja odpowiedź: nie.


Bohaterką debiutanckiej powieści Marty Motyl jest dziewiętnastoletnia studentka ASP, Alicja. Dziewczyna pochodzi z dobrego domu, ma kochającą rodzinę, przyjaciół, niezaprzeczalny talent malarski i jest bez pamięci zakochana w muzyce punk. Owa miłość do ostrzejszej muzyki dodaje eterycznej Ali mrocznego, tajemniczego rysu.

Mogłabym powiedzieć, że dziewiętnastolatka ma wszystko, czego mogłaby chcieć współczesna nastolatka. Jednak młodziutka Alicja posiada jeszcze coś, a właściwie kogoś: toksyczną przyjaciółkę Anę oraz specyficzne, mało przyjemne zwierzątko, które zalęgło się w jej brzuchu i wabi się Wąż głodowy. Tak, Ala cierpi na jadłowstręt psychiczny, a co za tym idzie, oprócz głodzenia się, wymiotowania oraz przejmujących rozmów ze swoim pupilkiem wędrującym po jej trzewiach, dziewczyna uważa się za wiecznie grube, odpychające stworzenie, które nie ma powodu i prawa do istnienia w społeczeństwie. Czy porzuci swoją najlepszą przyjaciółkę i wybierze życie, czy może zafascynowana śmiercią postanowi za nią podążyć do wyściełanej miękko trumny?

W mojej karierze czytelnika (szczególnie w okresie nastoletnim mojego bytu) wiele razy spotkałam się z książkami dotyczącymi zaburzeń odżywiania i obsesyjnego odchudzania się, które miało dać bohaterkom spełnienie, docenienie, popularność, dobre samopoczucie i piękny, niemalże wyjątkowy wygląd. Niektóre z tych książek mnie przerażały i szokowały, inne – nudziły niemiłosiernie i sprawiały, że zasypiałam z powieścią w ręce.

Jak było w przypadku "KochAny"?
Na początku powieść mnie wciągnęła. Byłam ciekawa jaką postacią jest Alicja, która była jakby lustrzanym odbiciem jej twórczyni (autorka powieści sama przeżyło piekło w krainie Any i Mii) i co też takiego się stało, że dziewczyna popadła w paranoję odchudzania. Moje zaciekawienie osłabło, a potem zniknęło zupełnie, kiedy Alicja zaczęła prowadzić bełkotliwe monologi ze swoim pełzającym stworzonkiem. Czułam się tak, jakbym czytała historię chorego psychicznie „nafuranego” narkomana, który gada, co mu ślina na język przynie. Fakt, anoreksja to rodzaj nerwicy, a co za tym idzie – choroba duszy, która odbija się na ciele, ale jeszcze w żadnej książce poświęconej bulimii czy anoreksji nie spotkałam się z takim marudzeniem o niczym. I jeszcze ten paradujący po brzuchu wąż – nowy rodzaj wyimaginowanego przyjaciela, którego się nienawidzi i kocha jednocześnie? Przyznaję, nie ogarnęłam.

Zostawmy ten bełkocik i przejdźmy dalej.

Jaka jest Alicja? To zapatrzona w siebie egoistka, która myśli tylko o sobie i kombinuje w jaki sposób uniknąć jedzenia w towarzystwie najbliższych, którzy przyłapując ją na chowaniu obiadu po kieszeniach, postanowili jej pilnować podczas posiłków. Niestety, posunięcie najbliższych skłania Alkę do jeszcze większego kombinowania i unikania pokarmów.

Wiem, że podczas lektury powieści powinnam współczuć bohaterce, tego, że jest chora, że nie umie się zaakceptować, że wiecznie szarpie nią lęk, a toksyczna przyjaciółka wysysa z niej życie, ale zamiast współczucia odczuwałam w stosunku do Alki tylko i wyłącznie pogardę i rosnącą niechęć. Nie dość, że irytował mnie jej frustrujący bełkot, pogawędki z wężem, to jeszcze dochodziło to infantylne zachowanie względem najbliższych, którzy wypruwali sobie flaki tylko po to, żeby panienka Alicja zjadła do końca obiadek. W niektórych momentach miałam ochotę potrząsnąć bohaterką i wytrzaskać ją po twarzy tylko po to, żeby się opamiętała. Tak, wiem, niewiele by to dało.

Książka nie należy do najdłuższych i można ją „połknąć”, a raczej „przełknąć” w jedno popołudnie, jednak sposób w jaki jest napisana sprawia, że "KochAna" jest lekturą niesamowicie nużącą, męczącą i mało przyjemną. Tak, książki o zaburzeniach żywienia nie są optymistyczne i pełne słońca, ale to, jak dotąd, najgorsza książka o anoreksji i bulimii jaką zdarzyło mi się przeczytać. Nie powiem, że jest tam jakakolwiek akcja. Jak dla mnie jej tam po prostu nie ma. Jest tylko Alicja, jej infantylne zachowanie, Ana, Wąż i psychopatyczny bełkot, który bardziej męczy niż przeraża.

Czy polecam "KochAnę"?

Nie, bo jest lekturą słabą i wierzcie mi, jest wiele innych książek o anoreksji, które wzbudzają większe emocje niż to „czytadełko”, które, mimo faktu, że jest to historia autorki, było, jak dla mnie, tylko stratą czasu.

Dodaj recenzję