Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit (ebook) –	Suki KimPromocja

Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit

Ocena czytelników:

7,2 (860 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Zobacz pozostałe książki w promocjach:

Opis publikacji

"Gdy będziesz wychodziła na zajęcia, załóż marynarkę i spódniczkę. Dżinsy są zabronione! Unikaj biżuterii. Nie wolno ci posiadać zagranicznych magazynów ani książek, chyba że wcześniej zostały zaakceptowane. Uważaj na to, co mówisz. Jeśli ktoś zapyta cię o polityczną sprawę, odpowiedz tylko: „Nie wiem” i zakończ szybko rozmowę. Nie porównuj otaczającej rzeczywistości do tej z twojego rodzinnego kraju – może to zostać uznane za krytykę. Podczas wyjazdów zabronione jest rozmawianie i wspólne jedzenie posiłków z miejscowymi. Mieszkanie w Pjonjgangu jest jak życie w akwarium. Cokolwiek powiesz i cokolwiek zrobisz, zostanie usłyszane i dostrzeżone. Takie wskazówki otrzymała Suki Kim przed swoim wyjazdem do stolicy Korei Północnej, gdzie uczyła angielskiego dzieci wysoko postawionych dygnitarzy partyjnych. Żyjąc w absurdalnym i przerażającym świecie komunistycznego terroru miała okazję poznać mentalność młodych Koreańczyków i ich sposób rozumienia świata, wykrzywiony przez propagandę państwową. Przekonała się, jak wygląda codzienność ludzi mieszkających w kraju, w którym ziścił się najgorszy Orwellowski koszmar."

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

3.57 MB (MOBI), 1.52 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

k komorek

k komorek

03.07.2015, 11:19

Kiedy świt zastaje Cię czytającego książkę, wiesz już że przydarzyło Ci się coś wyjątkowego. Tak właśnie stało się z „Pozdrowieniami z Korei” Suki Kim. To jedna z milszych książkowych niespodzianek jaka spotkała mnie w ostatnim czasie. Korea Północna jest modnym i chwytliwym tematem dlatego pojawia się coraz więcej pozycji opowiadających o tym kraju. Często niestety słabych: suchych relacji powtarzających powszechnie już znane stereotypy, czy też wspomnień uciekinierów spisanych przez ghost writerów trzeciego sortu. Książka Suki Kim wyróżnia się tu zdecydowanie. Po pierwsze Kim jest pisarką i to dobrą i czuje się to już od pierwszych stron. Nie jest to relacja reporterska czy beznamiętny pamiętnik. Choć są to wspomnienia, to czytelnik może mieć wrażenie, że czyta powieść. Historię z nierealnego świata, który nie ma chyba prawa gdzieś istnieć. Autorka nie ogranicza się do relacji ze swojego półrocznego pobytu w Pjongjangu. W opowieść wtrąca wątki z historii Korei, koleje losu swojej rodziny, pisze o przywiązaniu do kraju urodzenia - czyniąc opowieść barwniejszą i ciekawszą. Pozwala nam to jednocześnie lepiej zrozumieć ten podzielony kraj , historie, wybory i traumy ludzi mieszkających po obu stronach 38 równoleżnika. Sama Kim jest naturalizowaną Amerykanką – wyemigrowała z Korei wraz z rodzicami, kiedy miała 13 lat. Bagaż doświadczeń rodzinnych i silne więzi klanowe popychały ją ku obsesyjnej (jak sama pisze) potrzebie podróży do Korei Północnej. „Pozdrowienia z Korei” to historia takiej podróży – pobytu w charakterze nauczycielki angielskiego na uczelni kształcącej synów partyjnych elit kraju. Autorka nie próbowała stworzyć kompletnej analizy KRL-D. To obraz pewnego wycinka czasu i przestrzeni oglądana przez pryzmat osobistych doświadczeń Suki Kim. Czyta się jak już wspomniałem „jednym tchem”. Jedyne co budzi mój sprzeciw to polski tytuł książki. Szkoda, że wieloznaczne „Without You, There Is No Us” zastąpiono sztampowym i wyświechtanym „Pozdrowienia z Korei”. Lekturę szczerze polecam.

Dodaj komentarz

k komorek

k komorek

24.02.2016, 14:46

„Jednym tchem”

Kiedy świt zastaje Cię czytającego książkę, wiesz już że przydarzyło Ci się coś wyjątkowego. Tak właśnie stało się z „Pozdrowieniami z Korei” Suki Kim. To jedna z milszych książkowych niespodzianek jaka spotkała mnie w ostatnim czasie. Korea Północna jest modnym i chwytliwym tematem dlatego pojawia się coraz więcej pozycji opowiadających o tym kraju. Często niestety słabych: suchych relacji powtarzających powszechnie już znane stereotypy, czy też wspomnień uciekinierów spisanych przez ghost writerów trzeciego sortu. Książka Suki Kim wyróżnia się tu zdecydowanie. Po pierwsze Kim jest pisarką i to dobrą i czuje się to już od pierwszych stron. Nie jest to relacja reporterska czy beznamiętny pamiętnik. Choć są to wspomnienia, to czytelnik może mieć wrażenie, że czyta powieść. Historię z nierealnego świata, który nie ma chyba prawa gdzieś istnieć. Autorka nie ogranicza się do relacji ze swojego półrocznego pobytu w Pjongjangu. W opowieść wtrąca wątki z historii Korei, koleje losu swojej rodziny, pisze o przywiązaniu do kraju urodzenia - czyniąc opowieść barwniejszą i ciekawszą. Pozwala nam to jednocześnie lepiej zrozumieć ten podzielony kraj , historie, wybory i traumy ludzi mieszkających po obu stronach 38 równoleżnika. Sama Kim jest naturalizowaną Amerykanką – wyemigrowała z Korei wraz z rodzicami, kiedy miała 13 lat. Bagaż doświadczeń rodzinnych i silne więzi klanowe popychały ją ku obsesyjnej (jak sama pisze) potrzebie podróży do Korei Północnej. „Pozdrowienia z Korei” to historia takiej podróży – pobytu w charakterze nauczycielki angielskiego na uczelni kształcącej synów partyjnych elit kraju. Autorka nie próbowała stworzyć kompletnej analizy KRL-D. To obraz pewnego wycinka czasu i przestrzeni oglądana przez pryzmat osobistych doświadczeń Suki Kim. Czyta się jak już wspomniałem „jednym tchem”. Jedyne co budzi mój sprzeciw to polski tytuł książki. Szkoda, że wieloznaczne „Without You, There Is No Us” zastąpiono sztampowym i wyświechtanym „Pozdrowienia z Korei”. Lekturę szczerze polecam.

donos.blox.pl

Krzysztof Gudowski

Krzysztof Gudowski

22.12.2015, 22:33

„Co się staje z młodością, gdy jej brakuje”

Ciężko uwierzyć, że w XXI wieku świat pozwala na istnienie takiego kraju jak Korea Północna. Autorka przedstawia go z bardzo ciekawej perspektywy - młodych ludzi, których ma okazję uczyć w szkole. W ten sposób łatwo odnieść to do naszej rzeczywistości i dostrzec jak bardzo nasza kultura nas ukierunkowuje. Kim nie ustrzega się jednak kilku mało istotnych odniesień do swojego życia prywatnego - w niektórych przypadkach jest to uzasadnione, w niektórych niekoniecznie - w szczególności, że z opisów wynika, iż jej życie również nie należy do specjalnie udanych.

Książka niesamowicie smutna. Po przeczytaniu zostawia bardzo nieprzyjemny smrodek w głowie, który w moim przypadku utrzymywał się przez kilka dobrych dni.

Magdalena

20.08.2015, 21:50

„Szczerze polecam!”

Głęboka, przejmująca i dokładna relacja, znacznie przyjemniejsza i bardziej obrazująca północnokoreańską rzeczywistość niż "Tydzień w Korei Północnej" Christiana Eiserta.
"Pozdrowienia z Korei..." można przeczytać jednym tchem.
Autorka dokładnie opisuje czas spędzony za zamkniętymi bramami Uniwersytetu w najbardziej odizolowanym kraju na świecie, pokazuje schematy systemu i tłumaczy sposób rozumowania i pojmowania rzeczywistości przez owładniętych totalitarną propagandą studentów. Opisuje swoje uczucia bytności w niebycie, presji człowieka pod ciągłą kontrolą i obserwacją, strachu o każdy gest, który może być źle zrozumiany, o każde wypowiedziane słowo, a nawet każdą autonomiczną myśl - tam wszystko może być zrozumiane opacznie.
Bardzo ciekawa propozycja, skłania do przemyśleń, otwiera oczy. Szczerze polecam!

Renata S

Renata S

04.08.2015, 09:25

„Kraj za zamkniętą bramą”

Ta książka mną wstrząsnęła. To połączenie pamiętnika i reportażu. Powstała na podstawie zapisków, jakie autorka robiła podczas swoich wyjazdów do Korei Północnej. Wszystkie zostały napisane już w latach dwutysięcznych, a ja miałam wrażenie, że przenoszę się w czasie. Korea Północna to kraj odizolowany od reszty świata, tak na prawdę wiemy o nim tyle, ile oni nam pokażą. Głos z środka jest zaskakujący, wstrząsający i zostanie na długo w mojej pamięci.


Są takie książki, które biorę do ręki i wiem, że dowiem się wielu rzeczy, o których do tej pory miałam mgliste pojęcie. Podobnie było z książką o Osamie bin Ladenie (http://reniferczyta.pl/13-jak-to-jest-byc-zona-terrorysty/), czy o żonie mormona (http://reniferczyta.pl/17-bo-kobiety-sa-silne-nadludzko-silne/). Tym razem dzięki Suki Kim, Koreance, która od wielu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, przenoszę się do Korei. Nie do Korei Południowej, znanej z rozwoju technologii, ale do Korei Północnej, odciętej od świata, socjalistycznej, z kultem jednostki oraz ciężkimi represjami wobec nieposłusznych obywateli. Wiedziałam, że propaganda w tym kraju jest bardzo dobrze rozwinięta, a kontrola nad obywatelami sięga każdego aspektu życia, tak, niby to wiedziałam, ale kiedy czytam książkę “Pozdrowienia z Korei” patrzę i oczom nie wierzę. Stwierdzenie “kontrola życia” chyba nie pomieści tego wszystkiego, o czym przeczytałam. Zacznijmy od zakazu wyjazdu z kraju:

Często mnie pytają: “Z której Korei pochodzisz? Północnej czy Południowej?”. Jest to bezsensowne pytanie. Prawdopodobieństwo, że ja czy jakikolwiek Koreańczyk poruszający się swobodnie po świecie pochodzi z Północy, jest niemal zerowe. Z Korei Północnej nie wydostaje się właściwie nikt. To kraj zamknięty na cztery spusty. Odcięty od Korei Południowej, od reszty świata, od tych z nas, których rodziny zostały tam uwięzione. Odcięty drzwiami, dla których nie ma żadnego “Sezamie, otwórz się”, a świat jakby zapomniał, dlaczego zostały zatrzaśnięte na głucho i kto wyrzucił klucz.


Dlaczego Suki Kim zdecydowała się na taki wyjazd, zamieniła zachodni, rozwinięty świat, w którym miała dostęp do codziennych rozrywek, przede wszystkim miała wolność? Chyba szukała własnych korzeni, wyjaśniała historię swojej rodziny. Takich osób jak ona jest zdecydowanie więcej. Podział na Koreę Północną i Południową rozdzielił wiele rodzin, które do dziś nie mają ze sobą kontaktu. Autorka pisze o dziedziczeniu smutku, w kontekście tego, że w każdej rodzinie w Korei Południowej było zagadkowe zaginięcie kogoś, słuch po nim zaginął. Najprawdopodobniej został wywieziony do Korei Północnej. Niewiedza doprowadzała do obłędu kolejne pokolenia.

Kiedy odwiedzałam którąś z dwóch Korei, zawsze wyobrażałam sobie, że wracam do korzeni i odkryję nowe prawdy o swojej przeszłości. Teraz przyszło mi na myśl, że przeszłość, której szukam, od wielu lat jest pogrzebana pod amerykańskimi i chińskimi wpływami. Korea z moich wyobrażeń istniała tylko na obrazach, w książkach historycznych, we wspomnieniach starszych pokoleń i pozostałościach, które mignęły mi raz na jakiś czas, jako odłamki szkła wystające z zakopanej głęboko przeszłości.

Suki Kim opisuje swoją pracę jako wykładowca na uniwersytecie w stolicy kraju Pjongjang. Zwraca uwagę na to, że studenci mają tak wyprane mózgi, że najprawdopodobniej wierzą w to, że ich kraj jest najwspanialszy, ich potrawy są uznawane za najlepsze na świecie, wygrywają mecze z najlepszymi drużynami, a wszystko mają za darmo, bo Wielki Wódz o nich dba. Nie znają życia swoich rówieśników na świecie, nie wiedzą co to Internet, telewizja kablowa, nie wiedzą kim jest Wiliam i Kate. Jedyny znany im amerykański film to “Król Lew”. Suki Kim przyznaje, że wielokrotnie przyłapała swoich studentów na kłamstwie, mówili np. że idą do supermarketu zrobić zakupy przed imprezą, co nie mogło się wydsarzyć

Przy komputerach siedzieli studenci podyplomowi z drugiego roku, a także jeden z odpowiedników z moich zajęć, ten, który wcześniej był dziekanem. Uczyli się, jak korzystać z wyszukiwarki Google. (…) Obowiązywał ich bezwzględny zakaz ujawniania czegokolwiek na temat internetu, nawet tego, że mają do niego dostęp. (…) Widok najlepszych w kraju studentów kierunków naukowo-technicznych gapiących się tępo w monitory był tak żałosny, że poczułam ukłuci złości pomieszanej ze smutkiem i czym prędzej wyszłam.

Jak zawsze rząd KRLD szerzył dezinformację, a twierdzenia moich studentów nie miały żadnego oparcia w rzeczywistości, trudno więc było się spodziewać, że będą potrafili uzasadnić faktami swoje tezy.



Autorce udało się nawiązać więź ze studentami, czasami, w chwili zapomnienia i szczerości przyznawali się do swoich prawdziwych bolączek i uczuć. Jednak przez większość dnia odgrywali przypisane im role, w obawie przed karą, również tą najsurowszą.

Przebywanie w Korei Północnej było doświadczeniem głęboko depresyjnym (…). Zamknięta granica nie kończyła się na 39. równoleżniku, ale była wszędzie, w sercu każdego człowieka, blokowała przeszłość i dławiła przyszłość.

Przeczytajcie koniecznie tę książkę, po to, żeby przekonać się jak tam jest, a może również po to, żeby docenić to, co mamy na co dzień.

Recenzja pochodzi ze strony reniferczyta.pl

Dodaj recenzję