Miłość w kasztanie zaklęta (ebook) –	Monika A. Oleksa

Miłość w kasztanie zaklęta

Ocena czytelników:

7,6 (279 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Marta poczuła łzy napływające do oczu. Wiedziała, że nie jest w stanie ich powstrzymać, a nie chciała pokazywać małemu chłopcu słabości dorosłego człowieka. Wstała i jeszcze tylko przez moment popatrzyła w wielkie, ciemne oczy, a potem nie mogąc zatrzymać tego ogromu miłości, który napłynął ku jej sercu, przytuliła do siebie mocno to drobne ciałko i uciekła, chowając zapłakaną twarz przed dzieckiem, przed światem i przed sobą samą.

Miłość w kasztanie zaklęta to opowieść o miłości kobiecej i słabościach zwykłego człowieka. O podejmowaniu trudnych decyzji i umiłowaniu życia. To książka o dostrzeganiu niedostrzegalnego. Marta, samotna trzydziestoparoletnia nauczycielka, ma przyjaciół, plany i marzenia, ale nie ma nikogo bliskiego, z kim mogłaby się nimi dzielić. Przedwczesna śmierć rodziców, a potem odejście ukochanej babci pozostawiły w niej głęboki ślad oraz poczucie ulotności i kruchości ludzkiego życia. Marta wie jednak, że wszystko ma swój czas, i dlatego czeka na księcia z bajki. Niespodziewanie w jej życiu pojawia się Piotr. Kim jest jednak tajemnicza kobieta, która zaklęła w kasztanie swą miłość do Piotra i do małego Miłosza? Czy ich losy, w zadziwiający sposób wplecione w życie Marty, się połączą? Czy Marta jest gotowa na przyjęcie wszystkiego, co przyniesie jej przyszłość?

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

1.96 MB (MOBI), 0.75 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Irena Anita Bujak

Irena Anita Bujak

21.04.2012, 23:15

Powieść ma plusy jak i minusy, ale jest warta polecenia. Mimo wszystko jeśli się przeczyta „Miłość w kasztanie zaklęta” na długo pozostanie w pamięci. Polecam ją wszystkim gdyż z całą pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Dodaj komentarz

Magdalena Oszek

Magdalena Oszek

18.06.2012, 17:34

„”

„[…] pierwsza miłość w życiu każdego człowieka jest zazwyczaj nietrwała i pozostawia bolesny ślad. Ale dzięki niej cenimy tę drugą, która nas rozpieszcza i uczy zachłystywać się życiem. Jest kolorowa, szalona i młoda. Dlatego tak trudno się pozbierać, gdy się kończy... A gdy przychodzi ta trzecia, doceniamy zwykłą codzienność i przyjmujemy świat takim, jakim jest. Już nie chcemy go na siłę zmieniać, tylko szukamy w nim swojego miejsca. Trzecia miłość jest dojrzała, mądra, wyrozumiała i wciąż piękna.”

Na każdego z nas czeka gdzieś ta druga połówka pomarańczy, osoba z którą spędzimy resztę swojego życia. To tej osobie przyrzekniemy miłość, aż śmierć nas nie rozłączy. Tak też było w przypadku Piotra i Marii. Pokochali się, pobrali – jednak obietnica życia wspólnie, aż do późnej starości nie została dotrzymana. Marię pokonał rak, zostawiła pogrążonego w żalu męża i maleńkiego synka Miłoszka.
Piotr Domański bardzo przeżywa śmierć swojej ukochanej. Odrzucił nawet swojego synka, zostawiając go w domu dziecka prowadzonego przez siostry zakonne, tylko dlatego, że był bardzo podobny do swojej matki. Swoje smutki topi w pracy. Jest znanym ginekologiem, zajmującym się niepłodnością. Wolne chwile spędza w parku, zawsze na tej samej ławeczce obok wzbijającego się do lotu łabędzia. To tam po raz pierwszy spotyka go Marta Kluczyńska. To dla niego przychodzi codziennie do parku.
Marta pracuje w szkole jako nauczycielka angielskiego. Ma już trzydzieści sześć lat i wciąż jest sama. Jej przyjaciel, a zarazem kolega z pracy - Adam już parę razy proponował jej małżeństwo, jednak zawsze odpowiedź była odmowna. Marta traktuje go jak brata.
Przypadek sprawia, że losy Piotra i Marty krzyżują się. Zaczynają się spotykać i pomału między bohaterami rodzi się uczucie.
Jednak nie wszystko jest takie proste jak się nam wydaje. O uczucia Piotra walczy również jego dawna partnerka i koleżanka z pracy Barbara. W pewnym sensie ma ona przewagę, gdyż jej zaangażowanie w ten związek ma poparcie matki Piotra, której bardzo odpowiadałoby, by Barbara została jej synową i ściągnęła syna do USA.
Jak zakończy się cała historia? Czy Barbara zdobędzie serce Piotra, czy uda się to Marcie? Czy dla Marty młody ginekolog okaże się księciem z bajki? A może bohaterka ulegnie wreszcie prośbą Adama i z nim spędzi resztę życia?
Autorka sprawiła, że pokochałam bohaterów powieści. Marta przekonała mnie do siebie swoją dobrocią, bezinteresownością, a przede wszystkim tym, że potrafiła pokochać małego Miłosza, mimo iż jej synem nie był.
Piotr denerwował mnie momentami, zwłaszcza wtedy gdy odtrącał syna. Dla mnie – matki – trudno było zrozumieć, jak można odtrącić dziecko, który był owocem jego wielkiej miłości. No, ale w prawdziwym życiu też tak bywa. Dobijała mnie mamusia Piotra i jej telefony do synka, wtrącanie się w jego życie, mówienie mu kogo powinien kochać a kogo nie. Jej wypowiedzi na temat kobiety, której nawet nie widziała i nigdy z nią nie rozmawiała. Cieszyło mnie jednak to, że Piotr nie był mamisynkiem, potrafił postawić na swoim, dzięki czemu jego miłość przetrwała i mógł być szczęśliwy i dać szczęście innym osobą.
Czytając „Miłość w kasztanie zaklęta” mogłam się wzruszyć i uśmiechnąć. To książka pełna pięknych uczuć i wspaniale przedstawionych osobowości. Pokazuje nam jak bardzo można kochać drugą osobę, jak wiele dla niej jesteśmy w stanie zrobić. Uświadamia nam również, jak ulotne jest życie i, że warto cieszyć się każdą mijającą chwilą. To świetna lektura na zbliżające się wakacje.
Ja z przyjemnością wrócę jeszcze kiedyś do lektury tej powieści i zapoznam się z twórczością autorki. Polecam.

Irena Anita Bujak

Irena Anita Bujak

21.04.2012, 23:14

„”

„Marta poczuła łzy napływające do oczu. Wiedziała, że nie jest w stanie ich powstrzymać, a nie chciała pokazywać małemu chłopcu słabości dorosłego człowieka. Wstała i jeszcze tylko przez moment popatrzyła w wielkie, ciemne oczy, a potem nie mogąc zatrzymać tego ogromu miłości, który napłynął ku jej sercu, przytuliła do siebie mocno to drobne ciałko i uciekła, chowając zapłakaną twarz przed dzieckiem...”*

Los to coś czego nie da się przewidzieć. To wielka niewiadoma przychodząca z niespodziewanie i często gdy nie jesteśmy gotowi na nowe. Wyobraź sobie teraz, że spotykasz kogoś zupełnie nieznanego, ale od pierwszego ujrzenia czujesz, że to jest właśnie ta osoba, druga połówka pomarańczy, wielka mieść. Tylko co zrobisz gdy druga strona nie czuje tego samego?

On i ona. Piotr Domański ginekolog i wdowiec od roku. Poświęca się całkowicie pracy i rozmyśla o zmarłej żonie w parku na ławce przy fontannie z posążkiem łabędzia podrywającego się do lotu. Marta Kluczyńska lektorka języka angielskiego, obecnie nauczycielka w gimnazjum. Od zawsze marzyła o księciu i na niego czekała święcie przekonana iż kiedyś spotka tego jedynego. Dwa zupełnie inne światy, co je połączy? Czy tych dwoje coś czeka? Co tym razem czeka naszych bohaterów i jakie decyzje podejmą?

„Miłość w kasztanie zaklęta” przeczytałam jakoś w grudniu, jako taka odskocznia od nauki do egzaminów, co prawda trochę nie bardzo trafiłam, ale cóż. Później zupełnie zapomniałam o tym, że miałam napisać kilka słów o niej. Moje wrażenia teraz mogą być słabsze, częściowo zapomniałam co chciałam przekazać, ale z tych strzępków wspomnień postaram ułożyć wszystko w sensowną całość. Przyznaję, że do książki podchodziłam z dużą niepewnością, jakby nie patrzeć książek o miłości jest mnóstwo. Po co czytać kolejną? A choćby z takiego powodu, że jest o nas, może nie konkretnie o mnie czy o Tobie, ale o zwyczajnych ludziach. Możliwe, że bohaterów tej powieści spotykamy na co dzień w sklepie, na poczcie czy ulicy. Mijamy ich nieświadomie. O miłości jest napisać łatwo, ale napisać tak by czytelnik nie mógł się oderwać od czytanej pozycji, by chwytała go za serce jest już nie lada sztuką. Oleksa ma to coś, że nawet gdy pisze o czymś co jest opisane na wszystkie strony i tak w jakiś sposób nas ujmuje. Wydawać się może, że to kolejne romansidło, ale to wielki błąd z naszej strony gdy tak myślimy. To mogło zdarzyć się każdemu z nas. Ot proza życia.
„Miłość w kasztanie zaklęta” wzrusza i w jakimś stopniu uczy. To taka bajka dla dorosłych. Wywołuje współczucie gdy poznajemy historię Piotra czy też Marty oczekującej na wielką miłość, która być może nie nadejdzie. W tej drugiej sytuacji budzi się w nas podziw ze względu na tę niezmąconą pewność dziewczyny iż nie czeka na próżno. Łatwo jest się wczuć w sytuację bohaterów co umożliwia wczuć się w sytuację tej pary osób. Przyznaje, że trudniej mi było gdy chodziło o małego Miłoszka lecz starałam się tego nie oceniać.
Denerwował mnie niezbyt precyzyjnie ukazany wiek bohaterów, a na pewno Piotra, brak nazwy miasta, w którym dzieje się akcja bym mogła to sobie jakoś wyobrazić. Denerwowały mnie również przeskoki w akcji, można się pogubić w tym wszystkim. Bohater robi coś, przykładowo powiedzmy, że z kimś rozmawia , a linijkę dalej gdzieś już jedzie. Brak mi tu było tej dokładnego oraz zrozumiałego przeskoku fabuły.
Reasumując. Powieść ma plusy jak i minusy, ale jest warta polecenia. Mimo wszystko jeśli się przeczyta „Miłość w kasztanie zaklęta” na długo pozostanie w pamięci. Polecam ją wszystkim gdyż z całą pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie.

*cytat pochodzi z książki „Miłość w kasztanie zaklęta” Monika A. Oleksy

Anna Marczewska

Anna Marczewska

08.01.2012, 17:43

„”

Zauważyłam, że ostatnio zamiast zwracać uwagę na notkę umieszczoną z tyłu książki, która zarysowuje fabułę i czasami rozbudza, aż za bardzo, ciekawość czytelnika ja oglądam tylko okładkę i mimowolnie się nią zachwycam. Tak samo było z okładką „Miłości w kasztanie zaklętej”. Okładka w barwach mojej ulubionej pory roku – jesieni. Tak, uwielbiam jesień. Uwielbiam ten zapach chłodu, rozkładających się liści i deszczu. W jesieni najpiękniejszymi dniami są te pochmurne, ale i tymi słonecznymi nie gardzę, bo wtedy słońce tak ładnie przemalowuje szmaragdową zieleń liści na złoto i rubin, a w parkach roi się od rudobrązowych kasztanów zamkniętych w zielonych, kolczastych łupinkach. Swojego czasu lubiłam zbierać te kolczaste kule, które delikatnie kłuły moje palce, a potem rozrywać je i uwalniać te małe rude cuda. Kiedyś nawet chciałam komuś wyjątkowemu podarować ten mały cud, ale on nie chciał go przyjął. Od tamtej pory omijam parki jesienną porą.

Bohaterką debiutanckiej powieści Oleksy jest trzydziestokilkuletnia nauczycielka angielskiego, która ma cudownych przyjaciół i serce pełne miłości, której nie ma komu podarować. Marta codziennie wraca do domu przez piękny park. Pewnego dnia na jednej z ławek dostrzega mężczyznę, który według niej jest mężczyzną z jej marzeń, księciem z bajki. Od tamtego momentu kobieta codziennie odwiedza park i obserwuje smutnego, zamyślonego mężczyznę. Wypadek małej dziewczynki rozpoczyna znajomość Marty i Piotra. Kobieta pragnie otoczyć go swoją miłością, która przez tyle lat gromadziła się w jej sercu, teraz gotowym na prawdziwą miłość, jednak gorące uczucie Marty spotyka się z bolesnym odrzuceniem przez Piotra, który kocha kogoś, kto od roku leży głęboko pod ziemią okryty granitem i obsypywany czerwonymi różami.
Czy Marta wygra walkę z nieżyjącą ukochaną Piotra? Czy jej miłość zostanie w końcu odwzajemniona?

Nie lubię czytać o miłości, a szczególnie o tej ckliwej, męczącej i mdłej. Szczęście innych ludzi bardzo mnie drażni i czasami doprowadza mnie ono do szewskiej pasji. Bałam się, że właśnie taka nienawistna pasja zacznie mnie zjadać podczas czytania „Miłości w kasztanie zaklętej”, jednak ku mojemu zdziwieniu zamiast nienawiści poczułam… współczucie dla głównych bohaterów. Współczucie dla spragnionej miłości Marty oraz dla ogarniętego wiecznym smutkiem i poczuciem straty Piotra, który nie potrafił zagłuszyć swojego wielkiego uczucia do nieżyjącej żony, Marii. Jednak najbardziej uderzyło mnie w tej powieści to, w jaki sposób autorka przelała na karty swojej powieści ten wielobarwny obraz emocji. Wierzcie mi, nie każdy potrafi za pomocą słów stworzyć historię tętniącą uczuciami, która potrafiłaby poruszyć czytelnika do głębi i sprawić, że zacznie on wierzyć w opowieść autorki. „Miłość w kasztanie zaklętą” to nie jest opowieść o ludziach idealnych z wyglądu i charakteru, to też nie jest opowieść o ludziach, którzy w życiu dokonali wiele i wiele mają, ale o ludziach, których codziennie można minąć na ulicy czy spotkać w autobusie czy w innym miejscu. O ludziach, którzy przyjmują to, co przynosi im los.

Mogłabym o tej książce pisać i pisać i nigdy nie kończyć, ale przecież nie na tym polega recenzja, prawda? Polecam ją wszystkim, bez wyjątku. Gwarantuję, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie i długo o „Miłości zaklętej w kasztanie” nie zapomną, a ja już nie mogę doczekać się kolejnej książki Moniki A. Oleksy.

Dodaj recenzję