Szczeliny istnienia (ebook) –	Jolanta Brach-Czaina

Szczeliny istnienia

Ocena czytelników:

7,3 (55 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Kultowy' esej filozoficzny. Dotyczy podstawowych sytuacji egzystencjalnych: miłości, cierpienia, umierania, narodzin z perspektywy codzienności. Słynny opis pierogów z wiśniami i szmaty do podłogi. Nagroda Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek w 1994 roku.

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

1.71 MB (MOBI), 0.70 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Sienkiewicz Justyna

29.03.2012, 10:36

„”

"Rzadko wpadam w zachwyt, a jednak zdarzyło się. Pisałem już w innym miejscu ("Przegląd Artystyczno-Literacki", nr 3/99), że Jolanta Brach-Czaina napisała książkę wprost genialną (Szczeliny istnienia, wyd. eFKa, Kraków 1998) i nie będę tu powtarzał, dlaczego jest to wydarzenie kulturowe, dokonanie filozoficzne i poetyckie zarazem.

Takiej książki nie da się opowiedzieć, streścić, bo jest bytem samym w sobie, jak dzieło sztuki. Można spróbować przywołać, w czym poruszyła, do czego sprowokowała... Można pokazać jej miejsca szczególne, które i tak każdy może odebrać inaczej. Potrzebny jest tu własny kontakt... cielesny z tekstem."

Lech Witkowski, Cielesność w "Szczelinach istnienia", Amicus, nr 3/1999

Sienkiewicz Justyna

29.03.2012, 10:32

„”

Świat zrzuca skórę


Szczeliny istnienia Jolanty Brach-Czainy są jedną z najważniejszych, książek polskiej humanistyki w ostatnich dziesięcioleciach. Warto przy okazji powtórzyć zdanie z okładki pierwszego wydania, sygnowane przez prof. Stefana Morawskiego, że „ani w literaturze polskiej, ani obcej nie ma takiej książki”.
Po latach widać, jaki dług zaciągnęliśmy u Autorki, jak prekursorskie okazały się te eseje wobec nurtów „humanistyki nieantropocentrycznej”, wobec konstytuujących swoje przedmioty: antropologii i socjologii codzienności, filozofii doświadczenia, antropologii rzeczy i cielesności. Nie jest to żadna próba rozbiórki Szczelin istnienia według szkół oraz kategorii wziętych ze współczesnych podręczników filozofii czy antropologii, gdyż mamy do czynienia z próbą absolutnie własną, odważną, wręcz wywrotową, a przede wszystkim domkniętą jako pewna całość, która coś wyłania, a nie tylko protokołuje.
Eseje Jolanty Brach-Czainy proponują, mówiąc w największym uproszczeniu, niespekulatywny zwrot do fundamentów bytu, do jego faktyczności, zwrot ku „przeżywaniu wartości zdarzeń podstawowych”, ku samemu „istnieniu” rozumianemu jako wartość nadrzędna. Autorka nieustannie zdaje się zapytywać: jak dobro i zło, okrucieństwo i cierpienie, kultura i uspołecznienie, powinności rozumu, moralność i aksjologie jawią się w perspektywie filozoficznej analizy takich elementarnych faktów egzystencji, jak cielesno-materialne uobecnienie, jak poród, akt seksualny, jedzenie i śmierć. To za sprawą tych elementarnych faktów egzystencji ludzie są partnerami innych bytów w świecie.
Warto dziś zapytać, czy na przykład błyskotliwe analizy fenomenu codzienności, a więc sprzątania, obierania ziemniaków, przyrządzania jagnięciny, ścierania kurzów, czy przysłowiowego „mycia garów” w zlewie, straciły pod koniec pierwszego dziesięciolecia XXI wieku swój walor bytowy, lecz zachowały tylko zjawiskowy i w epoce zmywarek, domowych systemów czystości, reżimów dietetycznych pozostały tylko opisami minionych udręk? Otóż nie. Analizy te, choć zmieniły się dosyć gruntownie ich przedmiotowe realia, są wciąż zobowiązujące dla elementarnych sposobów bycia człowieka w świecie.
W epoce napływających epidemicznie gadżetów i symulakrów, rozrastającej się powłoki przekazów elektronicznych, odczuwanej nadwyżki „ikon” i słów, z czytanych dziś Szczelin istnienia wciąż może wyzierać pierwotność i surowość bytu, nawet jego „dzikość”, gdyż świat zrzuca tu skórę, ale nie czujemy się przy tym mieszkańcami jakiejś naturalistycznej utopii. Jolanta Brach-Czaina odsłania to, co w bytowaniu jest przedkulturowe, przedjęzykowe i w swych formach elementarne, co nie poddaje się płytkiej historyczności.
Warto zauważyć, że eseje te powstawały w swoistej „międzyepoce”: w czasie następującym po epoce Wysokich Ideałów, czyli przebudzenia aksjologicznego z lat osiemdziesiątych, a przed epoką prefabrykowanej egzystencji lat dziewiędziesiątych; między czasem „niedoboru” towarów”, a czasem ich „supermarketowego nadmiaru”. Ta historyczna rama nie może w żaden sposób przesłonić owego prześwitu ku formom ludzkiego doświadczenia, którego koordynatorem jest ludzkie ciało i jego podstawowe ekstensje (dom, kuchnia) oraz podstawowe uobecnienia, na przykład krzątactwo, czy w ogóle codzienność, ze swoją metafizyką. Ręce, których nie ma na co dzień „w co włożyć”, są wciąż sporym wyzwaniem egzystencjalnym.
Czytane po latach eseje Jolanty Brach-Czainy pokazują, jak pochwytny jest świat przez dotyk, zapach i smak, jak cielesność broni nas przed uzurpacjami rozumu. „Trzeba dotknąć surowego mięsa. (...) I trzeba dotknąć zmarłego człowieka”, czytamy w eseju pt. Metafizyka mięsa. W dobie permanentnych kryzysów i ogłaszanych w humanistyce „zwrotów”, swoistego zatrzaśnięcia się w „złotej klatce” kultury, jest to lektura na swój sposób uźródlająca, szczególnie ważna w obliczu tez o „płynnym” charakterze naszej współczesności. Sytuuje pytania egzystencjalne „poza kulturą”, zachęca, by „zaakceptować siebie wśród innych żywiołów”. Wyzwala z rutyny, pokazuje, jak jesteśmy ugruntowani w bycie, co wygląda szczególnie otrzeźwiająco na tle rozmnożonych dziś poradników i przepisów, „jak żyć”.
Odwaga nazywania świata na nowo, nierzadko odwołująca się do licencji literatury, a przede wszystkim poezji (Wojaczek, Białoszewski), kierującej uwagę na to, co niepochwytne, określa językowość tej książki. Rozmowa, dramaturgia zwracania się do współobecnego, prowadzi czytelnika po dnie życia. Patronuje temu żelazna zasada, aby mowy bytu nie zagłuszać własną i nie tylko dosłuchać się w nim sensu, ale sens ten „osobiście podjąć”. Struktura znaczeniowa tych esejów przypomina sploty, węzły, ale też spacje, wyrwy i nieciągłości.
Autorka prowadzi nas przez szczeliny, bramy i progi, gdyż przede wszystkim tam, w „pęknięciach” i „rozstępach” bytu, tworzy się życiodajny sens. Od strony formalnej oddaje to dynamiczny układ akapitów, liczne semantyczne pauzy na odpowiedź lub podpowiedź ze strony czytelnika. Rozmowa niczego nie narzuca, jak cała ta książka. Ma swój temporytm, jak życie. Nie ma w Szczelinach istnienia języka dociekań semantycznych czy etymologicznych. Autorka stawia sprawę jasno: „nie pociąga mnie wiercenie w słowach podszyte przeświadczeniem, że można przez nie dowiercić się do świata”. To gest sprzeciwu wobec maniery, która kiedyś była metodą. Ważna to deklaracja, gdyż nasza kultura jest na swój sposób logocentryczna, z wyraźną nadwyżką słowa patetycznego. W języku polskim stosunkowo rzadko filozofowie formułowali zdania o „ciemnych” ludzkich sprawach i niskich wymiarach bytu.
W świecie tak obrysowanym i uobecnionym, jak w Szczelinach istnienia, przychodzi nam żyć bez obaw, że zamilknie kiedyś proces odnawiania się sensu, że już nie można zawierzyć światu.

Roch Sulima

Dodaj recenzję