Tajemny ogień (ebook) –	C.J. Daugherty

Tajemny ogień

Ocena czytelników:

8,0 (4 oceny)

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Dzielą ich setki kilometrów, łączy przeznaczenie. Pewnego dnia wybuch złości Taylor Montclair powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. Dziewczyna poznaje szokującą prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że drzemie w niej tajemny ogień. Setki lat temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń pierworodnych synów z rodu jej zabójców. Sacha Winters jest trzynasty – za osiem tygodni ma umrzeć. Na świecie jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc. Czy Taylor i Sacha zdążą się odnaleźć, nim on zginie, a świat pochłonie ogień? Pradawna moc i śmiertelna klątwa, szaleńczy wyścig z czasem i walka z przeznaczeniem. Akcja „Tajemnego ognia” pędzi jak rollercoaster!

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

2.36 MB (MOBI), 0.86 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Żaneta Lekier

Żaneta Lekier

12.12.2016, 13:05

„Jedna z najlepszych powieści ostatnich czasów!”

Od dawien dawna zaczytuję się w powieściach pani Daugherty, wielbiąc ją coraz bardziej i bardziej. Nic więc dziwnego, że gdy tylko ujrzałam zapowiedź "Tajemnego ognia" po cichutku marzyłam, żeby ją zdobyć (już nawet przekabaciłam męża na małe zakupy :P)

Książki pani Daugherty wciągają, jak mało które. Seria "Wybrani" podbiła chyba każdy możliwy kraj. Niestety jeśli chodzi o drugą autorkę, to do tej pory nie słyszałam i niej absolutnie nic. A szkoda, bo chętnie przekonałabym się, jak wypada jako solistka. Ale póki co muszę się zadowolić współpracą z panią Daugherty, która wyszła dość niekonwencjonalnie.

"Tajemny ogień" opowiada historię dwójki nastolatków - Taylor, angielki, która zrobi wszystko, by dostać się na Oxford oraz Sachy, tajemniczego francuza, na którym ciąży przedziwna klątwa, zwiastująca jego śmierć w przeciągu ośmiu tygodni. Pozornie nic nie jest w stanie ich połączyć - w końcu żyją setki kilometrów od siebie. Pewnego dnia zostają jednak zmuszeni do tego, aby Taylor udzielała Sachy korepetycji z angielskiego, których tak właściwie nie potrzebuje. Dlatego też nastolatkowie postanawiają utrzymywać ze sobą kontakt, aby sprawiać pozory wspólnych korepetycji. Co w tym jednak tajemniczego? Niby nic, jeśli nie liczyć owej klątwy... Do chwili, aż dziewczyna powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. I pomyślałby kto, że wszystko zaczęło się od zwykłej migreny, a teraz zaczyna się prawdziwa walka z czasem...

Sam początek powieści jest dość ciężki. Przynajmniej dla mnie. Jednak, gdy dotarłam do tych wszystkich przedziwnych "wydarzeń" i wątków rodem z alchemicznych ksiąg, wprost nie mogłam się oderwać, pragnąc coraz więcej i więcej.

Bohaterowie z początku niemrawi, koniec końców nabierają barwi, zachwycając czytelnika swoją tajemniczością, a zarazem porywczością. To samo się tyczy akcji, która brnie, jak szalona. Z tą lekturą nie sposób się nudzić. Rozdział goni rozdział, akcja goni akcję. Gdybym mogła, to czytałabym ją na okrągło.

Przyznaję, że jeszcze zanim się za nią zabrałam, postawiłam jej wysoką poprzeczkę. I nie zawiodłam się. Jedynym minusem może być trudny wstęp, ale cała reszta powieści wynagradza mi te kilkadziesiąt stron w stu procentach. Poza tym nawet początki "Harry'ego Pottera" były trudne, a jakim fenomenem się stał. I mam nadzieję, że i tak będzie w tym przypadku.

Czy polecam? Oczywiście, że tak. Niesamowita historia, skrojona na miarę XXI wieku, pełna barwnych postaci i niesamowitej akcji, dopełniona przepiękną grafiką na okładce. Może trochę przypomina tę, która wieńczy "Igrzyska śmierci", ale i tak jest wybitna. Aż chce się ją mieć na swojej półce. Polecam i zachęcam, nie tylko młodzież, dla której ta powieść została stworzona, ale i również zachęcam do lektury starsze grono czytelników,, bo naprawdę warto. Dzięki niej poznałam nowe oblicze alchemii i nie żałuję. Co ważniejsze - czekam na więcej. Dużo więcej...

Joanna Polska

Joanna Polska

26.11.2015, 21:57

„Łączy ich klątwa, dzieli wszystko.”

Taylor Montclair i Sacha Winters poznają się, zdawać by się mogło, że za sprawą czystego przypadku i zbiegu okoliczności. Młody Winters wielokrotnie odpuścił już sobie szkołę, a forma korepetycji przez internet ma dla Taylor stanowić kolejny punk, którym będzie mogła się pochwalić przy pisaniu podania na studia. Dwoje nieznajomych zasiada po przeciwnych stronach ekranu komputera, nie wiedząc nawet, że stoją także po przeciwnych stronach trwającego setki lat konfliktu. Łączy ich klątwa, dzieli wszystko.

Sacha Winters spędza kolejne dni swojego nastoletniego życia w dość niecodzienny sposób. Chłopak znalazł sposób, jak szybko się wzbogacić w krótki czasie. Taką formą są zakłady... o jego własne życie. Skoczy z dachy, dostanie kulę czy pchnięcie nożem - to wszystko przetrwa. Musi. Klątwa rzucona setki lat temu głosi, że póki nie osiągnie wieku lat osiemnastu, kolejny z Winters'ów nie ma prawa zejść z tego świata. Sacha zdecydował, że nie warto się przejmować (w szczególności już chodzeniem do szkoły), skoro tak wygląda jego los.

Taylor Montclair to wnuczka profesora z Oksfordu. Tam także chciałaby w przyszłości studiować. Doskonałe oceny są dobrą ku temu drogą. Co prawda nie układa się obecnie Taylor z jej aktualnym chłopakiem, ale wciąż może liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół. Kiedy nauczyciel od francuskiego narzuca jej kolejne ponadprogramowe zadanie, jest więcej niż zniecierpliwiona. Sytuacji nie poprawia także fakt, że francuski nastolatek (nasz Sacha) wcale problemów z komunikacją w języku angielskim nie ma. Po co więc połączono ścieżki ich losów? Bohaterowie muszą odkryć to sami, przy tym odsłaniając kolejne tajemnice własnych rodzin, które już znają (Sacha) lub dopiero mają stać się ich świadomi (Taylor).

Czym jest tytułowy "Tajemny Ogień"? Czytelnik zastanawia się nad tym od samego początku lektury. Przyjęłam technikę czytania opisów książek jak najmniej szczegółowo - o wiele bardziej cenię sobie, kiedy problematykę i zawiązanie konfliktu przedstawia sam autor powieści. W przypadku "Tajemnego Ognia" jest ich aż dwóch. To C.J. Daugherty (znana z serii "Nocna Szkoła") oraz francuska pisarka Carina Rozenfeld. Panie poznały się na paryskich targach książki, kiedy posadzono je obok siebie. Ze wspólnej rozmowy zrodził się pomysł napisania wspólnego powieści i tak zrodził się "Tajemny Ogień".

Czy kolejna powieść od C.J. Daugherty to dobra propozycja dla fanów "Wybranych"? Z całą pewnością przypadnie im do gustu pod względem stylu. Fabuła też ma styczne punkt: jest tutaj zewnętrzna organizacja, w losy której zostaną wplątani młodzi bohaterowie. Pojawia się jednocześnie spory wątek natury paranormalnej pod postacią zgromadzenia Alchemików. Najlepiej jeśli przyczyny konfliktu czytelnik odkrywać będzie sam, cała sprawa jest jednak mocno zaspoilerowana już w samym opisie książki.

Sacha jest przeklęty - jak cała jego rodzina pokolenia wstecz - dlatego też, zyskał czasową nieśmiertelność. Co różni jednak Sachę to fakt, że jest on trzynasty w kolejce. Klątwę rzucił jeden z Alchemików i jak na złość losowi, to u nich teraz znajduje się ocalenie chłopaka... ale i nie tylko. Zniknięcie trzynastego ma również aktywować formę apokalipsy, więc więcej osób jest zainteresowanych jego ocaleniem. Jeśli zaś chodzi o Taylor, to nie trudno przewidzieć, że motywacja będzie tu bardziej romantyczna. Młoda Montclair też ma w tej sprawie coś więcej do powodzenia - to w niej ujawnia się bowiem tytułowy "Tajemny ogień".

Fakt, że Taylor reprezentuje siłę, jakiej jeszcze wcześniej wśród alchemików nie zarejestrowano, przypomina delikatnie o schemacie, jakim podąża ta opowieść. Ona to wzorcowa uczennica, nieświadoma swojej urody, która odkrywa w sobie spektakularną paranormalną moc. On to młody buntownik, któremu przestało zależeć na życiu. Nie łączy ich nic, aż momentalnie łączy ich wszystko. Jak rozwinie się dalej ta historia, zależy tylko od jej autorek. "Tajemny Ogień" charakteryzuje także wiele pozytywnych cech. To historia o tym, że najważniejszych odpowiedzi nadal warto szukać w bibliotece. To magia różnych lokalizacji, w których rozgrywa się akcja: Paryża, winnice Francji, portowe Calais czy też dziecińce wiekowego Oksfordu. Akcja toczy się wartko, spotykamy parę ciekawie zarysowanych sylwetek bohaterów i wyczekujemy pojawienia się "zwiastunów".

O tym, że mamy do czynienia z alchemikami mogły już świadczyć tajemnicze symbole na okładce. Jednocześnie tytułowy "Tajemny Ogień" równie dobrze mógł dotyczyć tylko magii i jakiegoś jej poświęconego zgromadzenia. W tej wersji historii magia i alchemicy to jedno, nawet jeśli współcześnie całe działanie ich "mocy" wyjaśniają o wiele bardziej naukowymi terminami. Osobiście wolę jednak alchemików w kreacji Richelle Mead w jej "Akademii Wampirów" czy "Kronikach krwi". Tamci od magii się stanowczo odgraniczają. Co łączy obie grupy (i światy) to fakt, że alchemikom nie wolno ufać... nawet gdy należy się do ich grona.

Zabierając się za "Tajemny Ogień" przede wszystkim liczyłam na piękne ujęcia z Paryża, który stanie się tłem akcji dla licznych zagadek, jakie na swojej drodze napotkają bohaterowie. Choć akcji tu nie brakuje, jest to jednak powieść bardziej młodzieżowa. Alchemiczne odsłony rzeczywistości odciągają tylko bohaterów od ich szkolnych obowiązków. Kolejne szkolenia Taylor są bardzo do siebie podobne jak i przebieg zakładów Sachy. Może trochę liczyłam na to, że cała tajemnica rodów wyda się jeszcze online? Główne źródło napięcia stanowi przybycie zwiastunów, lecz one w swym przebiegu również niewiele się od siebie różnią. Jest tutaj także parę takich zdarzeń, które nas zaskoczą, co dobrze wróży dalszemu rozwojowi tej serii.

Opowieść rozpoczęta na wzorze znanego schematu, co nie oznacza, że nie czyta się jej prędko i nie można się przy niej zrelaksować. Zdaje się, że wyjątkowość "Nocnej Szkoły" polegała na tym, że nie ma tam wątków paranormalnych (przynajmniej w tomie pierwszym), co stanowiło miłą odskocznie. Jeśli zaś chodzi o "Tajemny Ogień" to musi on konkurować z wieloma innymi tytułami z tej kategorii.

"Tajemny Ogień" z całą pewnością jest to początek serii (Kronik Alchemików), lecz nie zapowiedziano jeszcze przybliżonej premiery kolejnego tomu. W podziękowaniach od obu autorek można jednak wyczytać, że szykują się już do pracy nad drugim tomem.

Recenzent Blog

07.11.2015, 12:35

„Każdy pożar zaczyna się od iskry”

C. J. Daugherty znana jest w Polsce z bestsellerowej serii „Wybrani”, która wyróżniła się na tle innych popularnych „młodzieżówek” wykorzystaniem intrygi kryminalno-politycznej w miejscu najliczniejszych wątków paranormalnych, postapokaliptycznych czy dystopijnych. Carina Rozenfeld w Polsce z kolei rozpoznawalna nie jest, chociaż we Francji udało się jej wydać już prawie dwadzieścia poczytnych książek, w tym bestsellerową trylogię „La Quête des Livres-Monde”. Być może „Tajemny ogień” napisany w duecie z Daugherty zmieni sytuację francuskiej pisarki na polskim rynku wydawniczym.

Okładka książki – choć czytałam ją w wersji elektronicznej, to i tak jej cyfrowy obraz rzucił mi się w oczy – sugeruje nie tylko tajemnicę związaną z magią (geometryczne wzory i wpisane weń symbole są oczywistą wskazówką), ale i wątek miłosny. Nakładające się na siebie koło i trójkąt wyraźnie reprezentują relację kobieta-mężczyzna, a otaczające je płomienie podgrzewają atmosferę, każąc wierzyć, że nie będzie to związek lekki, łatwy i przyjemny. Innymi słowy – Daugherty zdecydowała się dołączyć do trendu romansów fantasy. Pytanie, czy ¬– jak wcześniej w „Wybranych” – wprowadziła nową jakość rozwiązań fabularnych, czy podążyła utartą ścieżką.

Sacha Winters, siedemnastolatek mieszkający we Francji, wie, że za siedem tygodni jego życie dobiegnie końca. Jak by nie starał się oszukać przeznaczenia, nawet je przyspieszając, nie jest to możliwe. Rzucona przed laty klątwa dba o swoich „podopiecznych” i pilnuje, by tylko za jej sprawą doszło do śmierci. Co gorsza, Sacha jest ostatnim w swojej linii skazanym na podobne doświadczenia, gdyby urodził się w następnym pokoleniu… Sęk w tym, że jeżeli klątwa się dopełni, może nie być już żadnych następnych pokoleń. Jedyną osobą, która jest w stanie się temu przeciwstawić okazuje się mieszkająca w Anglii Taylor Montclair. Tylko, czy mroczni wyznawcy dopuszczą do ich spotkania? I czy oni sami będą do niego dążyć? Ich życia dzieli niemal wszystko, a łączy jedynie śmierć.

Pewnym jest, że przez „Tajemny ogień” mknie się w zawrotnym tempie. To jedna z tych powieści, którą zaczyna się i kończy na jednym wdechu. Niemniej mam pewne wątpliwości, co do powodów tegoż prędkiego czytania. Na ile jest ono efektem zatracenia się w lekturze, a na ile skutkiem ubocznym znanych już rozwiązań, typowych wątków i mało zaskakujących zwrotów akcji? Czy nie powinnam była chcieć zatrzymać się na dłużej przy jakiejś scenie, starać się uchwycić związanych z nią emocji? „Tajemny ogień” to owszem, rollercoaster, ale nie w najnowszym lunaparku.

Przede wszystkim widać to, na co zwracałam już uwagę przy „Wybranych” – Daugherty nie ma talentu do opisywania ludzkich uczuć. Wszystkie związane z nimi partie tekstu wydają się sztuczne i nieszczególnie oddziałują na czytelnika. Najwyraźniej na podobny problem cierpi Rozenfeld, bo zarówno wątki angielskie, jak i francuskie okazują się emocjonalnie bezbarwne. Obie autorki dały się również złapać w najgorszą z pułapek pisania w duecie – sporo w „Tajemnym ogniu” luk, niedopowiedzeń lub informacyjnego przesytu, który de facto do niczego nie prowadzi; co wynika najpewniej z niewystarczającego kontaktu pisarek. Historia dosłownie pęka w szwach od nazw, nieznanych lokacji, tajemnic i intryg, ale nie wydaje się to być zamierzone, a przypadkowe. To nie starannie pleciony węzeł sekretów, a zbieranina niejasności.

Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym nie napisała, że ten wszechobecny chaos „unaturalnia” nieco sytuację i zbliża czytelnika do jej bohaterów. Wszyscy znajdują się w tym samym położeniu – niewiele wiedzą, niewiele rozumieją i nie mają pojęcia jak to się wszystko dalej potoczy. Zresztą bohaterowie „Tajemnego ognia”, chociaż nie są w swoich kreacjach nowatorscy czy wyjątkowo dobrze dopracowani, dają się lubić i pozwalają ze sobą utożsamić. Zwłaszcza postać Taylor – prymuski, która znajduje się na etapie, kiedy nie wie już na ile jest sobą, a na ile zapomniała, co kryje się pod maską, którą sama sobie narzuciła – wydaje mi się bliska. Buntujący się dla zasady, z bezsilności Sacha również nie jest szczególnie odległy od psychologicznej prawdy.

Osobiście cieszę się, że autorki sięgnęły po wątki magiczne, które od jakiegoś czasu znajdują się na drugim planie zainteresowania fantasy czy paranormalnych romansów. Wiedźmy w literaturze młodzieżowej są zdecydowanie mniej liczne, niż różnego rodzaju wampiry, wilkołaki, demony czy anioły, a szkoda, bo dają szerokie pole do popisu nie tylko wiedzą historyczną, ale i wyobraźnią; w zasadzie nic ich nie krępuje, żadna pełnia, słońce czy konieczność transportowania ciała w wypełnionej ziemią trumnie.

Trudno się dostroić do językowego rejestru powieści, bowiem wyraźnie widać różnicę między sposobem snucia historii przez Daugherty i Rozenfeld. Obie autorki mają swoje wady i zalety, jednak to nie przez nie „Tajemny ogień” wypada tak nierówno. Powodem jest wyraźny dysonansów stylów pisarek, z których jedna ma tendencję do kreowania dynamicznego kryminału, z punktem ciężkości położonym na „dzianie się”; a druga bardziej obyczajowej historii z wyraźnym zaakcentowaniem bohatera jako obiektu w centrum wydarzeń. Jedna pokazuje świat przez wydarzenia, druga bierze sobie pośrednika i pokazuje ów wydarzenia już przepracowane.

Wydaje mi się mimo wszystko, że „Tajemny ogień” to dopiero preludium tego, co autorki zamierzają zaserwować czytelnikom. Finał pierwszego tomu serii sugeruje, że najlepsze dopiero nadejdzie, a ja szczerze wierzę w to, że zarówno Daugherty jak i Rozenfeld nie pokazały jeszcze wszystkiego, co zaplanowały. Chociaż w obecnej formie powieść może wywołać lekkie ukłucie zawodu zarówno u fanów autorki „Wybranych”, jak i paranormalnych romansów, to nie przekreślałabym bestsellerowego potencjału tej historii. Jeżeli chcecie zrozumieć, dlaczego – przeczytajcie.

Dodaj recenzję