W cieniu prawa

Premiera

Galicja, 1909 rok. Mimo złej opinii i niejasnej przeszłości Erik Landecki zostaje przyjęty na czyścibuta w austriackim dworku. Jest przekonany, że los się do niego uśmiechnął. Pierwszej nocy ginie jednak dziedzic rodu, a cień podejrzeń pada na Polaka. Szybko pojawiają się spreparowane dowody, a Erik staje się głównym podejrzanym.

Kup teraz

Zobacz także inne tytuły autora.

Zobacz wszystkie

Chcesz dowiedzieć się więcej
O Remigiuszu Mrozie?

Autor odpowiedział
na Wasze pytania!

Zapraszamy do lektury!

Remigiusz Mróz

Aneta Garbas: Trzy trylogie, którymi jestem zafascynowana, bohaterowie, z którymi się utożsamiamy, tak różne tematycznie (pozostałych książek jeszcze nie doczytałam, a zamierzam). Skąd taka różnorodność postaci i środowisk? Czy któraś z trylogii jest Panu bliżej serca? Chyłka ma być kontynuowana, Forst będzie kręcony, ostatnio przyznana nagroda Wielkiego Kalibru (głos oczywiście oddany na Kasację), jakie plany pisarskie mężczyzna sukcesu ma przed sobą? Tyle już napisane i przelane na papier. Gratuluje! Proszę zdradzić czytelnikom, co jeszcze nas może czekać :). Pozdrawiam gorąco. Fanka ze Śląska!

REMIGIUSZ MRÓZ: Różnorodność najpewniej wynika z potrzeby zachowania świeżości, choć nie powiedziałbym, że to wszystko jest zawczasu zaplanowane. W pewnym momencie dopada mnie jakaś idea, uderza jak obuch, a potem zaczyna rozwijać się z prędkością, której mogłoby pozazdrościć jej pendolino. Nie mając wiele do gadania, siadam do klawiatury i ubieram tę ideę w słowa, rozwijam i patrzę, co z niej wyrasta. Dlatego też trudno mi powiedzieć, co będę pisał jako następne, nie wiem bowiem, jaki kolejny pomysł mnie zaatakuje.

Marcin KornfanHead: Z tego co mi wiadomo, pisze Pan jedną książkę miesięcznie. Czy ta tendencja nadal się utrzymuje?

REMIGIUSZ MRÓZ: Utrzymuje się, choć nie miesiąc w miesiąc. Nieco więcej czasu poświęcam teraz na redagowanie starych powieści i wyjazdy, więc bywają miesiące, kiedy nie powstaje nic nowego. Jeśli jednak już siadam do pisania, to wygląda to tak, jak wyglądało dotychczas. I niewiele w tym względzie zależy ode mnie – wpadam w literacki wir, z którego nie sposób się wydostać.

Iza Wyszomirska: W cieniu prawa to historyczny kryminał retro. W Pana poprzednich powieściach najmocniejszą stroną był humor, szok i nakierowanie na przemoc. Ta książka wydaje się inna. Mamy rok 1909, urzekające czasy Galicji, austro-węgierski dworek, rodzinne sekrety. Ciekawi mnie, jak przygotowywał się Pan do napisania tej powieści od strony historycznej, które wątki/aspekty były najtrudniejsze? :)

REMIGIUSZ MRÓZ: Właściwie do pisania wszystkich książek przygotowuję się podobnie. W przypadku tych historycznych dochodzi oczywiście research związany z klimatem tamtych czasów, uwarunkowaniami społeczno-gospodarczymi i politycznymi, ale mimo że nie brzmi to najciekawiej, w istocie wiąże pisarza z książką już na samym początku. Im więcej dowie się o tym świecie, im bardziej w niego wniknie, tym większe emocje towarzyszą mu potem przy pisaniu.
A szoku podczas lektury W cieniu prawa pod dostatkiem!

Natalia Kruk: Odpowiednie pytanie dla kogoś, kto tworzy takie postacie jak Obelt czy Chyłka :). Co jest dla Pana trudniejsze, rozpoczęcie kreowania historii swoich bohaterów czy wręcz przeciwnie - zakończenie ich losów, niejako pożegnanie się z własnymi dziećmi?

REMIGIUSZ MRÓZ: Zdecydowanie pożegnania! Jeśli postać pojawia się w umyśle autora odpowiednio wyraźnie, to nie ma żadnego problemu z jej wykreowaniem, a na dobrą sprawę w większości przypadków kreuje się sama. Jedną z najlepszych rzeczy związanych z pisaniem jest obserwowanie, jak tworzą się bohaterowie, a potem samorzutnie rozwijają w kierunku, który nie zawsze da się przewidzieć. Zupełnie inną sprawą jest pożegnanie z nimi, bo w trakcie procesu twórczego powstaje pewna więź, która sprawia, że mimo postawienia ostatniej kropki, postacie żyją dalej gdzieś w umyśle.

Anna O. Malon: Skąd czerpie Pan inspiracje do imion i nazwisk bohaterów Pańskich książek? Uważam, że są genialne, niepowtarzalne i bardzo zgadzają się z charakterem danej postaci, o ile tak to można ująć :). Pozdrawiam.

REMIGIUSZ MRÓZ: Rzeczywiście czasem tak jest, że imię czy nazwisko potrafi powiedzieć więcej niż kilkustronicowy opis charakteru. Wydaje mi się, że w przypadku Forsta i Chyłki tak właśnie jest… a może raczej chciałbym, żeby tak było. Trudno przesądzić. Nie ma jednego źródła, z którego czerpię pomysły w tym względzie – czasem coś wpada mi do głowy zupełnie przypadkowo (anagram „frost” i brutalne spolszczenie słowa forced), czasem gdzieś zobaczę coś ciekawego i zapiszę na później, czasem zmieniam nieco nazwiska, które wpadną mi w oko et cetera.

Agnieszka Pogorzelska: Kogo jest w Panu (zawodowo) więcej: Chyłki czy Oryńskiego?

REMIGIUSZ MRÓZ: Przypuszczam, że ani jednego, ani drugiego. Nigdy nie pracowałem w żadnej korporacji, nie miałem nad sobą szefa i wydaje mi się, że niespecjalnie potrafiłbym odnaleźć się w takiej sytuacji. Pisarska wolność to jedyne, co znam z zawodowego punktu widzenia.

Anna Pyt: A ja jestem ciekawa, czy jest trochę Remigiusza Mroza w Zordonie?

REMIGIUSZ MRÓZ: Nie, raczej w Chyłce. Zordon powstał trochę w kontrze do mnie, prawdopodobnie nigdy nie ruszyłbym większości rzeczy z jego menu – inna sprawa, że na Chyłkowym talerzu też nie miałbym czego szukać. Całej płyty Willa Smitha też pewnie bym nie przesłuchał, a dyskografię Iron Maiden znam prawie na pamięć.

DaveSrk: Krążą plotki, że to Pan ukrywa się pod pseudonimem CacaoDecoMorreno. Czy to prawda? Wnikliwi analitycy wskazali wiele zbieżności w Pana i DecoMorreno twórczości.

REMIGIUSZ MRÓZ: Dementuję. Nie mam z tym człowiekiem nic wspólnego. Jeszcze. Zamierzam bowiem pozwać pana DecoMorreno za plagiat – zbieżności nie mogą być przypadkowe!

Dominika Polok: Chyba każdy człowiek wyobrażał sobie kiedyś jak udziela wywiadu. Większości nigdy to nie spotka, a ci, którzy jednak zaczynają ich udzielać muszą odpowiadać ciągle na te same pytania. Czy jest takie pytanie, na które ciągle Pan czeka, ale nikt go jeszcze nie zadał? ;)

REMIGIUSZ MRÓZ: Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Ale hipotetycznie rzecz biorąc… gdybym zdradził, jakie to pytanie, nie byłoby na co czekać.

Małgorzata Harasim: Góry i wszystko jasne :).
Można dyskutować, które są tymi naj, ale nie o to mi w tym pytaniu chodzi. Jak się zaczęła Pana przygoda z górami, skąd się wzięła ta pasja?
I drugie pytanie: Pisze Pan dużo i raczej szybko, do tego doktorat i czas na pasje, połączenie tego wszystkiego jest zapewne kwestią organizacji i priorytetów, ale czy poświęcając czas prawu i np. górom, nie boi się Pan, że zacznie pisać po łepkach? Czy pisząc tak dużo nie obawia się Pan twórczego wypalenia? Szczerze powiem, że jak widzę, że autor wydaje jedną książkę zaraz po drugiej, obawiam się spadku formy i tego, że każda kolejna, wydana szybciej, będzie słabsza od poprzedniej.

REMIGIUSZ MRÓZ: Pasja wzięła się zapewne z tego, że jako dziecko sporo czasu spędzałem na szlakach. Góry właściwie były najczęstszym kierunkiem wakacyjnych wyjazdów, a że nikt nie może oprzeć się ich urokowi, odpowiedź jest oczywista. Co do wypalenia czy spadku formy – nigdy się tego nie obawiałem. Piszę tak od 2012 roku, właściwie nie zmieniam mojego modus operandi. Na razie się sprawdza, a kolejne książki są coraz cieplej przyjmowane przez Czytelników. Jeśli kiedyś sytuacja zacznie się zmieniać, pewnie odstawię klawiaturę na jakiś czas.

Krystian Hanke: Może Pan Remigiusz wie?
Zdjęcie: Tosiek utrzymuje, że to (studzienka) jest wejście do tunelu czasoprzestrzennego, ale jak to się obsługuje

REMIGIUSZ MRÓZ: Prawdopodobnie trzeba wsadzić palce w obydwa otwory, a potem przekręcić wrota trzy razy w lewo, dwa razy w prawo, zagrać w sapera na kratkach, a na koniec przejść labirynt wokół portalu.

Andżelika Horst: Panie Remigiuszu, czy ma Pan swój ulubiony cytat z książki, który mógłby być odzwierciedleniem Pana duszy?

REMIGIUSZ MRÓZ: Ciało ludzkie zaczyna się rozkładać cztery minuty po śmierci. (Simon Beckett, Chemia śmierci).

Marta Dąbkowska: "Mróz" to tak mroźne nazwisko, że aż się prosi być własnością twórcy mrożących krew w żyłach kryminałów. Gdyby jednak należało ocieplić atmosferę i... napisać jakiś romans á la erotyk? Jaki miałby tytuł i o czym by opowiadał?

REMIGIUSZ MRÓZ: Z pewnością o zbrodni. Siadałbym do pisania z mocnym przekonaniem, że stworzę coś obyczajowego, a wyszłoby jak zawsze. Przypuszczam więc, że ostatecznie stanęłoby na czymś w rodzaju „W gorących objęciach śmierci”.

Kasia Pe: Zawsze mnie zastanawiało, jakie to uczucie, gdy skończy się pisać ostatnie zdanie swojej pierwszej w życiu powieści?

REMIGIUSZ MRÓZ: W moim przypadku było to uczucie pustki – nagle wszystko się skończyło, a ja musiałem pożegnać się z bohaterami i historią, z którymi czułem się w pewien sposób związany. Nie trwało to jednak długo, bo niebawem zacząłem pisać kolejną książkę. I wówczas towarzyszyło mi ekscytujące poczucie, że ruszam zupełnie nieznaną drogą, rozpoczynając nową przygodę.

Ela Ruda: Co/kto było inspiracją do napisania pierwszej książki?

REMIGIUSZ MRÓZ: Zamiłowanie do historii, a w szczególności do czasów drugiej wojny światowej. Poza tym czułem wielki czytelniczy głód po Millennium Stiega Larssona i postanowiłem zaspokoić go pisaniem. A potem apetyt rósł w miarę jedzenia…

Ela Ruda: A gdyby tak móc jeszcze raz zacząć wszystko od nowa, czy jest coś, co chciałby Pan, aby potoczyło się inaczej w Pana powieściach? Coś co po czasie chciałby Pan zmienić?

REMIGIUSZ MRÓZ: Mnóstwo rzeczy! Nie licząc najnowszych pozycji, wszystkie poprzednie chciałbymprzepisać od nowa.

Piotek Klotek: Czy czyta Pan swoje książki? Czy odpytany na wyrywki z treści osiągnąłby Pan maksymalny wynik? ;)

REMIGIUSZ MRÓZ: Przypuszczam, że byłbym blisko maksimum. Wynika to pewnie z emocjonalnej więzi z książkami – trudno zapomnieć o czymś, co wzbudziło w autorze emocje. Jeśli natomiast chodzi o czytanie po wydaniu… to katorga, nigdy tego nie robię. Słucham jednak czasem wersji audio, bo interpretacje Krzysztofa Gosztyły czy Wojciecha Masiaka nadają książkom zupełnie inny wydźwięk.

Piotrek Klotek: I jeszcze iście wakacyjne pytanie: Dokąd w tym roku?

REMIGIUSZ MRÓZ: Donikąd! Siedzę i piszę, mam dosyć wyjazdów.

Małgorzata Harasim: Co się Panu dzisiaj śniło? Czy Pana sny są zazwyczaj realne, czy może tworzą absurdalny stek bzdur?

REMIGIUSZ MRÓZ: Są mniej więcej poukładane, choć zdarzają się takie dziwadła, których nie potrafię zrozumieć. Jeśli pamiętam rano sen, zazwyczaj staram się ustalić, dlaczego przyśniło mi się to, a nie co innego. I w dziewięciu na dziesięć przypadków udaje mi się dotrzeć do tego bodźca, który dzień wcześniej „zawinił”.

Agnieszka Borowska: To ja tak trochę z innej beczki. Jakie Pan lubi czytać książki? Czy jest może ulubiony gatunek/autor? I czy też jest to kryminał? A może coś zupełnie innego? :)

REMIGIUSZ MRÓZ: Staram się urozmaicać lektury, ale ostatnimi czasy chyba przeważa zboczenie zawodowe i biorę na tapetę same kryminały. A wśród nich niepodzielnie królują Jo Nesbø, Håkan Nesser oraz Henning Mankell. Największym literackim autorytetem jest dla mnie zaś Stephen King, może dlatego, że moja filozofia pisania jest zbieżna z tym, co on wytrwale praktykuje od lat. Wśród rodzimych twórców podziwiam i chylę nisko czoło mistrzowi słowa, Wiesławowi Myśliwskiemu.