Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości (ebook) –	Swietłana Aleksijewicz

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości

Ocena czytelników:

8,2 (1917 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Przekład z języka rosyjskiego Jerzy Czech "26 kwietnia 1986 o godzinie pierwszej minut dwadzieścia trzy i pięćdziesiąt osiem sekund seria wybuchów obróciła w ruinę reaktor i czwarty blok energetyczny elektrowni atomowej w położonym niedaleko granicy białoruskiej Czarnobylu. Katastrofa czarnobylska była najpotężniejszą z katastrof technologicznych XX wieku." Dwadzieścia lat później Swietłana Aleksijewicz wróciła do Czarnobyla. Rozmawiała z ludźmi, dla których ten dzień był końcem świata, którzy żyć nie powinni, ale przeżyli i żyją, bo żyć trzeba. A oni opowiedzieli jej o tym, co wydarzyło się wtedy, i o tym, co jest tam dziś. O ponad dwóch milionach Białorusinów, których zapomniano przesiedlić poza strefę skażoną, o dzieciach bez włosów, o zwierzętach o smutnych oczach, które zamieszkały w porzuconych domach, o dziwnych stworach, które pojawiły się w rzekach i lasach. I o tym, że mimo wszystko ludzie chcą być szczęśliwi. Podobnie jak w książce o radzieckich żołnierkach wybitna białoruska dziennikarka stawia nas wobec bezlitosnej prawdy. To książka o apokalipsie, która nastąpiła pewnej kwietniowej nocy tuż za naszą wschodnią granicą. "Aleksijewicz jest mistrzynią w opisywaniu historii Związku Radzieckiego. Tym razem pisze nie tylko o Czarnobylu, ale także pasjonująco opowiada o ostatnich dekadach ZSRR. Historię układa z narracji ludzi, którzy w Czarnobylu toczyli śmiertelną walkę i mieli pozostać anonimowi. Aleksijewicz upomina się o nich i daje świadectwo o jednej z ostatnich wojen ZSRR: wojnie z atomem, nad którym radzieccy inżynierowie stracili kontrolę i który mógł zabić setki tysięcy ludzi w Europie". Małgorzata Nocuń, redaktorka dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia" "Przez kilkanaście lat znakomita reporterka Swietłana Aleksijewicz dokumentowała losy ludzi i zwierząt żyjących na ziemi skażonej po wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Stworzyła do głębi wstrząsający obraz nie tylko samej tragedii (która najbardziej dotknęła Białoruś), lecz także istoty zwanej homo sovieticus: bezgranicznie oddanej państwu i lekceważącej siebie; bardziej przerażonej możliwą reakcją zwierzchnika niż promieniowaniem jądrowym; bezlitośnie wykorzystywanej przez moloch władzy i bezgranicznie wobec niej bezradnej. Jest to też książka o ogromnej miłości: miłości mężów i żon, ale też miłości człowieka do ziemi, na której się urodził. Ta książka to mistrzowsko skonstruowany pomnik ofiarom Czarnobyla; pomnik, przed którym powinien pokłonić się każdy z nas". Krystyna Kurczab-Redlich

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

0.69 MB (MOBI), 0.36 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Ania

08.12.2012, 08:40

Cieszę się, że ukazało się wznowienie "Krzyku Czarnobyla" (bo tak brzmiał tytuł pierwszego papierowego wydania). Do tej pory upolowanie jakiegokolwiek egzemplarza był równe z wygraniem w totka. Książka nie jest dokładnym zapisem wydarzeń w Czarnobylu, nie. Książka jest wstrząsającym dokumentem złożonym z rozmów z ludźmi w jakiś sposób związanymi z ta katastrofą. Wysiedleńcy z czarnobylskiej zony, żona strażaka, który został posłany na pierwszy front walki z atomem, oni wszyscy w rozmowach z autorką przedstawiają nam tamte wstrząsające wydarzenia swoimi oczami. Zdecydowanie trzeba przeczytać, IMO to jedna z najlepszych pozycji o tej katastrofie, jaka się ukazała.

Dodaj komentarz

Katarzyna Chojecka

Katarzyna Abramova

10.08.2016, 08:27

„Szokuje i wstrząsa, ale po prostu trzeba ją przeczytać”

Ostatnio rzadko sięgam po reportaże, robiąc wyjątki tylko dla tych naprawdę niezwykłych. Pod wpływem pewnej recenzji, sięgnęłam po Czarnobylską modlitwę. Kronikę przyszłości autorstwa białoruskiej pisarki i dziennikarki Swietłany Aleksijewicz i mimo że od chwili, gdy ją skończyłam, minęło już kilka dni, nadal jestem w szoku. Czasami nadmiernie szafuje się określeniami, że dana książka jest wstrząsająca, ale ta naprawdę taka jest. Trudno ją czytać, ale jeszcze trudniej odłożyć ją na bok, a opowiedziane w niej historie zakorzeniają się w pamięci na długo.

O Czarnobylu powiedziano już wiele, katastrofa elektrowni atomowej najpierw była źródłem paniki i obezwładniającego strachu, by potem stać się czymś niemal zwyczajnym, odległym, przeradzając się w inspirację dla autorów powieści postapokaliptycznych, a momentami nawet ironicznych żartów. Jednak mimo że temat wydaje się wszystkim znany, o wielu sprawach się nie mówi, o tym jak bardzo wydarzenia z 26 kwietnia 1986 roku zmieniły życie ludzi mieszkających w okolicach elektrowni oraz tych wysłanych tam, by usuwali skutki wybuchu. Nie mówi się o dezinformacji ze strony władz, dla których katastrofa miała przede wszystkim wymiar polityczny, a nie fizyczny i ludzki. Dlatego reportaże takie jak ten są tak bardzo ważne i potrzebne.

W Czarnobylskiej modlitwie Aleksijewicz oddała głos ludziom, którym Czarnobyl zmienił życie, sama udziela się niewiele, ograniczając się do krótkiego wstępu i podsumowania. Zamiast oceniać, wysnuwać własne sądy i opinie, przytacza dziesiątki opowieści, które wstrząsają czytelnikiem bardziej niż zestawienia liczb i danych statystycznych, które również są bardzo wymowne, gdy spojrzy się na gwałtowny wzrost zachorowań na choroby nowotworowe, obniżoną średnią długość życia i niższy przyrost naturalny. Zwłaszcza na Białorusi, gdzie skutki katastrofy są nie mniej dramatyczne niż na Ukrainie, a może nawet bardziej tragiczne, bo tam władze od początku oficjalnie bagatelizowały zagrożenie.

Poruszają relacje kobiet, których mężowie zostali wezwani do pracy przy gaszeniu pożaru w elektrowni i usuwaniu jego skutków, a potem umierali w męczarniach na chorobę popromienną lub raka. Relacje pełne rozpaczy i niezrozumienia, dlaczego to spotkało właśnie ich rodziny, dlaczego nikt nie poinformował ich o zagrożeniu i konsekwencjach. Porażają opowieści żołnierzy, młodych, wówczas często zaledwie dwudziestoletnich chłopaków, którym nie pozostawiono wyboru i zwyczajnie wydano rozkaz do udania się do strefy zagrożenia. Gdzie pracowali bez odzieży ochronnej, gdzie nawet nie dowiedzieli się na jakie promieniowanie zostały wystawione ich organizmy i z których większość umarła w zaledwie kilku lat bądź została inwalidami. Wstrząsają króciutkie rozmowy z dziećmi, które bezpowrotnie straciły dzieciństwo i przez lata bały się usiąść na świeżej trawie.

Nie mniej szokują słowa naukowców i fizyków, których odsyłano od drzwi władz i których nikt nie chciał słuchać, oskarżając ich o szerzenie niepotrzebnej paniki. Bulwersuje niefrasobliwość, by nie rzec głupota i skrajna nieodpowiedzialność sekretarzy i przewodniczących, którzy za nic mając wyniki badań, naciskali na wyrabianie norm planów, a tym samym zbieranie i sprzedawanie plonów ze skażonych terenów. Podobnie jak postępowanie szabrowników wywożących z wysiedlonych miejscowości całe ciężarówki napromieniowanych dóbr i sprzedających je często nieświadomym ludziom wiele kilometrów dalej na targowiskach i bazarach.

Wzruszają opowieści starszych mieszkańców wsi leżących w okolicy Czarnobyla, którzy nie byli w stanie zrozumieć, że nie wolno im zostać w swoich domach, zbierać ziemniaków czy pić mleka od dobrze sobie znanej krowy. Nie mieściło im się w głowie, że pięknie wyglądające owoce zawierają śmiertelną dawkę trucizny, przecież ich smak się nie zmienił. Nie potrafili pogodzić się z tym, że ukochane zwierzęta trzeba porzucić i zabić, bo również przyjęły porażającą dawkę promieniowania i samo przebywanie w ich towarzystwie jest jak noszenie odbezpieczonego granatu w kieszeni. To zrozumienie nigdy nie przyszło, dlatego wielu z dawnych mieszkańców wróciło do dawnych domów i choć teraz mieszkają w nich nielegalnie, twierdzą, że tylko tam są szczęśliwi.

Bardzo trudno jest wyrazić wszystkie emocje towarzyszące lekturze tej książki w taki sposób, by ich nie przekształcić i nie umniejszyć zawartego w niej przekazu. Po prostu trzeba przeczytać ją samemu.

Recenzja ukazała się także na blogu: http://www.kacikzksiazka.pl/

Tomasz Rędzia

Tomasz Rędzia

29.06.2012, 09:00

„”

Ta książka jest szokującym i okrutnym świadectwem zbrodni dokonanej na narodzie białoruskim. Niewyobrażalny jest całkowity brak poszanowania życia ludzkiego dla ówczesnych władz. Chęć ukrycia katastrofy oraz podjęcie kroków mających na celu nie wywoływanie paniki u ludności, przyniosły katastrofalne skutki, odczuwalne do dziś.
Białorusini, po mimo tylu cierpień, których zaznali, nie stracili nadziei. Dalej umieli żartować, kochać, chcieli normalnie żyć. W tym całym nieszczęściu, to jest właśnie najpiękniejsze.
Ja także mam swoje wspomnienia związane z ta katastrofą. Pamietam , że wtedy było bardzo ciepło, podczas lekcji WF-u w szkole, biegaliśmy po zakurzonym boisku za piłką. A po południu, razem z rodzicami, szliśmy na działkę, która znajdowała się nieopodal naszego osiedla mieszkaniowego. Zatem cały czas na powietrzu. I pewnego dnia, kiedy przyszedłem rano do szkoły, kazano nam się ustawiać w kolejki, gdyż będą podawać do wypicia pewien płyn. Był ohydny i ciężko było go wypić. Większość krztusiła się pijąc, byli tacy, którzy wymiotowali. Potem okazało się, że to płyn lugola, który władze polskie nakazały podać dzieciom i młodzieży w wieku do siedemnastu lat. Miał on zapobiegać skutkom promieniowania.
Ponadto okazało się, że pierwszy raz w historii komunistyczna władza polska, sprzeciwiła się tej bratniej, radzieckiej i działała w interesie własnych obywateli. ZSRR zapewniało oczywiście, że nie ma żadnego zagrożenia.
Dobrze, że takie książki powstają. Powinno się wręcz zalecać lub nakazywać ich czytanie, ku przestrodze i aby wszyscy pamiętali a pamięć o tych, którzy bezinteresownie oddawali życie, nigdy nie zaginęła.

Dodaj recenzję