Kropla Życia (ebook) –	Oliwia TybulewiczPromocja

E-book

Kropla Życia

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis ebooka

Wioletta pracuje jako kelnerka w Lunie, pubie tłumnie odwiedzanym przez istoty nadprzyrodzone, bezwstydnie kradnące wszystko, co się da i pod byle pretekstem wszczynające bójki. Pewnego dnia w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności wchodzi w posiadanie eliksiru należącego do wpływowej wampirzycy, hrabiny Kraus. Kierowana ciekawością, postanawia go wypróbować i w efekcie następnego ranka budzi się z potwornym bólem głowy i amnezją, ale za to bez bezcennej fiolki. Wiedząc, że prędzej czy później dołączy do grona podejrzanych, dziewczyna rozpoczyna wyścig z czasem. Po drodze przyjdzie jej stawić czoła nie tylko wampirzym klikom, niesfornym klientom pubu i skrzyżowaniu psa z krokodylem, ale także, co gorsza, próbującej za wszelką cenę wyswatać ją mamie.


Czy Wioletcie uda się na czas odzyskać pamięć i fiolkę? A może przy okazji odnajdzie coś o niebo cenniejszego?


Oliwia Tybulewicz


Urodziła się w Bydgoszczy, obecnie mieszka w Trójmieście. Jest absolwentką teorii ekonomii na UMK, choć wybierając studia zastanawiała się też nad filologią angielską i japonistyką. Uwielbia podróże, gry planszowe, kulturę Japonii i klimat lat osiemdziesiątych XX wieku.

Szczegóły

Język ebooka

polski

Format ebooka

Ebook w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

4.74 MB (MOBI), 2.13 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie

KittyAilla

02.05.2017, 23:48

Początkowo miałam jedno kolosalne zastrzeżenie do książki. Z pewnością nie był nim jednak styl! Oliwia pisze płynnie, zabawnie i dynamicznie. Pod tym względem uważam to za dużą zaletę debitu, bo choć gdzieniegdzie można by się przyczepić do użycia takiej, a nie innej konstrukcji - generalnie styl wypada świetnie!

To z akcją miałam problem. Jednak rozwiązał się on już po trzech rozdziałach, które na szczęście są króciutkie i spokojnie można stosować technikę Jeszcze jeden rozdział (nie przydała się co prawda mi, bo czytałam podczas Nocy Czytania na MM). Problemem była zbyt szybka akcja. Po prostu na początku zostajemy wrzuceni nagle w wir akcji, bez żadnego wprowadzenia i ostrzeżenia. Niech was to jednak nie zrazi! Na wyjaśnienia, opis świata oraz wolniejsze tempo czas przyjdzie później. Muszę przyznać, że Oliwii udało się mnie kilka razy zaskoczyć! Wątek miłosny za to nie jest zupełnie natarczywy, stanowiąc miły dodatek do fabuły. Mam tylko jedno ostateczne zastrzeżenie - 0 informacji o kolejnym tomie przygód Wioli!

Okay, debiut rządzi się swoimi prawami i choć nie mam jako takich zastrzeżeń co do bohaterów, to przeszkadzały mi takie wybiórcze opisy różnych ras - chciałabym się dowiedzieć więcej na ich temat! Postaci jednak zostały wykreowane z charakterkiem, zwłaszcza Wioleta. Dodatkowo popełniają one błędy, nic nie przychodzi im od razu i nawet pojawiająca się raz Hrabina ma swój niepowtarzany charakter, który od razu wyczuwamy. Tylko kreacja Artura trochę mnie skołowała, ale ja wolę jego pewniejszą siebie wersję, o ile nie obejmuje obmacywania innych dziewczyn. Tak, zdecydowanie w tej odważniejszej wersji może być nowym mężem <3

Podsumowując, zdecydowanie chętnie przygarnęłabym książkę w wersji papierowej i mam nadzieję, że kiedyś Oliwii uda się ją w takim formacie wydać. Opowieść o przygodzie Wioletty była niesamowicie zabawna i wciągająca. Rozprawiłam się z książką w kilka godzinek, a raz zapomniałam prawie ogłosić przerwę na nocce czytania - tak mnie wciągnęło! :) Zdecydowanie polecam - i nie martwcie się, nie ma tam w sumie dużo wampirów czy innych magicznych stworzeń. Stanowią one tło dla poczynań Wioli i Artura :)

Anonimowy czytelnik

31.01.2017, 09:07

Główna bohaterka - Wioletta - jest zwykłą kelnerką w pubie Luna. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to, że bywalcami Luny są istoty nadprzyrodzone - fauny, driady, elfy, wampiry i gobliny. Życie Wiotetty toczy się zwykłym, ustalonym torem (o ile można o tym mówić w przypadku codziennych kontaktów z wilkołakami) do czasu, aż przypadkowo trafia w jej ręce tajemniczy eliksir będący własnością jednej z najpotężniejszych postaci w wampirzym półświatku - hrabiny Kraus. Wbrew zdrowemu rozsądkowi bohaterka postanawia wypróbować na sobie ów specyfik w wyniku czego nabiera pewnych zdolności i... urywa jej się film. Co gorsza, następnego dnia orientuje się, że eliksir gdzieś znikł. Wiedząc, że prędzej czy później padną nią podejrzenia ze strony hrabiny, postanawia za wszelką cenę go odszukać. Nie będzie to łatwe wziąwszy pod uwagę jej amnezję, upierdliwych i wymagających klientów Luny oraz nadopiekuńczą matkę, która za wszelką cenę stara się ją wyswatać.

W swojej książce autorka odchodzi od utartych stereotypów dotyczących wilkołaków czy wampirów - nie są przedstawione jako krwiożercze bestie tylko czyhające na to, aby pożreć ludzi. W "Kropli życia" te istoty nabierają ludzkich cech - wpadają wieczorem do pubu, aby w spokoju przegryźć krwistego hamburgera lub wypić kufel piwa i przy okazji zapoznać się ze świeżą porcją ploteczek. Jednocześnie na wszelkie sposoby próbują uprzykrzyć życie pracownikom Luny - podchmieleni magowie wymachujący róźdzkami na lewo i prawo to tylko przedsmak tego, z czym musi zmierzyć się Wioletta.

W książce nie brakuje oryginalnych bohaterów - jest wilkołak z kryzysem tożsamości, który uparcie twierdzi, że jest wampirem. Jest tajemniczy właściciel Luny - Igor, który wzbudza szacunek nawet u słynących z wyniosłości elfów. Jest gderdliwa i zrzędliwa wiedźma Zenobia, która dosłownie zdziera skórę ze swoich klientów. Jest również wróżbitka Pelagia, która nie może oprzeć się ciasteczkom z wróżbami.

Książka jest pełna humoru i zabawnych historii - czytając o wybrykach klientów Luny czytelnik nie raz wybuchnie śmiechem. Jednocześnie akcja cały czas pędzie do przodu i praktycznie nie ma sposobu, aby choć na chwilę oderwać się od lektury.

Ciekawostką jest to, że oryginalnie dwa pierwsze rozdziały książki były niezależnym opowiadaniem, które swego czasu wygrało konkurs organizowany przez portal DużeKa. Z czasem opowiadanie rozrosło się do pełnowymiarowej książki i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec tej historii, gdyż autorka zostawiła kilka otwartych wątków, które aż proszą się o wyjaśnienie w kolejnym tomie, np. kim tak naprawdę jest Igor lub co się stanie podczas godziny życia, którą bohaterka nieopatrznie przehandlowała za pewną przysługę u czarownicy (a jak powszechnie wiadomo - z czarownicami trzeba się mieć na baczności).

Z całego serca polecam tę książkę - jeżeli szukacie lekkiej lektury, przy której brzuch będzie Was bolał od śmiechu, to "Kropla życia" jest idealnym rozwiązaniem.

Julia Deja

01.07.2017, 21:31

„Jeszcze po kropelce... wampirzego eliksiru?”

Podczas imprezy urywa wam się film, a kiedy budzicie się rano, odkrywacie, że poza bólem głowy macie też ogromną dziurę w pamięci. Na wszelki wypadek sprawdzacie, czy niczego nie zgubiliście. Brzmi znajomo? Coś podobnego przeżywa Wioletta, kelnerka Luny, czyli pubu, w którym rozkwita życie towarzyskie nadprzyrodzonych istot. Kobieta pod wpływem impulsu postanawia spróbować eliksiru, który pozostawił po sobie dziwny nieznajomy. Po najwyraźniej burzliwej nocy, której kompletnie nie pamięta, Wioletta orientuje się, że zgubiła fiolkę z substancją. Tymczasem wysłannicy hrabiny Kraus, przywódczyni klanu wampirów, wypytują o zaginiony eliksir. Tylko jak go znaleźć, skoro nawet nie wiadomo, co się dokładnie działo?

„Kropla życia” to już druga powieść w dorobku Oliwii Tybulewicz. Pierwsza, czyli „W objęciach gwiazd”, została całkiem ciepło przyjęta, przynajmniej na tyle, na ile zdążyłam się zorientować. Trochę się obawiałam opowieści o kelnerce, przeżywającej największego kaca-mordercę w historii, ale postanowiłam dać jej szansę. O dziwo nie mam powodów, żeby tego żałować.

Dlaczego „o dziwo”?. Na początku (i właściwie przez większość książki) odnosi się wrażenie, że to już wszystko było, że właśnie czyta się kilkanaście młodzieżowych paranormali zmieszanych w jedno. To uczucie było tak silne, że przez pierwsze strony zastanawiałam się, czy aby na pewno nie jest to jakaś parodia tego typu młodzieżówek. Tymczasem autorka dokonała czegoś fenomenalnego – napisała powieść humorystyczną, osadzoną w świecie, gdzie wilkołaki czy wiedźmy to chleb powszedni, a jednocześnie tak świetnie obśmiała niektóre cechy tych istot, że nie sposób się było nie uśmiechać.

Chyba największym atutem jest główna bohaterka. Wioletta nie jest żadną Mary Sue, nie jest też sierotką Marysią, która potrzebuje ratunku od jakiegoś przystojniaka. To twarda kobieta, niedająca sobie w kaszę dmuchać. Wioletta nie pozwala się zastraszyć, jest zdeterminowana, żeby poznać szczegóły tamtej pamiętnej nocy i odnaleźć eliksir zwany Kroplą Życia. Bardzo mi się podoba, że w roli głównej zastałam konsekwentną, charyzmatyczną i ciekawą bohaterkę, a nie jakąś stereotypową gąskę, która błąkałaby się jak ślepiec. Zamiast tego dziewczyna genialnie radzi sobie w Lunie, a uwierzcie mi, ten lokal ściąga tłumy naprawdę dziwnych klientów, co jest dość niebywałe, skoro zdolności kucharza są raczej wątpliwe. Mówiąc dziwnych, naprawdę mam to na myśli; wystarczy wspomnieć, że jednym z NORMALNIEJSZYCH osobników jest wilkołak, który udaje, że jest wampirem. Tak.

Oczywiście przez życie Wioletty przewija się wiele osób. Jest nieopierzona Nina, nowa kelnerka w Lunie, do tego najlepsza przyjaciółka Tamara z bardzo specyficznym gustem, jeśli chodzi o facetów. Nie zabrakło także bardzo melancholijnego wampira, który ciągle kręci się w pobliżu oraz nerda Artura, przechodzącego nietypową przemianę. Muszę też wspomnieć o Cerberku, wyjątkowym psie, albo raczej terminatorze na czterech łapach. Towarzystwo jest kolorowe i zwyczajnie interesujące. Każdy z nich to chodząca indywidualność, zbudowana przez autorkę bardzo pieczołowicie i z rozmysłem. Cały świat przedstawiony został nakreślony bardzo naturalnie, o ile można użyć tego słowa, biorąc pod uwagę fantastykę. Jego konstrukcja opiera się głównie na znanej nam przestrzeni, podzielonej niewidzialną barierą, za którą kryją się nadprzyrodzone istoty. One cały czas tam są, po prostu ludzie na ulicach nie mają o tym pojęcia.

Fabuła biegnie określonym torem, w bardzo fajnym, niespiesznym i nienużącym tempie. Owszem, pojawia się wątek miłosny, ale został zepchnięty na drugi, o ile nie na trzeci plan, co mnie zresztą bardzo ucieszyło. Działo się wystarczająco dużo, jeszcze tego tylko brakowało, żeby musiały mnie pochłaniać rozterki sercowe (dobra, kłamię, i tak mnie pochłaniały – chemia była świetna!). Najprzyjemniejszy w czytaniu był język, którym posługiwała się autorka. Jest niesamowicie lekki, zręczny i plastyczny, a w dialogach nie ma ani grama sztuczności. No i coś, co sobie bardzo cenię, czyli humor. Komizm nie był tu absolutnie przesadzony, pojawiał się zawsze tam, kiedy wymagała tego sytuacja. I naprawdę bawił, to nie jakieś wymuszone żarciki dla rozluźnienia atmosfery, tylko lekkostrawny dowcip, dzięki któremu tak dobrze pochłaniało się kolejne strony.

Nie zrozumcie mnie źle. „Kropla życia” to nie jest żadne odkrycie literackie. Nie sprawiła, że chciałam zarywać noc, byleby tylko dokończyć rozdział, nie wywołała westchnień zachwytu. To po prostu fajna, idealna na rozluźnienie powieść, przy której się dobrze bawiłam. A człowiek czasem potrzebuje prostej rozrywki. Przy okazji odkryłam obiecujące pióro młodej autorki, które bardzo przypadło mi do gustu, a już na pewno trafiło w moje poczucie humoru.