Moja walka. Księga 1 (ebook) –	Karl Ove Knausgård, Iwona ZimnickaPromocja

E-book

Moja walka. Księga 1

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Moja walka — precyzyjna, wciągająca  i bardzo mocna.

Autobiograficzna powieść, w której rzeczywistość przeraża bardziej niż najmroczniejsze skandynawskie kryminały. Literackie przedsięwzięcie na skalę porównywalną do cyklu Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu. Książka wielka w niejednym znaczeniu tego słowa.

Wszystko zaczęło się w Malmö, nocą 27 lutego 2008 roku, gdy trzydziestodziewięcioletni Karl Ove  Knausgård rozpoczął analizę swojego życia. Po publikacji pierwszego tomu Mojej walki świat czytelniczy  wstrzymał oddech… Autobiograficzna książka — opisująca intymne życie rodzinne i najbliższych — wzbudziła tak ogromne zainteresowanie i wywołała taki skandal, że wiele norweskich firm wywieszało oficjalne tablice zakazujące rozmawiania na temat tej powieści w pracy. Prawa do  wydania Mojej walki zakupiło dziewiętnaście krajów, a krytyka światowa uznała ją za arcydzieło. 

Powieść otwiera opis śmierci, od którego może zakręcić się w głowie.  Dalej pisarz Karl Ove  — i jednocześnie bohater powieści —  opowiada o swoim siłowaniu  się z życiem, z samym sobą i własnymi ambicjami literackimi  oraz o konfrontacji z ludźmi, którzy go otaczają.

Bohater jego opowieści nieustannie toczy dwie walki. Pierwszą — z przeszłością, okresem niemal całkowicie zdominowanym przez despotycznego ojca, ale także czasem dorastania, własnych poszukiwań i marzeń o niezależnym życiu. Druga to ciągła szarpanina z codziennością, wymagającą jednoczesnego bycia ojcem, mężem i pisarzem. Poza tym jest to etap pierwszych podsumowań i życiowych porządków, ściśle związanych ze śmiercią ojca.

Ta opowieść — pełna dociekliwych obserwacji i oryginalnych przemyśleń —  przedstawia życie w świecie, który wydaje się kompletny, skończony, zamknięty. Ukazuje codzienność, fascynacje, ból,  miłość, przyjaźń. Dotyka tego, co dobre, wrażliwe i przykre. W tajemniczy sposób buduje przestrzeń, w której można  się zanurzyć. 

W przygotowaniu tomy 2 i 3.

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

4.98 MB (MOBI), 1.89 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Katarzyna Bartnicka

Katarzyna Bartnicka

12.02.2016, 16:29

„Gniot”

Po powieść tę sięgnęłam skuszona opisem wydawcy, a właściwie jednym zdaniem: “Powieść otwiera opis śmierci, od którego może zakręcić się w głowie” i ktoś zapomniał dopisać, że ten zawrót może nastąpić od ilości bzdur zawartych w jednym miejscu. Tu autor popisuje się swoją inteligencją wysuwając tezę, jakoby człowiek po śmierci zaczyna przynależeć do świata rzeczy nieożywionych i tu jednym tchem wymienia takie rzeczy jak lampa, walizka itd, a usuwaniem zmarłych (w miastach, rozumiem, ze po jakiejś katastrofie) nazywa aktem wyparcia (ciekawa jestem czego się trzeba naćpać, żeby wyprodukować taki bełkot ) Pomijamy tu tak mało istotne uczucia jak żal, strach, stratę za zmarłymi, bo to by się kłóciło tezą o wyparciu śmierci.
Później mamy opis życia głównego bohatera, gdzie robi kolacje i talerze grzechoczą, a sztućce szeleszczą, a potem jakaś sąsiadka która pojawia się przy kontenerze na śmieci itd, a to wszystko niby z dbałości o szczegóły. Autor powinien wiedzieć, że nie należy przesadzać i zachować umiar, bo czytelnik będzie musiał walczyć ze swoją własną śmiercią z nudów by następnie swoimi atrakcyjnymi zwłokami poszerzyć krąg tak zwanych rzeczy martwych. Tak się zastanawiam jakież to przemyślenie czy fakt godny odnotowania sprawił, że autor sięgnął po pióro. Ja nie widzę, żadnego. Albo może chodzi o to, że cala zabawa polega na tym by gonić zajączka lecz nie złapać go, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć, bo wówczas musiałaby mieć odrobinę poczucia humoru i mrugnąć oczkiem, a ja tu widzę postawę na kolanach do własnej historii, chociaż tu zauważam pewną niekonsekwencję. Autor wspomina swoją fascynację Proustem, po czym w następnym zdaniu zastrzega się: “przeszłość prawie nie pojawia się w moich myślach”, i co z tego? Musiałby się drugi raz urodzić, żeby ten gniot przynajmniej odrobinę przypominał dzieło Prousta.
Przyznam, że tytuł tej powieści jest adekwatny, bo w gruncie rzeczy nie chodzi o walkę samego autora lecz to czytelnik musi walczyć: z nudą, z bełkotem i wątpliwościami nad własną percepcją gdy potknie się o takie zdanie: “Kiedy więc mój ojciec unosił młot nad głowę i opuszczał go na skałę w tamten wiosenny wieczór w połowie lat siedemdziesiątych, robił to w świecie, który znał i z którym był w bliskich stosunkach.” Serio?
Nie, nie przeczytałam całej książki, nie jestem w stanie przebrnąć przez ten bełkot.

Monika Stocka

31.10.2014, 13:36

„pretensjonalna”

Jestem niecierpliwa. Czasami z tym walczę i potem pękam z dumy a czasami mi się nie chce i uznaję, że taka jestem i kochajcie mnie lub nie, jest mi tak bardzowszystkojedno. Dziś nie pęknę z dumy, jutro może się zastanowię, a za tydzień mogę zmienić zdanie. Problem w tym, że nie wiem czy będzie jutro, tym bardziej nie wiem, czy będzie jutro z książką, która była wczoraj i próbowała (tak bardzo się starałam) być dziś, bo starość nie radość, nerwy też trzeba oszczędzać. Poza tym nie lubię wzbierających wulkanów. Taki dymek popierdułka bucha, bucha i gówno z niego jest. Albo jest szał i lawa albo lepiej dać sobie spokój.

Kupiłam sobie Moją walkę. Nie że Proust. No dobra trochę jednak, że Proust. Niby. Bo nie wiem, jak ktoś śmiał w ogóle o nim pomyśleć w kontekście Knausgarda. Mniemam, że nie pomyślał tak sam autor. Chcę w to wierzyć.

Mnóstwo zdań. Normalnie czytam i czuję się jak second handzie, gdzie nigdy nie umiem niczego znaleźć. Wiem, że bywają tam perełki ale ogrom tego, co muszę przebrać, co ma dziury, jest brudne, nie w moim rozmiarze i śmierdzi, mnie odstrasza i wychodzę. Przestałam już tego żałować. No wiec mnóstwo wyrazów. O niczym. Szczegółowe opisy mebli i przestrzeni, które nie wnoszą niczego do obrazu, serio. Mało treści. Za każdym razem, kiedy przewracam stronę, zastanawiam się, czemu nikt nie zrobił korekty. Olśnienie przychodzi natychmiast, bo zostałoby tylko kilka zdań. Pretensjonalne, o niczym, puste.

Przez chwilę myślałam, że te akapity są jak prześcieradła pokrywające antyki. Że muszę skrupulatnie czytać, żeby wydobyć kształty dawnych historii, te ukryte, że muszę uważnie słuchać, żeby wydedukować, co się chowa pod prześcieradłem między jednym krzesłem a drugim, czego nie może zdradzić sama wypukłość, bo jej nie ma, jest tylko puszczony luźno materiał. O jak marzyłam, że tak będzie.

Dobrnęłam do połowy i nic. Gorzej, nie mogę się zmusić, żeby czytać dalej. Już nawet te rzekome obrazoburcze wynurzenia, za które podobno obraziła się rodzina mnie nie ruszają.

Są fragmenty, gdzie autor pisze, że pisze. No było to już w Paludes u Gide’a i też mnie nie wzruszyło. Odnoszę wrażenie, że autor tak bardzo chce, jak bardzo nie potrafi. Czasami wręcz słyszę, jak sobie myśli przed dłuższym akapitem: „a teraz dam się ponieść chwili, wejdę w ciąg, zanurzę się w piwnicy i pozwolę nogom chodzić a rękom dotykać, otworzę się na nową drogę, zasnę i będę śnić. Jeszcze będzie wspaniale!” Wsiada na motor i…. nie może odpalić. Zostaje nam pusty, śmierdzący dym i warkot silnika. Nuda.

Postaram się zebrać i skończyć, bo gdzieś tam tli się jeszcze płomyk nadziei, ale nie mam zamiaru zbytnio się przymuszać, jest tyle innych CIEKAWYCH książek …

Monika Stocka

31.10.2014, 13:36

„pretensjonalna”

Jestem niecierpliwa. Czasami z tym walczę i potem pękam z dumy a czasami mi się nie chce i uznaję, że taka jestem i kochajcie mnie lub nie, jest mi tak bardzowszystkojedno. Dziś nie pęknę z dumy, jutro może się zastanowię, a za tydzień mogę zmienić zdanie. Problem w tym, że nie wiem czy będzie jutro, tym bardziej nie wiem, czy będzie jutro z książką, która była wczoraj i próbowała (tak bardzo się starałam) być dziś, bo starość nie radość, nerwy też trzeba oszczędzać. Poza tym nie lubię wzbierających wulkanów. Taki dymek popierdułka bucha, bucha i gówno z niego jest. Albo jest szał i lawa albo lepiej dać sobie spokój.

Kupiłam sobie Moją walkę. Nie że Proust. No dobra trochę jednak, że Proust. Niby. Bo nie wiem, jak ktoś śmiał w ogóle o nim pomyśleć w kontekście Knausgarda. Mniemam, że nie pomyślał tak sam autor. Chcę w to wierzyć.

Mnóstwo zdań. Normalnie czytam i czuję się jak second handzie, gdzie nigdy nie umiem niczego znaleźć. Wiem, że bywają tam perełki ale ogrom tego, co muszę przebrać, co ma dziury, jest brudne, nie w moim rozmiarze i śmierdzi, mnie odstrasza i wychodzę. Przestałam już tego żałować. No wiec mnóstwo wyrazów. O niczym. Szczegółowe opisy mebli i przestrzeni, które nie wnoszą niczego do obrazu, serio. Mało treści. Za każdym razem, kiedy przewracam stronę, zastanawiam się, czemu nikt nie zrobił korekty. Olśnienie przychodzi natychmiast, bo zostałoby tylko kilka zdań. Pretensjonalne, o niczym, puste.

Przez chwilę myślałam, że te akapity są jak prześcieradła pokrywające antyki. Że muszę skrupulatnie czytać, żeby wydobyć kształty dawnych historii, te ukryte, że muszę uważnie słuchać, żeby wydedukować, co się chowa pod prześcieradłem między jednym krzesłem a drugim, czego nie może zdradzić sama wypukłość, bo jej nie ma, jest tylko puszczony luźno materiał. O jak marzyłam, że tak będzie.

Dobrnęłam do połowy i nic. Gorzej, nie mogę się zmusić, żeby czytać dalej. Już nawet te rzekome obrazoburcze wynurzenia, za które podobno obraziła się rodzina mnie nie ruszają.

Są fragmenty, gdzie autor pisze, że pisze. No było to już w Paludes u Gide’a i też mnie nie wzruszyło. Odnoszę wrażenie, że autor tak bardzo chce, jak bardzo nie potrafi. Czasami wręcz słyszę, jak sobie myśli przed dłuższym akapitem: „a teraz dam się ponieść chwili, wejdę w ciąg, zanurzę się w piwnicy i pozwolę nogom chodzić a rękom dotykać, otworzę się na nową drogę, zasnę i będę śnić. Jeszcze będzie wspaniale!” Wsiada na motor i…. nie może odpalić. Zostaje nam pusty, śmierdzący dym i warkot silnika. Nuda.

Postaram się zebrać i skończyć, bo gdzieś tam tli się jeszcze płomyk nadziei, ale nie mam zamiaru zbytnio się przymuszać, jest tyle innych CIEKAWYCH książek …

Dodaj recenzję