No i bajka! (ebook) –	Magda  BielickaPromocja

E-book

No i bajka!

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Co wspólnego mają dwie polne myszki, Brzydkie Kaczątko, Kopciuszek i pewna dumna blondynka z Gdańska? Jak się okazuje – całkiem sporo. Hania ma 28 lat, pracuje po kilkanaście godzin na dobę, by spłacić kredyt we frankach, ubiera się w „Tanim Armanim”, gdzie przy okazji dorabia sortowaniem ubrań, a w nielicznych wolnych chwilach pisze bajki – póki co „do szuflady”. Problemy dnia codziennego odpędza, zarywając noce na rozmowach z Karolem. Fascynacja poznanym w Internecie chłopakiem trwa do pierwszego spotkania w realnym świecie. Potem przychodzą wątpliwości, dylematy i nowe kłopoty. No i jest jeszcze Mateusz – mieszkający po sąsiedzku kolega z aspiracjami na mężczyznę życia Hani. Historia Hanki to lekka, pełna dystansu opowieść o niekiedy bardzo trudnych sprawach: miłości, potrzebie bliskości i tym, że wszystko ma swoją cenę. Magda Bielicka – ur. w 1982 roku, wieloletni dziennikarz. Obecnie PR-owiec i redaktor naczelny lokalnej gazety. Autorka książek „Lista. Historia zbrodni niedoskonałych” oraz „JestĘ MagistrĘ”. Pochodzi z Prabut. Mieszka w Pruszczu Gdańskim.

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Liczba stron wydania papierowego

192

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

1.05 MB (MOBI), 2.35 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Anna Dobrzyńska

09.03.2016, 10:50

„Bajka się skończyła.”

Książkę, o której dzisiaj wam opowiem jest „No i bajka” Magdy Bielickiej. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res miałam okazję przeczytać tę pozycję. Sugerując się opisem z tyłu, stwierdziłam, że jest idealna dla mnie. Szukałam już od jakiegoś czasu czegoś lekkiego i zabawnego, przy czym mogłabym się odstresować i nie myśleć zbyt wiele. Tutaj mamy zaledwie 192 stron w formacie nieco mniejszym od A5. Idealna do torebki. Jednak nie miałam okazji jej wozić, ponieważ przeczytałam ją w jeden wieczór. Przy ciasteczkach cytrynowych, których aromat jeszcze się unosił w całym domu po pieczeniu. Nie osłodziły mi czytania na tyle, by przełknąć tę pozycję bezboleśnie.

Magda Bielicka jest polską dziennikarką i autorką książek. Pochodzi z Prabut na Pomorzu. Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Obecnie redaktor naczelna lokalnej gazety i PR-owiec w urzędzie gminy. Autorka dwóch książek: „Lista. Historia zbrodni niedoskonałych…” oraz „JestĘ magistrĘ”. Obie książki zostały wydane w 2013 r. przez Wydawnictwo Novae Res. W dniu dzisiejszym mieszka w Pruszczu Gdańskim. Prowadziła bloga „Z życia Wąsatej Kreatury”, który obecnie przeniósł się na Facebooka. Prywatnie uwielbia książki i koty. Nie należy jej mylić z Magdaleną Bielicką, dziennikarką udzielającą się na łamach periodyku „Kocie Sprawy”.

Co wspólnego mają dwie polne myszki, Brzydkie Kaczątko, Kopciuszek i pewna dumna blondynka z Gdańska? Jak się okazuje – całkiem sporo. Hania ma 28 lat, pracuje po kilkanaście godzin na dobę, by spłacić kredyt we frankach, ubiera się w „Tanim Armanim”, gdzie przy okazji dorabia sortowaniem ubrań, a w nielicznych wolnych chwilach pisze bajki – póki co „do szuflady”. Problemy dnia codziennego odpędza, zarywając noce na rozmowach z Karolem. Fascynacja poznanym w Internecie chłopakiem trwa do pierwszego spotkania w realnym świecie. Potem przychodzą wątpliwości, dylematy i nowe kłopoty. No i jest jeszcze Mateusz – mieszkający po sąsiedzku kolega z aspiracjami na mężczyznę życia Hani. Historia Hanki to lekka, pełna dystansu opowieść o niekiedy bardzo trudnych sprawach: miłości, potrzebie bliskości i tym, że wszystko ma swoją cenę.

Cóż, jest tylko jeden pozytywny aspekt tej powieści, ale jego zostawię sobie na koniec. Miałam wrażenie, że autorka chciała zrobić groteskę, ale przedobrzyła. Co mogę powiedzieć o bohaterach? Płascy, mdli, nierealni. Historia rodem wyjęta z baśni, gdzie wszystko ma swój happy ending. Bo właśnie tak została wykreowana historia – jest nieciekawie, później spotyka się księcia z bajki, coś się ewidentnie rozwala, jest dramat i w końcu happy end. Tylko, że element z dramatem jest podniesiony do potęgi nieskończonej. Takiej komedii pomyłek i nieprawdopodobności nie widziałam od bardzo długiego czasu. Główna bohaterka, która powinna być siłą napędową książki, jest tak naprawdę niezdecydowaną dziewczyną, nie potrafiącą o siebie dbać i narzekającą na swoje życie. Rodem ze „Zmierzchu”. Ciągle krąży między swoim księciem a chłopcem z sąsiedztwa, robiąc z obu idiotów, co mężczyźni chętnie przyjmują na klatę i zazwyczaj nawet nie są źli. Fabuły starczyłoby na kilka powieści. Gdyby tak ograniczyć te wszystkie dramaty i powroty – byłaby całkiem niezła historia, bo zaczęło się naprawdę obiecująco. Później jednak zaczęło się sypać. Autorka jednym słowem poszła po bandzie. No i jeszcze bajka, którą napisała bohaterka wciśnięta między dwie części – była najciekawszym elementem tej pozycji, ale jej umiejscowienie pozostawiało sporo do życzenia. Mój chłopak był świadkiem, kiedy po lekturze miotałam się po pokoju z niezrozumieniem na twarzy, że można było zrujnować przesadą tak obiecującą historię. Bo porusza ważne tematy – radzenie sobie w dzisiejszym świecie, kiedy trzeba tyrać na dwa etaty, żeby mieć co jeść, znajomości internetowych i godzenia się na półśrodki, bo nie ma się odwagi, aby ryzykować .

Komu polecam tę powieść? Na pewno niewymagającym czytelnikom, który chcą posmakować groteski w jej przerysowanej wersji.

„Mateusz był jej mechanikiem. Poznali się, kiedy przyjeżdżała do warsztatu swoim wysłużonym kadettem. Do naprawy było w nim praktycznie wszystko i w końcu zaproponował jej kupno volkswagena polo. Również nie był pierwszej młodości (a nawet stuknęła mu dwudziestka), ale Mateusz znał sprzedającego, znał samochód i miał na podorędziu wiele zapasowych części do tego modelu. Skorzystała z jego rady, sprzedała kadeta za pięć stów, dołożyła parę złotych (dosłownie) i stała się właścicielką polówki w kolorze rdzawoczerwonym (z przewagą rdzy)”

więcej recenzji na: kraina-bezsennosci.blog.pl

Dodaj recenzję