Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk (ebook) –	Ronald Reng

Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk

Ocena czytelników:

8,2 (152 oceny) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Chwytająca za gardło historia bramkarza, męża i ojca.Miał wszystko. Wielkie pieniądze, kochającą żonę, transfer do FC Barcelony, obietnicę gry na mundialu w bramce reprezentacji Niemiec. Na boisku powstrzymywał najlepszych napastników świata. Najgroźniejszy przeciwnik czaił się jednak zupełnie gdzie indziej…Paraliżujący strach, przerażający ból po tragicznej śmierci ukochanej córeczki, lęk przed każdym następnym dniem. Nikt nie zauważył dramatu ponad ludzkie siły. Dopiero jego samobójstwo wstrząsnęło światem i wielu osobom otworzyło oczy na problem depresji.Przejmująca opowieść o człowieku zbyt wrażliwym, aby żyć. Reng i Enke pisali tę książkę razem, chcąc pomóc ludziom zmagającym się z psychicznymi demonami. Robert nie zdążył już jej wydać. Jego przyjaciel zrobił to za niego.Książka nagrodzona prestiżowym tytułem William Hill Sports Book of the Year. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów sportu.***Poruszająca książka, która wykracza daleko poza piłkę nożną."The Guardian"

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

17.13 MB (MOBI), 7.34 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Mateusz Ługowski

25.08.2015, 09:33

„Przegrany mecz”

Luksusowy samochód, sława, pieniądze - z tym kojarzy nam się życie najlepszych piłkarzy na świecie. Jednak czasami te wszystkie przyjemności schodzą na drugi plan. Dzieje się tak m.in. wtedy, gdy do gry wkracza depresja, czyli niezwykle groźna choroba, z którą współczesna medycyna nie potrafi sobie poradzić. Cierpiał na nią Robert Enke. Niemiecki bramkarz przegrał najważniejszy mecz w swoim życiu, ale pozostawił po sobie niezwykle mądrą i poruszającą książkę pt. "Życie wypuszczone z rąk". Pisał ją wspólnie z Ronaldem Rengiem. Niemiecki dziennikarz samodzielnie dokończył jej pisanie, dlatego że 10 listopada 2009 roku Robert niespodziewanie popełnił samobójstwo, rzucając się pod koła pociągu...

Robert Enke przyszedł na świat 24 sierpnia 1977 w Jenie. Pierwsze kroki w futbolu stawiał w klubie ze swojej rodzinnej miejscowości, czyli w SV Jena Pharm. W 1996 r. przeniósł się do Borussii Mönchengladbach, w której przez dwa lata pełnił rolę rezerwowego bramkarza. W sezonie 1998/99 udało mu się wywalczyć miejsce w podstawowym składzie, jednak te rozgrywki nie były udane dla klubu z Mönchengladbach, który został zdegradowany do 2. Bundesligi. Robert zdecydował się na przenosimy do Portugalii, a jego nową drużyną była Benfica. Po trzech latach spędzonych na Estadio da Luz niemiecki bramkarz trafił do Barcelony, czyli do klubu, w którym chciałaby występować większość piłkarzy. Po niezbyt udanej przygodzie z Dumą Katalonii, Robert trafił do Fenerbahce, dla którego rozegrał... jedno spotkanie. Jego następnym klubem była CD Teneryfa. Tam również nie potrafił się odnaleźć i w 2004 r. wrócił do Niemiec - jego nowym zespołem był Hannover 96.

Na początku swojej kariery Robert był uważany za niezwykle utalentowanego goalkeepera. Wyróżniał go przede wszystkim znakomity refleks, którym imponował w każdym meczu. Niemcy cieszyli się, że ich reprezentacja będzie miała godnego następcę Olivera Kahna. Jednak było coś, co sprawiło, że Robert nigdy nie mógł pokazać pełni swoich możliwości – chorował na depresję.

"Osoby w depresji nie potrafią realistycznie postrzegać świata. Wszystko widzą w czarnych barwach, rzeczywistość z założenia odbierają negatywnie" - tak Robert wypowiedział się o depresji.

Transfer do Barcelony, o którym marzył przez wiele lat, nie przyniósł ukojenia. Nadal odczuwał strach i lęk. Nie potrafił poradzić sobie z ciążącą na nim presją, a każdy następny dzień wiązał się z nieporadnym stawianiem czoła depresji. Po pechowym debiucie w barwach klubu ze stolicy Katalonii, Robert myślał o zakończeniu kariery. Chciał uciec od presji, jaka ciąży na najlepszych piłkarzach globu.

"Chętnie pogrzebałby swoją karierę. Ta myśl stawała się coraz silniejsza, coraz bardziej kusząca: "A gdybym po prostu przestał chodzić na treningi? Gdybym powiedział dyrektorowi sportowemu, żeby podarł moją umowę? Do widzenia, kończę z piłką nożną". Schody zaczynały się, gdy myślał co dalej. Bo niby co robiłby potem?"

Po nieudanym epizodzie w Barcelonie, Robert przeniósł się do Fenerbahce. Jednak tam również nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. Poza tym, że odczuwał nieustanny strach przed jutrem, tęsknił za swoją żoną, Teresą, która była dla niego największym wsparciem. Nie wyobrażał sobie życia bez Terri.

"10.08.2003. Jesteśmy na obozie treningowym w Samandirze. Dziś rozgrywany jest pierwszy mecz ligowy. Dość nudno tu.

Tak jak się spodziewaliśmy, czuję się dość słabo. To połączenie strachu, nerwowości i tęsknoty. Tęsknoty za Terri i psami. Terri wczoraj odleciała.

Często zadaję sobie pytanie, czemu zdecydowałem się na Fenerbahce. Tęsknię za chwilą, przed którą podjąłem tę decyzję. Pewnie w Barcelonie z braku perspektyw też czułbym się źle, ale miałbym przy sobie Terri, przyjaciół i swoje otoczenie, w którym czułem się bezpiecznie.

Trochę rozczarował mnie sztab trenerski. Daum powinien zdecydowanie większą uwagę kłaść na dyscyplinę. Nie mam kontaktu z drużyną" - pisał Robert kilka dni po przejściu do tureckiego klubu.

Chęć bycia najlepszym, bez względu na wszystko – właśnie tym kierował się Robert w swoim życiu. Jak się później okazało, było to zgubne podejście. Nie każdy ma na tyle mocną psychikę, by podołać wysoko postawionym celom. Robert sam wyznaczał sobie te cele. Chciał być najlepszy, a każdą, nawet najmniejszą, wpadkę traktował jak wielką przegraną. Nie potrafił zrozumieć tego, że jest tylko człowiekiem, który popełnia błędy.

"Robert myślał, że jeśli nie będzie najlepszy, to będzie znaczyło, że jest najgorszy. To wręcz fundamentalnie złe podejście: to jest myśl człowieka który nauczył się, że będzie kochany za osiągniętą jakość, a nie za to, jaki jest naprawdę."

Z całą pewnością niebagatelną rolę w życiu Roberta i Teresy odegrała śmierć ich ukochanej córeczki, Lary, która zmarła w wieku dwóch lat z powodu wady serca. Robert nie potrafił pogodzić się z tym, że jego ukochana córeczka już nigdy nie zapłacze, ani się nie uśmiechnie. Bez niej jego życie straciło sens. Próbował sprawiać wrażenie silnego człowieka, który potrafi poradzić sobie ze śmiercią najbliższej osoby. Jednak taki typ ludzi nie istnieje, a Robert na pewno nie mógł się do niego zaliczać. Cały ból tłumił w sobie, co nie mogło się dobrze skończyć.

"Gdy Lara żyła, cały czas byłem konfrontowany z życiem i śmiercią. Dlatego jeszcze za jej życia zastanawiałem się, co się stanie, gdy ona odejdzie. Teraz muszę żyć dalej. Nie można dać się pokonać temu smutkowi." - powiedział na pierwszej konferencji prasowej po śmierci Lary.

Robert walczył. Starał się wypracować pewne nawyki mające pomóc mu przezwyciężyć strach. Chciał, by każdy dzień wyglądał tak samo. Chciał mieć jak najwięcej obowiązków, które pozwolą zapomnieć mu o Larze i innych troskach. Pragnienie spokoju to coś, co nigdy go nie opuszczało.

"Robert Enke postrzegał depresję jak wielkiego napastnika, który zaczyna go atakować na boisku. Mógł go jeszcze powstrzymać, musiał jednak działać rozważnie. Jeszcze nie nadeszła ogarniająca wszystko ciemność. Rankami bez problemów wstawał, nie brakowało mu siły do działania, czuł się jednak przybity. Wiedział, że to pierwsza oznaka choroby, był jednak przekonany, że opanował mechanizmy obronne: potrafił sprawić, by dzień miał określony rytm, załatwiał różne sprawy. Postanowił się udać na kilka tygodni do kliniki rehabilitacyjnej dla profesjonalnych sportowców w Dolnej Bawarii. Uznał, że gdy będzie wśród ludzi tak samo cierpiących jak on, strach może się zmniejszy, ustąpi. Po powrocie, w połowie grudnia, zamierzał iść do psychiatry w Hanowerze."

Każda sprawa stawała się trudna. Nie było łatwych decyzji. Robert nie potrafił cieszyć się najprostszymi codziennymi czynnościami. Sam nie wiedział dlaczego tak jest i może właśnie dlatego nie potrafił znaleźć dla siebie lekarstwa. Właśnie tak działa depresja - sprawia, że nic nie jest dla ciebie jasne. Chcesz po prostu położyć się w łóżku, przykryć kocem, zasnąć i już się więcej nie obudzić...

"Podjęcie decyzji, czy zje sernik czy też ciasto ze śliwkami, wiązało się dla niego z wielkim wysiłkiem. Normalne, codzienne sprawy całkowicie go przerastały. Brnął jednak poprzez kolejne dni, trenował, śmiał się podczas urodzin, odgrywał swoją rolę." - możemy przeczytać w "Życiu wypuszczonym z rąk".
Myśli o śmierci powoli stały się codziennością. To właśnie śmierć miała przynieść ukojenie. Jednak czy powiedzenie "pass" w wieku 32 lat nie jest zwykłym tchórzostwem i ucieczką od problemów? Nie. W przypadku Roberta to porażka z depresją, z którą starał się ze wszystkich sił wygrać. Nie wygrał...
"3 sierpnia 2009. Nie spałem. Wszystko wydaje się tracić sens. Trudno jest mi się skoncentrować. Myślę o s."

W końcu nadszedł ponury jesienny listopadowy dzień. Był 10 listopada 2009 r. Robert postanowił zakończyć najważniejszy mecz w swoim życiu, mecz w którym mierzył się z depresją. Niemiec wskoczył pod pędzący pociąg. Cały piłkarski świat był w szoku. Nikt nie spodziewał się tego, że ktoś, kto sprawia wrażenie niezłomnego, może popełnić samobójstwo. Robert miał 32 lata.

"10 listopada 2009 roku Robert Enke przez osiem godzin krążył po okolicach Empede. Po południu przypomniało mu się, że musi jeszcze coś załatwić: wymienił na stacji paliw olej w samochodzie. Później udał się do najbliższego przejazdu kolejowego w Eilvese. Okazyjnie na treningi jeździł też pociągiem i znał rozkład jazdy. Wiedział, że o 18.15 przejedzie przez Eilvese, bez zatrzymywania się, regionalny pociąg pośpieszny do Bremy" - tak wyglądał ostatni dzień w życiu Roberta Enke.

Czytanie książek sportowych ma na celu nie tylko poznanie świata sportu od kuchni, ale także uświadomienie nam, jak ogromna presja ciąży na sportowcach. Przed kamerami wszyscy wyglądają na pewnych siebie, chcących walczyć o najwyższe cele. Jednak w głębi duszy, wielu sportowców zmaga się z własnymi słabościami. I właśnie o tym jest "Życie wypuszczone z rąk". Serdecznie zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę lekturę.

Dodaj recenzję