Sto dni po ślubie (ebook) –	Emily Giffin

Sto dni po ślubie

Ocena czytelników:

6,6 (3276 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Ślub bierze się z miłości i z wiarą we wspólną przyszłość z ukochanym mężczyzną. A jeśli to za mało? A jeśli kochamy więcej niż raz? Sto dni po ślubie Ellen spotyka Leo, swoją dawną wielką miłość. Odżywają uczucia ukryte głęboko w sercu. I budzą się wątpliwości – czy jej mąż Andy jest tym jedynym, z którym chce być już zawsze? Czy życie z nim jest tym, czego naprawdę pragnie? Pewnego dnia Leo proponuje Ellen wspólną pracę...

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

1.41 MB (MOBI), 0.41 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Monika Walas

Monika Walas

30.09.2011, 22:35

Sto dni po ślubie" autorstwa Emily Giffin Wydawnictwa Otwarte to ciepła powieść o tym jak trudną rzeczą jest małżeństwo i miłość. O tym jak trudno wybrać tą jedyną osobę, która będzie nam towarzyszyć przez resztę życia.. Pod zwykłą historią kryje się tragedia wielu związków, które rozpadły się z powodu miłości do innego/innej. Bo tak naprawdę małżeństwo nie jest granicą, która zamknie nam oczy na innych. Możemy pożądać kogoś innego, zauroczyć się. Jednak musimy pamiętać, że dokonaliśmy już wyboru... Podsumowując to książka dla wszystkich mająca uzmysłowić to, że trzeba walczyć o uczucie i nie oddalać się od razu gdy ktoś inny się nam spodoba.

Magdalena Oszek

Magdalena Oszek

30.09.2011, 19:48

Kolejne spotkanie z autorką zakończone sukcesem, polecam

Suder Karolina

Suder Karolina

07.09.2011, 14:30

"Sto dni po ślubie" autorstwa Emily Giffin, to jedna z tych książek, które się kocha nie do końca zdając sobie sprawę dlaczego. Byłam zachwycona lekkim, niewymuszonym stylem autorki i tym w jaki sposób przekazała pod prostymi słowami, głębokie znaczenie.

ANNA PAWLIKOWSKA

07.06.2011, 11:46

Świetna! Utożsamiłam się z bohaterką... Czy czasem nie zastanawiacie się czy Wasz wybranek, to na pewno Ten właściwy , jedyny?.. Świetna książka! wcale nie taka banalna historia, w której po trzech stronach domyślamy się końca :) Podobnie jak inne ksiązki autorki skłania do refleksji nad związkiem, uczuciami, nie nudzi! Wzrusza...

Dodaj komentarz

Bookendorfina Izabela Pycio

Bookendorfina Izabela Pycio

17.07.2016, 06:49

„Przyjemne zaczytanie”

Wciągnęła mnie ta historia, wydaje się taka prawdziwa i rzeczywista, jakże często spotykana w realnym świecie, gdzie duchowe rozterki i wahania towarzyszą nam nieomal każdego dnia. Czasami niezałatwione do końca sprawy z przeszłości dają o sobie znać, narzucają się wbrew woli, przeszkadzają w odnalezieniu pełnego szczęścia, całkowitej przynależności do danego miejsca i nawiązania silnej bliskiej relacji z drugą osobą. Jak choćby dawna miłość, która nagle ożywa, nie daje spokoju, wciąż o niej się myśli, dokonuje porównań, wybiera z niej to, co najbardziej barwne i interesujące. Człowiek już ma taką cechę, że koniecznie chciałby wiedzieć, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby wybrał odmienną ścieżkę, przeciwny kierunek, czy też innego partnera. Autorka z wielkim zrozumieniem przedstawia wątpliwości głównej bohaterki, silną potrzebę zrozumienia, zestawienia i rozliczenia się z doskonale słyszalnymi echami dawnych wydarzeń. Bardzo umiejętnie stopniuje napięcie, z wyczuciem podsuwa kolejne wątki, wprowadza niespodziewane zwroty akcji, oczarowuje ciepłą i wypełnioną emocjami narracją. Powieść oferuje kilka godzin dobrego zaczytania, intrygującą fabułę, ciekawą perspektywę, dopracowane dialogi, a wszystko w pięknej romantycznej otoczce.

Nieco ponad trzy miesiące po ślubie z Andym, Ellen spotyka przypadkowo dawną intensywną miłość. Okazuje się, że uczucia zaledwie przygasły, najmniejsza iskra jest w stanie rozpalić ich gorący płomień. Dotychczas młodej kobiecie wydawało się, że jej małżeństwo jest szczęśliwe, jednak teraz zaczyna mieć niepewność i obawy właściwie dokonanego wyboru. Jak bardzo odświeżona i ryzykowna znajomość z Leo wstrząsie jej światem? Czy uda się jej zwalczyć czekające na nią pokusy i niebezpieczeństwa, uniknąć pułapki szalonej i wciągającej wirówki uczuć, nie pozwolić umknąć temu, co najbardziej wartościowe i właściwe dla niej? A może dawny oszałamiający blask pragnień, marzeń i namiętności dziś już nie błyszczy z taką intensywnością? Czy faktycznie na złamane serce, odzyskanie siły po miłosnym zawodzie, wystarczy upływ czasu i zapełnienie pustki? Jak podążając za sercem nie stracić poczucia własnej wartości, tożsamości, tego co najcenniejsze, nie zawieść zaufania bliskiej osoby?

bookendorfina.blogspot.com

Marta Rozmanowska

Marta Rozmanowska

11.04.2012, 17:27

„”

Idziesz ulicą, zupełnie niczego się nie spodziewając. Nagle jedno przelotne spojrzenie i prawie niewyczuwalny dotyk sprawiają, że całe Twoje życie się zmienia. Czy na lepsze?... Odwracasz się, patrzysz z ciekawością. Wasze oczy spotykają się i już wiesz, że to właśnie ta jedyna osoba. Co jednak, jeśli jest nią Twój były partner, a promienie słońca odbijają się w zdobiącej Twoją rękę obrączce? Czym jest miłość? Czy można ją jakoś określić, zdefiniować? Czy to ona sprawia, że jesteśmy, kim jesteśmy? I czy szybsze bicie serca zarezerwowane jest tylko dla jednego człowieka?...

Ellen parę miesięcy wzięła ślub. Jej mąż to niemal ideał, darzący żonę silnym uczuciem. Świeża mężatka w końcu ma rodzinę, której tak jej brakowało, wspaniałą pracę, przyjaciół; jej życie to spełnienie marzeń. Pewnego dnia, pozornie całkiem zwyczajnego, Ellen spotyka na swojej drodze Leo, partnera sprzed lat. Tylko jedno spojrzenie sprawia, że odżywają uczucia, które tak naprawdę nigdy nie zostały do końca pogrzebane. I tak właśnie rozpoczynają się potajemne telefony i sekretne spotkania. I choć Ellen zdaje sobie sprawę, że robi źle, nie potrafi powstrzymać się od ponownego nawiązania kontaktu z Leo. Jej małżeństwo, a wraz z nim całe dotychczasowe życie, wisi na włosku. Jaką decyzję podejmie? Tylko jedno jest pewne: nic już nie będzie takie samo.

„Miłość to rzeczownik oznaczający zobowiązanie.”

Już od dawna chciałam sięgnąć po którąś z książek spod pióra Emily Giffin, dlatego też niezmiernie ucieszyłam się, gdy jedna z nich trafiła w moje ręce. Od razu zabrałam się do czytania i… przepadłam. Historia Ellen wciągnęła mnie od pierwszej strony. Gdy rozpoczynałam lekturę, potrzebowałam odprężającej opowieści, która pozwoliłaby odpocząć po stresującym dniu. Dostałam to wszystko – i jeszcze więcej.

Choć tematyka „Stu dni po ślubie” jest mi raczej odległa, muszę przyznać, że zagłębienie się w świecie wykreowanym przez Emily Giffin było całkiem miłym przeżyciem. Jest to lekka, niezobowiązująca powieść, z którą można przyjemnie spędzić czas. Autorka przedstawiła postaci niezwykle plastycznie i w bardzo realny sposób opisała dylemat głównej bohaterki. Nie ma ani chwilę na nudę, a akcja utworu wzbogacona jest o pojawiające się co jakiś czas retrospekcje. Dzięki temu historia staje się bardziej urozmaicona.

„Ale może właśnie do tego wszystko się sprowadza. Do miłości, która nie jest falą namiętności, lecz decyzją, by poświęcić się czemuś, komuś, niezależnie od tego, jakie przeszkody stoją nam na drodze. I może podejmowanie tej decyzji wciąż, dzień po dniu, rok po roku, mówi więcej o miłości, niż gdyby w ogóle nie było trzeba stawać przed takim wyborem.”

Co składa się na udane małżeństwo? Wydaje mi się, że na to pytanie każdy odpowiedziałby inaczej, jednak jest parę czynników, bez których jakikolwiek związek nie ma racji bytu. Z całą pewnością zalicza się do nich zaufanie, wzajemne porozumienie, wierność, lojalność, oddanie i to „coś”, co sprawia, że po prostu wiemy, iż dany człowiek jest nam przeznaczony. Bez tych rzeczy nie jesteśmy w stanie zbudować dobrego związku, ponieważ po prostu nie będzie miał on potrzebnych ku temu fundamentów.

„Trzymam tamten dzień głęboko w sercu, by przypominał mi, że miłość to suma wyborów, siła zaangażowania, więzi, które trzymają nas razem.”

„Sto dni po ślubie” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Emily Giffin i wiem, że nie ostatnie. Trochę obawiałam się rozczarowania, jednak z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że otrzymałam ciekawą i wciągającą opowieść, którą będę miło wspominać.


Teraz masz czas na zdecydowanie, co jest dla Ciebie najważniejsze. Możesz odwrócić się i odejść od dotychczasowego życia lub pozostać w nim, starając się cieszyć się chwilą. Co wybierzesz? Czy będziesz tego żałować? Odpowiedź znajduje się w Tobie. Posłuchaj głosu serca i wybierz to, co dla Ciebie najlepsze.

Anna Mazur

Anna Mazur

06.10.2011, 20:29

„”

Ellen to młoda mężatka, która, zdaje się, ma prawie wszystko. Ma kochającego męża, pieniądze, wspaniałą przyjaciółkę i pracę, którą uwielbia. Prawdziwa sielanka. Do czasu. Spokój burzy powrót dawnego chłopaka Ellen, Leo. Leo był niegdyś wielką miłością naszej bohaterki, jednak ten odszedł od niej, raniąc jej serce. Dziewczyna była w rozsypce, jednak tuż potem zaczęła spotykać się z Andym, obecnym mężem, który wniósł ponownie radość w jej życie. Czy niewinny wspólny projekt z Leo zaważy na małżeństwie z Andym? Czy Ellen oprze się urokowi dawnej miłości? Czy stara miłość "nie rdzewieje"? Czy można kochać dwóch mężczyzn na raz? Biedna Ellen, nie łatwy wybór przed nią....

Podczas lektury odniosłam wrażenie, że to może się dotyczyć każdej z nas, przez co książka wydaje mi się bardzo realna. Fabuła książki jest taka nieprzekombinowana. To może się zdarzyć naprawdę każdemu i sama widziałam podobne przypadki wśród znajomych, gdzie serce jest na rozdrożu a każda decyzja może odbić się na dalszym życiu.

Mimo iż, książka wydaje się przewidywalna, to miotałam się razem z główną bohaterką, nie do końca wiedziałam jaki będzie jej wybór. Całym sercem byłam za Andym, kochającym, wspaniałym, opiekuńczym facetem, który dla Ellen zrobiły wszystko. A Leo...? No cóż, niekoniecznie jestem jego fanką. W sposób jaki rozstał się niegdyś z Ellen był przykry... Gdy Ellen wspominała swój związek z nim, nie mogłam uwierzyć jak ona mogła z nim być. Leo to egoista, a związek z nim był iście toksyczny, ale serce nie wybiera...

To urocza lektura, którą czyta się niezwykle przyjemnie. Świetnie spisuje się jako książka rozrywkowa, idealna dla młodych (i nie tylko!) kobiet, mężatek, narzeczonych. Autorka zaznacza, że o miłość trzeba dbać, a w samym małżeństwie oprócz tego uczucia, należy zadbać o zaufanie, porozumienie i... dialog. Tak, rozmowa dużo daje, jest kluczem do wszystkiego. Małżeństwo to nie tylko przysięga małżeńska, to wspólne borykanie się z problemami, wspólne podejmowanie decyzji, wzajemne zrozumienie, kompromis... To ciężka sztuka.

Muszę zaznaczyć, że to trzecie książka Emily Giffin, którą dane było mi przeczytać. To znacznie ciekawsza lektura od "Dziecioodpornej", bardziej dojrzalsza. Sam motyw bardzo mnie zaciekawił, gdyż ja sama jestem na etapie 100 dni po ślubie (jednak żadna dawna miłość się nie pojawiła), przez co pewnie książkę wchłonęłam za jednym zamachem. Jestem na 100% pewna, że wrócę do tej książki, bo warto, tym samym zachęcam Was do lektury.

"Sto dni po ślubie" skłania do małych refleksji. Co Ty byś zrobiła będąc w podobnej sytuacji jak główna bohaterka? Kogo być wybrała...? A kogo wybrała Ellen? O tym przekonacie się już z książki.

Magdalena Oszek

Magdalena Oszek

30.09.2011, 19:45

„”

„Ale może do tego to wszystko się sprowadza. Do miłości, która nie jest falą namiętności, lecz decyzją, by poświęcić się czemuś, komuś, niezależnie od tego, niezależnie od tego. Jakie przeszkody stoją nam na drodze. I może podejmowanie tej decyzji, wciąż dzień po dniu, rok po roku, mówi więcej o miłości, niż gdyby w ogóle nie trzeba było stawać przed takimi wyborami” s. 356
Emily Giffin to amerykańska autorka bestsellerowych powieści „Coś niebieskiego”, „Coś pożyczonego” i „Dziecioodporna”. Ostatnio na rynku wydawniczym pojawiła się nowa książka tej pisarki „Siedem lat później”. Ja jednak chciałabym wrócić do wcześniejszej powieści „Sto dni po ślubie”.
Wiele razy w swoim życiu słyszałam słowa „pierwsza miłość nie rdzewieje”, „pierwszej miłości nigdy się nie zapomina”. Emily Giffin w swojej powieści potwierdza nam te powiedzonka. Bohaterką „Sto dni po ślubie” jest Ellen. Jest szczęśliwą mężatką. Niedawno odbył się jej ślub z bratem jej przyjaciółki – Andym. Od tego pięknego dnia mija właśnie 100 dni, gdy Ellen spotyka swoją dawną miłość – Leo. Spotkanie to zmienia całkowicie sielankowe życie bohaterki. Kobieta coraz częściej myśli o Leo. Odżywają ukryte gdzieś na dnie serca uczucia. Sytuacja staje się dla niej jeszcze trudniejsza, gdy Leo z zawodu dziennikarz proponuje Elle (fotograf), współpracę przy wywiadzie ze znaną osobistością. Jej głowę zaprząta myśl, czy dokonała dobrego wyboru wychodząc za Andiego, czy jej mąż jest faktycznie tym mężczyzną z którym chciałaby spędzić resztę swojego życia. Bohaterka jest rozdarta między dwoma mężczyznami. Nie potrafi się zdecydować, którego z nich wybrać. Czy współpraca z Leo może wpłynąć na życie małżeńskie bohaterki? Jaką ostatecznie decyzję podejmie Ellen?
Podobnie jak w poprzednich powieściach autorki otrzymujemy wspaniale nakreślony charakter głównej bohaterki i jej partnerów. Leo egoistyczny mężczyzna nie potrafiący myśleć o innych osobach, nawet jeśli jak podkreśla kocha tą osobę. Osoba przebywająca w jego otoczeniu nie czuje się z nim bezpiecznie. Nie wie czego, może się po nim spodziewać. Ellen zaś oczekuje stabilizacji, wsparcia i jak każda kobieta lubi być w centrum uwagi mężczyzny i chce się przy nim czuć szczęśliwa. Czy osoba z takim charakterem jak Leo, nawet jak wraca do nas z podkulonym ogonem, tak naprawdę potrafi się zmienić. Czy tylko udaje by odzyskać dawną miłość.
Przekonujemy się jak ważną decyzją w naszym życiu jest małżeństwo. Nie możemy podejmować jej pochopnie, nie znając dokładnie naszego przyszłego męża, lub gdy tylko wydaje się nam, że go kochamy, a swoich uczuć nie jesteśmy pewni. Jednak samo uczucie nie wystarcza. W małżeństwie równie ważne jest porozumienie, umiejętność rozmawiania ze sobą, a w razie konieczności trzeba umieć sobie ustąpić. Udanego związku nie możemy zbudować na pozorach.
Powieść „Sto dni po ślubie” jest niezwykle wciągająca. Czytając ją wczuwałam się w bohaterkę, razem z nią pokonywałam wszelkie wątpliwości dotyczące jej życia. Analizowałam podjęte przez nią decyzję. Jedyną rzeczą, która czasami mnie troszkę denerwowała to, to, że w pewnych momentach nie wiedziałam, czy czytam o czymś co dzieje się aktualnie, czy jest to wspomnienie bohaterki.
Opisana historia, jest bardzo autentyczna. Tak naprawdę, może przydarzyć się każdej z nas. Autorka bardzo ciekawie opisuje trójkę bohaterów i łączące ich relacje. Wspaniała powieść nie tylko dla mężatek i kobiet. Autorka pisze nie tylko o miłości, ale również o tym jak ważne w życiu są podejmowane przez nas decyzje. „Sto dni po ślubie” serdecznie polecam.
Z przyjemnością sięgnę po najnowszą powieść autorki.

Miranda Furmankiewicz

ddd ddd

30.09.2011, 18:57

„”

Miłość... Mówią, że ta stara i pierwsza nie rdzewieje. Zostają po niej wspomnienia i jakiś ślad na sercu. Ale co jeśli pewnego dnia zupełnie przypadkowo staniemy oko w oko z tą miłością i wszystkie wspomnienia powrócą, a ślad na sercu stanie się nagle bardziej uciążliwy?

Ellen ma wspaniałego męża, który jest jej przyjacielem, kochankiem, a przy tym jest niemalże ideałem. Ma rodzinę, przyjaciół i świetną pracę. Ellen kocha męża z całego serca, ale przecież Andy nie jest jej pierwszą miłością. Kiedyś jej sercem zawładnął niejaki Leo, a teraz przechodząc przez pasy w Nowym Jorku, Ellen zauważa Leo i od tej pory ma go cały czas w myślach. Zaczynają się spotkania, telefony i smsy i to tylko upewnia ją w tym, że tęskni za nim. Wspólna praca, wyjazd to wszystko zbliża ich do siebie tak, jak kilka lat temu zbliżyło. Dla Andy'ego staje się coraz bardziej oschła, szuka w ich rozmowach byle jakiego powodu do kłótni. Jednak zawsze w domu czeka rodzina - mąż, który kocha Ellen całym sercem, przyjaciółka Margot, a zarazem siostra Andy'ego i cała rodzina Grahamów. Bohaterka musiałaby ich wszystkich zostawić, zdradzić na rzecz swojej dawnej miłości. Na rzecz Leo. Musi teraz wybierać między dwoma przeciwieństwami, między przeszłością a przyszłością.

''Andy jest jak słoneczny dzień, turkusowa tafla wody i kieliszek wina.
[...]
Leo to trudna wędrówka po górach. W zimnej mżawce. Kiedy nie do końca wiesz, gdzie się znajdujesz, jesteś głodna i w dodatku powoli zapada ciemność.''*

Już od pewnego czasu chciałam przeczytać coś od Pani Emily Giffin. Trafiło na ''Sto dni po ślubie'' i wcale się na tym nie zawiodłam. Mimo, że tematyka książki jest mi obca to bardzo miło było mi wejść w inny świat, świat zakochanych, świat rozterek, czuć razem z bohaterką tę niepewność i rozstrzygać przy którym boku jej życie będzie lepsze. Przy którym z nich będzie się czuła szczęśliwa, spełniona. Miłość i małżeństwo polega przede wszystkim na poczuciu bezpieczeństwa, na zaufaniu i na pewności, że to tu chce się zestarzeć, wyliczać własne zmarszczki i we własnym towarzystwie bujać się na bujanych fotelach przy kominku. Każdy jednak inaczej postrzega miłość i małżeństwo. A jak postrzega je Ellen?

Autorka przedstawiła historię w bardzo prosty sposób, który zupełnie mnie urzekł. Bardzo pozytywnie ją odebrałam. Wciągająca i ciepła opowieść o miłości, zrozumieniu, a także i o poświęceniu. O uczuciach do dwóch mężczyzn, gdzie serce i rozum toczą wojnę, w której serce nie wie i nie chce wiedzieć, po której jest stronie. Bije się ze sobą samym.
Na pewno jeszcze nie raz wrócę do twórczości pani Giffin, chociażby po to, aby poznać ją w innych książkach, zobaczyć inne postaci w innych sytuacjach.

* ''Sto dni po ślubie'' Emily Giffin, str 286

Renata Szady

Natula

24.09.2011, 21:12

„”

Zanim cokolwiek napiszę o książce „Sto dni po ślubie”, koniecznie muszę wspomnieć o fenomenie Emily Giffin. W roku 2004 została wydana debiutancka powieść autorki pod tytułem „Coś pożyczonego”, historia miłosnego trójkąta zawładnęła sercami miliona kobiet na całym świecie, a książka stała się bestselerem New York Times'a. Wszystkie powieść Giffin („Coś niebieskiego”, „Dziecioodporna”, „Siedem lat po ślubie”) mają wspólny motyw – życie kobiet. Autorka w subtelny sposób pisze o tym, co dręczy wszystkie kobiety, czyli o miłości, zdradzie, trudnych wyborach i życiowych dylematach.
Większość czytelniczek w opisywanych historiach odnajduje fragment swojego życia, niejednokrotnie utożsamia się z bohaterkami, ewentualnie, opowieści te traktuje jak odskocznię od szarej codzienności. Nie ważne, że fabuła książek jest banalna i przewidywalna, ważne, że chociaż przez chwilę czytelnik przenosi się w świat idealnych, przystojnych i bogatych mężczyzn, pięknych, zmysłowych kobiet i problemów, które na szczęście większości nie dotyczą. Za ten inny świat, pełen tajemnic i niedomówień, panie kochają książki Emily Giffin, niestety nie należę do tego grona.

„Sto dni po ślubie” to kolejna trywialna historia, tym razem mamy okazję poznać Ellen , która dokładnie sto dni po swoim wymarzonym ślubie, przypadkowo wpada na swoją dawną miłość, Leo. To ich pierwsze spotkanie od 8 lat, w przeszłości Leo bez słów wyjaśnienia zostawił Ellen, łamiąc jej serce. Niestety kobieta nie zapomniała o łączącym ich wielkim uczuciu i mimo wielu bolesnych wspomnień, to przypadkowe spotkanie, budzi w niej dawne emocje. Ellen zaczyna zastanawiać się czy dokonała właściwego wyboru i czy jej mąż Andy jest tym jedynym.

Książka mnie nie zaskoczyła, miałam wrażenie deja vu - charakterystyczna konstrukcja fabuły i standardowe zakończenie. Narracja jest pierwszoosobowa, typowa dla książek Giffin, oczami Ellen odbieramy otaczający ją świat, z nią przeżywamy emocje i poznajemy niuanse małżeństwa. Oto mamy dwoje ludzi, których związek jest idealny i nagle ślepy los, głupi przypadek powoduje zamieszanie i powstanie kryzysu. Typowe?, typowe, nic dodać nic ująć. Przez prawie 400 stron nasi bohaterzy bawią się w kotka i myszkę, przy okazji analizując swój życiorys – bardzo kiepsko im to wychodzi.
Ellen od spotkania z Leo, przeobraża się w nastolatkę idealizująca byłego chłopaka, zaczyna szukać dziury w całym, a swoich jeszcze niedawno cudownych i oddanych, przyjaciół określać mianem „parweniusze”, „zaścianek”, „duchota”. Powieść zalewają wspomnienia z dawnych lat i niepotrzebne dywagacje, nie liczcie na jakąkolwiek akcję, ani na nieoczekiwane obroty wydarzeń, o nie, tego w książce nie znajdziecie.
Żałuję, że w opowieści nie ma zaskoczenia, tej niepewności która towarzyszy czytaniu i choćby grama napięcia. Z przykrością stwierdzam, że jest to jedna ze słabszych książek tej autorki, a szkoda, bo wątek miał spore możliwości na staniem się intrygującym, mądrym tematem, zawierającym poruszające, celne rady.
Po raz kolejny mamy książkę, służąca tylko chwilowej rozrywce, rozumiem że każdemu potrzebny jest szybki i przyjemny relaks, jednak dla mnie to zdecydowanie za mało, od Emily Giffin chcę znacznie więcej. Czekam na wielkie bum.

Dodaj recenzję