Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej. (ebook) –	Szymon Opryszek, Maria Hawranek

Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej.

Ocena czytelników:

7,2 (140 ocen) zawiera oceny z Lubimy Czytać

Pobierz bezpłatny fragment:

EPUBMOBI

Opis publikacji

Ameryki Łacińska opisywana jest za pomocą trzech oczywistych przymiotników. Niebezpieczny, egzotyczny, biedny rejon świata. A przecież to rzeczywistość złożona i zaskakująca kulturową różnorodnością, wymykająca się stereotypom.

Tańczymy już tylko w zaduszki to mozaikowy portret innej, mniej znanej Ameryki, którą tworzą małe społeczności egzystujące na peryferiach świata i czasu.

„Z premedytacją zatrzymywaliśmy się w miejscach, które w ogóle nie kojarzą się z Ameryką Łacińską. U boliwijskich menonitów, którzy z wyboru obywają się bez prądu i innych zdobyczy cywilizacji. U Kolumbijczyków, którzy tłoczą się na najgęściej zaludnionej wyspie świata. U ostatniego lodziarza w Ekwadorze, którego ojciec wypowiedział wojnę lodówkom. U nielegalnych górników, którzy szukają nadziei w błotach tropikalnych lasów”.

Informacje szczegółowe

Język publikacji

polski

Typ produktu

E-book w formatach: EPUB, MOBI

Rozmiary plików

2.65 MB (MOBI), 1.06 MB (EPUB)

Typ zabezpieczenia

znak wodny

Warunki dostępu

nielimitowany użytek własny, kopiowanie i udostępnianie zabronione

Wymagania sprzętowe

aby otworzyć plik, należy posiadać urządzenie (czytnik e-ink, smartfon, tablet) obsługujące któryś z wymienionych formatów: EPUB, MOBI

Opinie czytelników:

Dodaj komentarz

Anna Potuczko

Anna Potuczko

06.04.2016, 19:02

„Bardzo dobry debiut”

Żyjemy w czasach wyraźnych podziałów. Lubimy identyfikować się na podstawie różnych skrajności, które dają nam możliwość znalezienia określenia dla siebie lub zdystansowania od jakiegoś stylu życia. A co z ludźmi i miejscami, które tym tak lubianym przez nas definicjom umykają? Ameryka Południowa składa się z takich właśnie osobliwości, które chętnie pokazują światu swoje piękno, brzydotę i wszystko, co znajduje się pośrodku.

Autorzy trafili do miejsc, o których niewiele mówi się na świecie. Ich podróże po krajach Ameryki Łacińskiej zaowocowały niezwykłymi reportażami o społecznościach, dla których brakuje określenia, wygodnej łatki. Są tu mennonici, którzy uciekając z Rosji, znaleźli swoją południowoamerykańską niszę w Boliwii, gdzie walczą z takimi samymi pokusami jak ich bracia i siostry z północy. O małych radościach więziennego życia opowiadają osadzeni, którzy wraz z Thomasem Jacobem tworzą modę zza krat, sygnowaną nazwą Project Pietà. Jest wreszcie rodzinna wioska Gabriela Garcii Márqueza, w której historie sąsiedzkie mieszają się z prozą pisarza.

Szczególnie zachwyciła mnie wioska rządzona przez kobiety, które opowiadają o swoich pierwszych krokach w tradycyjnie męskim świecie i rolach. Okazuje się, że feministek w krajach o bardzo silnej kulturze macho wcale nie brakuje; wspaniałe jest to, że wreszcie znalazł się ktoś, kto zechciał wysłuchać tych mądrych kobiet i przekazać ich filozofię dalej. Drugi tekst, który ciągle nie daje mi spokoju, to otwierający zbiór reportaż o chorych na Alzheimera i ich rodzinach, które każdego dnia walczą z czasem, słabością bliskich i niedoskonałościami ludzkich genów. Ich determinacja, by uciec od tej okropnej choroby wzrusza i pokazuje, że żaden wysiłek nie idzie na marne, gdy w grę wchodzi możliwość wyleczenia ukochanych osób.

Moje ogólne wrażenia związane z tą książką są jak najbardziej pozytywne. Zastanawia mnie jedynie kolejność tekstów; nie rozumiem dlaczego wybrano akurat taki układ, a nie inny. Zdecydowanie lepszy byłby moim zdaniem podział na kraje, tak by nie narażać czytelników na nieco chaotyczne skakanie po mapie Ameryki Południowej. Mimo wszystko, "Tańczymy już tylko w Zaduszki" to bardzo dobry debiut reporterski i z niecierpliwością czekam na kolejne książki autorów.

Recenzja z: www.book-loaf.blogspot.com

Anna Kiszkiel

14.03.2016, 14:33

„Świat dzieje się nawet, gdy nie patrzymy.”

Znakomity tom reportaży, które powstały z pewnością w efekcie setek godzin rozmów. Osobiste historie bohaterów każą sądzić, że autorom udało się zbudować z napotykanymi ludźmi niezwykłą relację.
Dzięki temu poznajemy niemal intymne doświadczenia, historie żyć, realia życia we współczesnej Ameryce Łacińskiej i obraz społeczno-gospodarczo-polityczny regionu, który w ciągu ostatnich lat dla europejskiego odbiorcy pozostaje mniej znany, gdyż media skupiają się na konfliktach bliższych nam geograficznie i mentalnie.
Tymczasem książka „Tańczymy już tylko w Zaduszki” to nie tylko próba zwrócenia uwagi na prawdziwe życie tam, gdzie za chwilę, w trakcie igrzysk w Rio, spojrzymy na naznaczony sportową euforią świat, ale świeże spojrzenie na kraje, o których i tak mamy słabe, dość stereotypowe pojęcie. Dzięki temu, że każdy z opisywanych tematów przedstawiony został z perspektywy ludzi mających imiona, rodziny, doświadczenia, o których opowiedzieli w sposób szczery i bezkompromisowy, dostajemy tom będący nie tylko zapisem podróży do odległych krajów i spotkań z szeregiem dotkniętych przeróżnymi problemami ludzi. To książka to dowód na to, że świat zmienia się nawet, gdy na chwilę patrzymy w inną stronę.

Tomek

04.03.2016, 15:29

„Tam gdzie realizm przenika się z magią”

Recenzje mają to do siebie, że z założenia nie są obiektywne. Wsadzamy je co prawda w pewne zasady i ramy, które porządkują nasz tok myślowy, ale pozostają zbiorem odczuć i przemyśleń. W przypadku książki Marii Hawranek i Szymona Opryszka „Tańczymy już tylko w Zaduszki” zapomnijcie nawet o pozorach obiektywności z mojej strony. Dlaczego? Dlatego, że ponad 10 lat temu zachorowałem na literaturę iberoamerykańską i do dziś mi nie przeszło.

Książka jest zbiorem piętnastu reportaży z 8 krajów Ameryki Łacińskiej. Ale myli się ten, kto myśli, że jest to książka podróżnicza. Nie o to co widzialne tu chodzi, ale o to co nieuchwytne. Na „Tańczymy już tylko w Zaduszki” składają się ludzie, historie i westchnienia, a „czas nawarstwia się, zapętla, wybiega w przód i zawraca”. Autorzy świadomie odnoszą się do motywów z literatury iberoamerykańskiej i z niezwykła precyzją tkają historie, korzystając bogato z technik realizmu magicznego. I chociaż, niektórzy pewnie zarzucą mi, że Macondo już wybrzmiało wszystkimi możliwymi nutami. Że realizm magiczny był pułapką, w którą wpadła nowa proza iberoamerykańska. Że synonimem wolności literackiej jest dzisiaj McOndo… to ja jednak dałem się uwieść. Świat, w którym to co zwyczajne i doskonale nam znane podniesione jest do rangi cudowności, a to co cudowne staje się prozą życia niezmiennie mnie fascynuje potęgując doznania opowiedzianych historii. Niezwykłe jest również to, że w taką formę udało ubrać się reportaże. Historie prawdziwe, które bawią, wzruszają, rodzą niepokój serca… Książka zdecydowanie godna polecenia! Ale kto by tam słuchał odurzonego… 8/10!

Dodaj recenzję