Wielki konkurs Woblinka

Konkurs zakończony!

Teraz jury pracuje nad wyłonieniem zwycięzców III tury, a przedes wszystkim zwycięzcy naszej niezwykłej nagrody głównej!

Niebawem ogłosimy listę szczęśliwców.
Dziękujemy wszystkim za udział i wspólne świętowanie naszych 10. urodzin!

kulka

Nagroda główna:

10 lat czytania za darmo

Co dwa tygodnie
do wygrania:

10 nagród dodatkowych

1x zestaw

"Czytanie zdarza się wszędzie"

Czytanie zdarza się wszędzie - nagrody

9x 100zł

do wydania na woblink.com

Czytanie zdarza się wszędzie - nagrody

Laureaci konkursu

Laureaci

Nagroda główna:

10 tysięcy zł na zakupy wygrywa zgłoszenie: Chciałabym czytać w kraju, w którym czytelnictwo byłoby tak rozpowszechnione, że reklamy nowości książkowych zdobiłyby każdy przystanek i każdy billboard. Małych księgarń i punktów ekspresowego zakupu e-booków byłoby tyle, ile obecnie sklepów Żabka. Każda rozmowa ze znajomymi rozpoczynałaby się od słów "Co teraz czytasz?". Każde wydanie wieczornych wiadomości w TV zawierałoby podsumowanie nowości wydawniczych danego dnia. W mediach królowałyby wywiady z pisarzami i rankingi bestsellerów. Społeczeństwo dzięki zamiłowaniu do czytania, posiadałoby bardzo wysoko rozwiniętą empatię, dzięki czemu znacznie spadłby odsetek popełnianych przestępstw, bójek i konfliktów. Ludzie umieliby słuchać siebie nawzajem. Dla 80% przedszkolaków wymarzonym zawodem byłby 'pisarz', a dla pozostałych 20% 'właściciel wydawnictwa' :)

Zestaw czytelnika:

Zwycięskie zgłoszenie III tury: Jestem bramkarzem piłkarskiej reprezentacji Polski. Jesteśmy w finale Mistrzostw Świata 2022 w Katarze i gramy z Brazylią. W trakcie podstawowego czasu gry i obu dogrywek nie padła żadna bramka i już za chwilę seria rzutów karnych, która przesądzi o mistrzostwie świata. Czuję, że moja głowa zaraz eksploduje z emocji. Całą dogrywkę przypominałem sobie jak strzelają jedenastki poszczególni Brazylijczycy i teraz potrzebuję chwili relaksu, zajęcia myśli czymś innym. Przed meczem umówiłem się z naszym masażystą, że będzie miał w torbie mój czytnik e-booków. Widzę, że biegnie już w moją stronę. Zaczyna masaż, a ja sięgam po czytnik. Przez minutę, a może dwie, nie jestem na wypełnionym kibicami stadionie w Dosze, tylko dzięki "Karierze Nikodema Dyzmy" cofam się myślami do Warszawy z lat 30. "Porywa" mnie z niej brutalnie gwizdek sędziego. Gramy dalej!

Bony na książki:

Zdobywca bonu nr 1 (w III turze): Najbardziej to chiałabym siedzieć w szafie Stephena Kinga i czytać cały dzień kingowego ebooka w zupełnych ciemnościach, a wieczorem niepostrzeżenie przeczołgać się pod jego łóżko, żeby w finalnej scenie, nakręcona klimatem, złapać go za kostkę u nogi i sprawdzić, czy faktycznie boi się on potworów, mieszkających pod (jego) łóżkiem...


They all float down here...
Zdobywca bonu nr 2 (w III turze): Wyobrażam sobie chłodny, jesienny dzień. Dzień w rodzaju tych, kiedy najchętniej zostałoby się w domu i podrzemało dłużej niż zwykle. Ale ja jestem w pracy, pomimo nastawienia - nie mówcie i nie patrzecie na mnie.

A w mojej wymarzonej sytuacji własie w TAKI dzień siedzę przy moim biurku w tym jakże bezdusznym osiemnastoosobownym biurze. Siedzę, niby jak zwykle, ale z największą swobodą. Spełniam jeden z moich zawodowych obowiązków, po czym bez grama skrępowania odsuwam krzesło na tyle, żeby swobodnie wyłożyć nogi na biurko. Ściągam buty, układam je schludnie i wykładam się na półleżąco, machając palcami u stóp do rytmu w mojej głowie. Moja szefowa wpada na chwilę i z uśmiechem pyta - co czytasz? A ja jestem już tak zaaferowana tym, co na stronach, że nawet nie zdaję sobie sprawy, że pytanie było skierowane do mnie. Kończę rozdział i jakoś raźniej mi wrocić do pracy. I wracam, myśląc jeszcze trochę, o historii z książki.

Cała ta sytuacja jest czymś powszechnym, normlanym, że nikt nie zwraca na to uwagi. Ba -moi koledzy robią to samo, jesli tylko przyjdzie im na to ochota.
Zdobywca bonu nr 3 (w III turze): Will Smith powiedział kiedyś: „Kluczem do życia jest bieganie i czytanie (…). Gdzieś tam były miliony ludzi, którzy żyli przed nami wszystkimi. Nie ma żadnego nowego problemu, który możesz mieć. Z rodzicami, ze szkołą, z chłopakiem, z czymkolwiek innym, nie istnieje problem, który możesz mieć, a którego już ktoś wcześniej nie rozwiązał i nie napisał o tym książki”.

Uważam, iż nie ważnym jest gdzie czytamy (w pociągu, na lotnisku, w poczekalni u lekarza czy we własnym domu). Istotne jest to, w jakich momentach w naszym życiu sięgamy po lekturę. Czasem z przymusu, ponieważ pozwoli nam to zaliczyć przedmiot w szkole. Innym razem, aby się rozluźnić, znaleźć rozrywkę po ciężkim dniu w pracy. Kiedy indziej pragniemy zdobyć nową wiedzę i w ten sposób poszerzyć własne horyzonty. Osobiście lubię czytać kiedy jestem zdołowana, zestresowana bądź towarzyszą mi jakiekolwiek negatywne emocje. Ta czynność pozwala na zdystansowanie się od obecnej sytuacji, a czasem także spojrzenie na nią z nowej perspektywy, ponieważ, jak bardzo dobrze zauważył Will Smith - często ktoś inny zmagał się już z podobnym problemem i opisał go w książce.

Dlatego za każdym razem, gdy życie rzuca mi kłody pod nogi, chciałabym mieć pod swoją ręką odpowiednią lekturę. Mam nadzieję, że w przyszłości w trudnych momentach będę potrafiła znaleźć książki, które pomogą mi uporać się z ciężką rzeczywistością.
Zdobywca bonu nr 4 (w III turze): Księgarnia mieściła się na parterze przyrynkowej kamienicy, w samym sercu dawnej stolicy Polski. W środku panował lekki półmrok, stworzony przez delikatny blask padający leniwie z lamp do czytania ustawionych koło wysokich, welurowych foteli. Siedziałam wtulona w jeden z nich, czytając reportaże o architekturze PRL-u, które wyszły spod pióra mojego ulubionego fotoreportera.

Jednocześnie byłam też w swoim pokoju, siedząc na podobnym fotelu, z kotem zwiniętym w kłębek, grzejącym moje kolana. Gdyby ktoś w tym momencie mi się przyjrzał, dostrzegłby subtelne drgania moich zamkniętych powiek i małe urządzenie, podobne do archaicznego zegarka, stojące na biurku, nieopodal mnie.

Początkowo wszyscy byli bardzo sceptyczni. Tak jest zawsze, niemal z każdą nowinką techniczną. Technologia rozwinęła się teraz tak bardzo, że nikt już nie był w stanie prosto wytłumaczyć jakie procesy stoją za działaniem tego czy innego urządzenia. Niemniej, gdy pierwsi odważni docenili doznania płynące z booktimera i rozreklamowali je reszcie społeczeństwa, spowszechniał on do tego stopnia co zwykły smartfon. I choć dla każdego było oczywiste co można z nim zrobić, to podobnie jak w przypadku smartfona, niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, dlaczego to urządzenie w ogóle działa.

Obsługa była banalna - wystarczyło zamknąć oczy siedząc w promieniuj co najwyżej 2 metrów od niego. Aplikacja do jakiej wkraczaliśmy posiadała ogromny księgozbiór we wszystkich postaciach - ebooki, audiobooki, a nawet książki papierowe. Żeby korzystać z tych ostatnich, wystarczyło trzymać jakikolwiek papierowy egzemplarz książki w dłoniach podczas zamykania oczu. Wybór treści na nikim nie robił wrażenia - już początkiem 21 wieku dostęp do elektronicznych książek pozwolił milionom ludzi czytać najwspanialsze dzieła niemal wszędzie.

Jednak booktimer posiadał funkcję, o której początkiem stulecia nawet nikomu się nie śniło - przekształcał w głowie czytającego odbiór czasu, tak, że choć wokół mijała niespełna jedna minuta czytelnik mógł nawet przez 6 godzin cieszyć się z lektury w świecie, do którego wkroczył.

Było to wrażenie - ale bardzo wiarygodne. Czytać mogłeś w dowolnym miejscu - bogata kolekcja bibliotek, księgarni i czytelni z całego świata pozwalała dosłownie przenosić się wczasie. Właśnie w taki sposób, mając 92 lata, wróciłam do jednej z najstarszych krakowskich księgarni, gdzie przed laty, jeszcze jako studentka, z zapartym tchem czytałam reportaże, o jeszcze starszych czasach.
Zdobywca bonu nr 5 (w III turze): Wpatrywałam się w ogromny gmach biblioteki, który wyrósł przede mną. Podziwiałam ten cudny element XIX-wiecznej architektury przez dłuższą chwilę, jednak postanowiłam w końcu wejść do środka. Chwyciłam za mosiężną klamkę i pod wpływem nacisku, ciężkie, wysokie drzwi ustąpiły. Po wejściu do środka, pierwsze co przykuło moją uwagę to wyraźnie wyczuwalny, ten przyjemny dla nosa zapach papieru.

Spacerowałam pomiędzy regałami, pełnymi wiekowych i za pewne ręcznie ozdabianych książek, kiedy nagle jedna z nich wysunęła się i spadła na ziemię. Podskoczyłam w miejscu zaskoczona tym nagłym odgłosem i rozejrzałam się szukając kogokolwiek, kto mógłby spowodować upadek książki.

-Jest tu kto? -rzuciłam w przestrzeń, jednak jedyne co mi odpowiedziało to moje własne echo.

Powróciłam wzrokiem do książki, która nadal leżała na zimnej, drewnianej podłodze. Nie widząc innego wyjścia powolnym, niepewnym krokiem ruszyłam w jej stronę i kiedy już nad nią stałam usłyszałam w głowie ten cichy, tajemniczy i nawet trochę przerażający głos:
-Ona cię wybrała.
I pozwoliłam aby historia pochłonęła mnie w całości.

***
To jest właśnie miejsce, w którym chciałabym czytać. Piękna, ogromna biblioteka zawierająca chyba wszystkie, możliwe książki świata. Biblioteka, w której to nie my wybieramy książki, które chcemy przeczytać. Lecz to one, jakby posiadając swoją własną duszę - wybierają nas. Wedle swego uznania dobierają historię, do człowieka, który przekracza próg tego magicznego miejsca. A my pozwalamy się jej wciągnąć. Zatapiamy się w niej niczym statek w morzu i pozwalamy sobie płynąć wśród liter, poznając historię, którą ona przedstawia. Moim czytelniczym miejscem marzeń jest biblioteka, w której my i książki to jedność, a historie, które one opowiadają to nasza nowa rzeczywistość.
Zdobywca bonu nr 6 (w III turze): Otwieram oczy i widzę mozaikę barw ponad mną. Dryfują po nieboskłonie, bledną i rozjaśniają się pomiędzy otaczającą je ciemnością kosmosu, a wewnątrz ich blasku migoczą świetliste kropki gwiazd. Echa epok minionych, konstelacje zrodzone z niebytu i powoli powracające do nieistnienia. Trwają, podobnie jak ja, przez krótkie westchnienie czasu, mrugnięcie egzystencji. Ilekroć tutaj trafiam, zapominam o oddechu, oddalam od świadomości, że istnieje jakaś rzeczywistość poza tą, miejsca zawierające teraźniejszość, wylane z betonu i podtrzymywane metalowymi szkieletami. Pierwsze kilka minut jest niczym wyjście na mróz, zanim ciało przywyknie do zmiany. Udaje mi się wracać do siebie, do własnego ciała, do umysłu będącego składową wszystkich przeczytanych stron, przeżytych sekund i doświadczeń, które zawierały. Spaceruję dookoła tej niewielkiej skały szybującej przez wszechświat i odnajduję ciemnozielony kształt, pozaziemską strukturę, która stabilizuje się na mój widok: jej spiralne ramiona przestają krążyć nerwowo, zlepiają się w całość i otwierają, gdy staję ponad nią. Obracam się i upadam. Obejmuje mnie niczym puch, robi miejsce, dostosowuje się do mojego kształtu, ale i nastroju. Doskonale wie, czego dzisiaj potrzebuję, jakby rezonowała z moją podświadomością. A im częściej tutaj trafiam, tym mocniej jestem pewna, że tak właśnie jest. "Co dzisiaj?" - pytam istotę i siebie samą. W szybkim rozbłysku światła pojawia się przede mną prostokątny kształt. Błyszczy i migocze, zawieszony w powietrzu, zanim po niego nie sięgnę. Dopiero w kontakcie z moimi palcami staje się realnym przedmiotem. Książką. "Stając się sobą", głosi tytuł. To autobiografia znanego amerykańskiego psychiatry. Ciekawy wybór, stwierdzam. Otwieram okładkę i zapadam się w lekturze. Miną długie godziny, zanim ją skończę i otrząsnę się z transu lektury. A kiedy ją skończę, na niebie rozbłyśnie kolejna wielobarwna wstęga intencji autora, konstelacja jego skrystalizowanych zamiarów, odczuć, pragnień i lęków, narodzonych podczas pisania. I tak utworzę następny kształt tworzący horyzont tego niesamowitego miejsca. I ja sama stanę się sobą. Pełniejszą, bardziej nakreśloną, jeszcze bardziej realną w tej nadnaturalnej przestrzeni sporządzonej z czystej kreatywności wszystkiego, co kiedykolwiek istniało. A teraz uśmiecham się do siebie. Autor z poczuciem humoru. Doskonale.
Zdobywca bonu nr 7 (w III turze): Marzy mi się spokojne czytanie w domowym zaciszu, bo to tutaj są moje dobre duchy koncentracji i uwagi. Wchodząc do swojego mieszkania zrzucam z ramion woal emocji i zmartwień, który oplatał moją głowę przez cały dzień, strzepuję z włosów płatki kurtuazyjnych small talków z pracy, otrząsam się z mgły krwiożerczych deadline’ów i kąśliwych uwag szefa. W przedpokoju zostawiam bagaż złego humoru Pani w sklepie oraz zasłyszane złośliwości pasażerów w autobusie. W domu zapalam swoją lampę „do czytania”, pod którą mieszkają moje dobre duchy. Pośród miękkiego, przydymionego światła czują się najlepiej, wpadają przez ucho do mojego mózgu masując zmęczone komórki niczym najlepszy sportowy fizjoterapeuta. Po chwili myśli krążą już tylko wokół wybranej książki i zostaję z tabula rasa, na której zapiszę za chwilę kolejne wyczytane historie. Poza domem lubię czytać ludzkie twarze, przyglądać się dołeczkom w policzkach dziecka, zastanawiać nad scenariuszem życia staruszka siedzącego naprzeciwko mnie w metrze. Uwielbiam spoglądać przez okno w tramwaju, obserwować wirujące w powietrzu płatki śniegu albo podziwiać burość jesieni przeplataną bogactwem złocistych liści tworzących barwne dywany na brudnych chodnikach. Na zewnątrz nie mogę się nigdy skupić, porywa mnie i fascynuje otaczający mnie ruch, przyroda, mnogość obrazów, bezlik ludzkich opowieści, które napisało samo życie. Za to w domu…
Zdobywca bonu nr 8 (w III turze): A ja marzę o tym, że w każdym budynku mieszkalnym będzie siłownia czytelnicza (tak jak w USA pralnia), w której spotykać się będę z sąsiadami "na czytanie" przy herbatce lub kawie. Taka przyjemna 60 minutowa odskocznia od realiów życia. Wejście do siłowni czytelniczej będą mieli wyłącznie mieszkańcy konkretnego budynku. W przytulnym pomieszczeniu z dyskretną muzyką i wygodnymi fotelami najważniejszym elementem wyposażenia będzie konsola czytelnicza połączona z serwerem bibliotecznym, z której po wyszukaniu książki i wrzuceniu żetona (co miesiąc lokatorzy regularnie opłacający czynsz otrzymają do wykorzystania 5 żetonów. Jeśli komuś zabraknie żetonów może je dokupić) dostaniemy linki do e-booków. Hasło przewodnie siłowni czytelniczej:WSPÓLNE CZYTANIE ŁAGODZI OBYCZAJE.
Zdobywca bonu nr 9 (w III turze): Papier przyjmie wszystko… i wszystkich. To właśnie papier przyjął mnie i oprowadził po skutym Lodem Królestwie Polskim, odsłonił tajemnice moskiewskiego Metra przyszłości i zaprosił do 20000 milowej podróży. Papier pozwolił mi na moment oderwać się od Ziemi, gdy zaprosił mnie na bezkresną pustynię Arakkis oraz pozwolił poznać się z całkowicie odmienny od niej cytoplazmatycznym, inteligentnym oceanem. Wszystkie te miejsca i wiele więcej poznałem dzięki ludziom takim jak Dukaj, Lem, Glukhovsky, Herbert czy Verne.
Z wielu powodów i zapewne ku uciesze przeciwności losu – nie miałem nigdy okazji poznać prawdziwego świata. Marzę o kapsule, w której zamknięty i bezpieczny będę mógł poruszać się delikatnie ponad chodnikami. Lewitując chciałbym zwiedzić Anglię z Sherlockiem, Paryż i Rzym z Robertem Langdonem, Sycylię oraz Nowy Jork z Michaelem Corleone czy Szwecję razem z… Lisbeth Salander. Poruszałbym się bezszelestnie za bohaterami, poznając ich życie i otoczenie z bliska. Poznawałbym Ziemię – obserwując i wyobrażając sobie, czując niemal realnie jej chłód oraz ciepło, słońce i wiatr na skórze oraz zapach otoczenia i woń kwiatów.
Nie stąpam twardo po ziemi, właściwie wcale po niej nie chodzę i pewnie dlatego marzenia lubię osadzać w najbardziej możliwej do zrealizowania formie. Ja, moja unosząca się kapsuła, te wszystkie miasta oraz bohaterowie i ‘normalni ludzie’ wokół – wszyscy zamknięci w świecie stworzonym przez VR na podstawie książek w moim pokoju. Chciałbym oderwać się od ziemi by móc poznać Ziemię taką jak jest.

Zestaw czytelnika:

Zwycięskie zgłoszenie II tury: Gdzie chciałabym czytać skoro mogę czytać wszędzie? Puszczając wodze fantazji odpowiem trochę przewrotnie. Chciałabym czytać książki w głowach autorów! Czytać w ich myślach, pomysłach na fabułę! Jeszcze zanim przeleją swoje myśli na klawiaturę. Chciałabym móc czytać w ich wyobraźni, widzieć bohaterów ich oczami, czytać wszystkie te pomysły, których ostatecznie nie wybierają i odkładają na półkę „może nie teraz”. Czytać jak to bohaterowie prowadzą ich w swojej historii, czytać jak knują intrygi, co myślą o innych postaciach, co czują. Skoro można czytać wszędzie to czytanie w myślach autorów książek wprowadza nas w jeszcze bardziej rozbudowany świat książkowy, z którego jeszcze ciężej się wyrwać. A czy nie o to właśnie chodzi w czytaniu książek? ;-)

Bony na książki:

Zdobywca bonu nr 1 (w II turze): Miejsce marzeń? Specjalny pokój, w którym można przebywać tylko podczas czytania książki. Pomieszczenie do głębi magiczne i hipnotyzujące, pulsujące od weny i kipiące urokiem. Nazwałabym je Pokojem Zmian, bo każdorazowo zmieniałoby nie do poznania swoje oblicze, w jakiś niezwykły sposób dostosowując swoją przestrzeń do obecnie czytanej książki. Raz oddawałoby klimat gotyckich budowli, z charakterystycznym dla nich chłodem i zapachem, raz byłoby skromną paryską kawiarnią z unoszącym się aromatem świeżo wypiekanych rogalików, a raz pustym, zamglonym lasem. Byłoby przedłużeniem książki, umiejętnie by ją dopełniało, pozwalało czytelnikowi intensywnie poczuć aurę miejsca i dać się porwać opowiadanej historii. Każde wejście do pokoju byłoby jedyne w swoim rodzaju. Można by spędzać w nim długie godziny, ale tylko pod warunkiem absolutnego oddania swoich myśli lekturze. Gdybyśmy chcieli wejść do pokoju jedynie w nim posiedzieć, czar miejsca natychmiast by znikał, a wokół pojawiałyby się niepokojąco smutne ściany. To byłby pokój z widokiem na wszystko i z możliwościami przystającymi wyobraźni każdego zaangażowanego czytelnika. Projekty miejsc tworzyłyby się same, niezależnie od naszych oczekiwań i pomysłów, bo pokój dosłownie żyłby książką i – podobnie jak ona sama – zaskakiwał nas za każdym razem czymś świeżym i nowym. I jedyne, czego moglibyśmy być w nim za każdym razem pewni, to ciszy i niezmąconego spokoju. Tylko my, książka i niepowtarzalny klimat tego miejsca, z wyraźnym akcentem na KLIMAT. A jak by się można było dostać do tego pokoju? Żadnych haseł, przepustek i kluczy. Kluczem byłaby książka.ąć
Zdobywca bonu nr 2 (w II turze): Wielu z nas ma nudną albo bardzo nudną, albo jeszcze bardziej nudną pracę. Ja mam tę ostatnią. Dlatego moją wymarzoną sytuacją, w której chciałbym, by zdarzyło mi się czytać, a właściwie, by miało to miejsce codziennie, jest czytanie w pracy, zamiast... pracy. Wchodzę o 7.00, siadam, wokół mnie thrillery, sensacje, kryminały. Ale tylko w książkach, żadnych służbowych, tego typu spraw!:) I tak całe 8 godzin, do 15.00. A, w tak zwanym „międzyczasie”, sam szef, którego kocham, jak własną teściową :), przynosi mi kawę i pyszne ciasteczka do niej. Ja nawet go nie zauważam, czytam. A na koniec miesiąca jeszcze mi za to zapłacą, w końcu za robienie tego, co kocham. Czyżby praca marzeń?
Zdobywca bonu nr 3 (w II turze): Czytanie zdarza się wszędzie ... Moim marzeniem - fantazją, jest czytanie w obłokach. Chciałabym móc położyć się na puchowej chmurce i dryfować wśród innych, czytając książki, z dała od rzeczywistości i problemów przyziemskich w dzisiejszych czasach. Nikt mi nie będzie przeszkadzał, będę sama dla siebie. Będę delektowała się wolnością, ciszą unosząc wysoko nad ziemią.
Zdobywca bonu nr 4 (w II turze): Chciałbym się znaleźć w raju książkowym, gdzie są tylko takie książki co ja lubię oraz lektury. I tam jest zawsze książka której nigdy do tej pory nie czytałem. Jest tam nieskończoność książek i są tam prześmieszne książki i mają zakładki z koniczynami czterolistnymi . Ten raj jest magiczny, jest w nim bardzo cicho, można tam zostać pisarzem. Można tam wypożyczyć aż 8 książek, tyle co mam lat. Zawsze jest tam 5 propozycji, gdy się z 1 skorzysta to jest następna. Jest to przepiękne, spokojne miejsce, a ściany są pomalowane na biało. Książki stoją na brązowych, drewnianych półeczkach, od 14 do 18 przebywa tam 5 osób. Są tam 3 fotele, każdy fotel potrafi się zamieniać w łóżko, zmieniać swój kolor w zależności jaką czytasz książkę, na przykład gdy czytasz wesołą książkę to fotel ma kolor fioletowy, a gdy smutną kolor czarny. Ten biblioteczny raj ma przepiękny żyrandol w kształcie książki. Za ostatnim regałem ukryte są tajemnicze drzwi do ogródka, a tam wisi huśtawka z wygodnymi poduchami najwygodniejsza na świecie do czytania książek .

ps. Wiem, że konkurs przeznaczony jest dla pełnoletnich, ale i tak wysyłam odpowiedź 8 letniego syna, gdyż w naszym domu to jemu zaszczepiłam największą miłość do książek i to właśnie Jasio jest największym książkowym marzycielem w naszym domu. Jaś , bardzo się ucieszył z konkursu i sam przygotował swoje zamówienie, a także popuścił wodze fantazji i z wielkim entuzjazmem opowiadał mi jak by wyglądał jego książkowy raj .Beata - mama Jana
Zdobywca bonu nr 5 (w II turze): Tak szczerze, bez wymyślania przesadnego, chciałbym mieć możliwość czytania zawsze i wszędzie. Coś wbudowanego w okulary, żeby wyświetlało się przed oczami, na zasadzie hologramu. I tak noszę okulary, w kieszeni czytnik ebooków, zapasowa książka w plecaku czy w aucie, ale kurczę, dlaczego nie mogę kliknąć w okulary, żeby móc poczytać sobie książkę na spacerze? I to tak, żeby móc jednocześnie czytać i widzieć drogę.
Wiadomo, ryzykowna sprawa, jeśli chodzi o prowadzenie auta lub jazdę rowerem. Tutaj jednak powinna być blokada. Bo na pewno spróbowałbym i tego. I doszedłbym do wprawy. Tylko kto wie, czy inny zaczytany w ten sam sposób nie pojedzie z naprzeciwka i nie walniemy się czołowo? Wyjdziemy z rozbitych aut, cudem przeżywając kraksę, a pierwszym pytaniem, zanim jeszcze spiszemy namiary na ubezpieczalnie i inne potrzebne dane, będzie: - Panie, co tam czytasz?
Zdobywca bonu nr 6 (w II turze): Jestem strasznym molem książkowym, ale to u nas rodzinne. Czytali dużo moi rodzice, mój brat, moja chrzestna, mój kuzyn, a teraz czytać uwielbia też moja córka.br/> Jednak osobą, która najbardziej zainteresowała mnie czytaniem jest moja babcia. W dzieciństwie jeździłam z nią na działkę i w ciągu dnia ona pracowała, a ja się bawiłam. Za to wieczorem, po kolacji, rozpalała w kominku i zasiadałyśmy w dwóch wielkich fotelach i czytałyśmy książki. Zanim nauczyłam się czytać to ona mi czytała, a potem już czytałam sama. br/> Dziś nie ma już ani babci, ani działki, ale to były moje wymarzone warunki do czytania: działka, moja babcia, letni wieczór, ogień na kominku i książki. br/> Marzę, abym znów mogła tak czytać w wielkim fotelu, przy płonącym ognisku i cykaniu świerszczy. Tylko tym razem już jako mama i babcia.
Zdobywca bonu nr 7 (w II turze): Czytanie w balonie
Lot balonem, nieśpieszny niczym płynąca chmurka po niebie w pogodny dzień.
(– Aj-aj-aj, zanosi się na deszcz. – Och nie! Kubusiu, nie teraz!)
Z dala od zgiełku miasta, spalin, hałaśliwych sąsiadów. Nieciężki bagaż: czytnik e-booków, słuchawki i aplikacja Woblink.
Literacką podróż zaczęłabym na cichym, odludnym Podlasiu, tam Ignacy Karpowicz umiejscowił akcję swojej jakże wysmakowanej powieści o tragicznej miłości Sońki. Przychylne wiatry dalej poniosłyby mnie do Anglii, na wrzosowiska, gdzie mały ptaszek rudzik wskazałby mi furtkę do tajemniczego ogrodu, w którym bawią się Mary, Colin i Dick z mojej ukochanej książki dzieciństwa autorstwa F. S. Burnett.
Chcę zatrzymać się także w Walii (tam kiedyś zamieszkam, naprawdę!), w małym domku z miodowego wapienia (– O, to małe co nieco dla mnie! – Kto wie, Puchatku, kto wie) wśród sielskich obrazków z owieczkami pasącymi się na pagórkach. Tu czekałaby na mnie jeszcze jedna angielska lektura, która w genialnej interpretacji Macieja Stuhra staje się niemal słuchowiskiem – „Wołanie Kukułki” i od razu „Jedwabnik” Roberta Galbrighta (czyli J. K. Rowling).
Stamtąd niedaleko już do Kanady, do Wyspy Księcia Edwarda, do uroczego pokoiku na poddaszu w małym domku na Zielonym Wzgórzu, gdzie zamieszkała Ania Shirley. Przy świecy trudno długo czytać, więc chętnie posłuchałabym fantastycznego głosu Jana Peszka, który poczytałby mi na przykład kryminał „Znalezione nie kradzione” Stephana Kinga.
Lecę dalej balonem, pode mną piękne zielone lasy i łąki, czyste jeziora i rzeki, nie widzę dymiących kominów, plastiku; dostrzegam uśmiechniętych i tolerancyjnych ludzi…
Wiele jeszcze ciekawych przystanków mnie czeka, nie zdradzę gdzie one będą i kogo jeszcze spotkam, co poczytam i czego posłucham. Z jednym mam jednak problem. Bo nie wiem, gdzie znaleźć odpowiednie miejsce dla ponownej lektury książki Cormacka McCarthy’ego pt. „Droga”. Trudno byłoby chyba teraz o bardziej aktualne przesłanie od tego, które w tak dojmujący sposób jawi się niemal na każdej stronie książki. Polecam szczerze tę ważną powieść (także audiobook z wybitnym lektorem Krzysztofem Gosztyłą). A może – aby ocalić nasze człowieczeństwo w tak trudnych czasach – nie trzeba daleko szukać, niepotrzebne są egzotyczne podróże balonem, żeby móc coś zrozumieć. Może to miejsce jest tutaj, gdzie żyjemy, mieszkamy, w naszym domu, w naszym… sercu – tu i teraz
Zdobywca bonu nr 8 (w II turze): Średnio czytam 30-40 książek rocznie. Ktoś może uznać, że to mało. Przy pracy, budowie domu i spełnianiu swoich małych pasji i tak się cieszę, że jestem w stanie poznać tyle niesamowitych historii. Tylko co z milionami innych powieści, które znajduje w Internecie, w księgarni, które polecają znajomi?
Chciałabym mieć "supermoc" czytania podczas snu. Wieczorem przygotowałabym na stoliku nocnym ukochaną książkę, ułożyłabym się wygodnie na poduszkach, zamknęła oczy i przez dotyk treść książki pojawiałaby się w głowie. Ile czasu byłoby zaoszczędzone! Ile historii byłabym w stanie poznać! Sny ukazywałyby fabułę niczym wyświetlany na ekranach kin film. Bohaterowie żyliby w mojej głowie, tak jak to się dzieje podczas zatopienia się w powieści, gdy siedzisz w fotelu z herbatą w ręku i książką opartą na kolanach. Rano wstawałabym wypoczęta, radosna lub lekko melancholijna, jeśli książka niosłaby przesłanie. Być może byłabym naładowana adrenaliną, jak po pościgu za groźnym przestępcą. Albo zmusiłaby mnie do sprawdzenia faktów, które pojawiły się w fabule.
A następnej nocy, kolejna historia czekałaby na stoliku. Czy ktoś wie, jak mogę zdobyć taką "supermoc"?
Zdobywca bonu nr 9 (w II turze): Mam na imię Agnieszka i jestem mamą. To znaczy wcześniej byłam menedżerką IT, osobą kochającą swoją pracę, rozwój, czytanie! Jednak od maja tego roku jestem głównie mamą, bo na inne rzeczy póki co naprawdę brakuje mi czasu!
Każdy dzień rozpoczynam koło 4 nad ranem, mając z tyłu głowy wszystkie znane mi piosenki z motywem 4 A.M. i dziwiąc się jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Bawię się z moim małym synkiem, potem jemy śniadanie. W ciągu dnia staram się w szereg aktywności z małym wpleść 5 minut dla siebie. Zazwyczaj udaje się to popołudniu, kiedy mąż kończy pracę i mogę na pół godziny ‚urwać się’ do łazienki. Zalegam więc w wannie z dobrą książką i na chwilę wyłączam bycie mamą. Później wyłaniam się z łazienki odświeżona - także intelektualnie - z siłami by rozpocząć wieczór pełny śmieszków, przytulaków, noszenia, głaskania, tulenia.
Moje wyobrażenia związane z macierzyństwem były zaskakująco zbliżone do rzeczywistości. Jestem szczęśliwą mamą, nie zmieniłabym żadnych 5 minut z mojego dnia. Cieszę się bliskością synka i chłonę jego obecność całą sobą. Nie mogę więc powiedzieć, że marzę o konkretnej czytelniczej sytuacji. Obiektywnie rzecz ujmując - mam wszystko.
Mówi się jednak, że jeśli ktoś ofiarowałby nam dodatkową godzinę w ciągu dnia i chcielibyśmy ją wykorzystać na coś, czego do tej pory nie robimy, to znaczy, że mamy źle poukładane priorytety i i tak byśmy tej wymarzonej rzeczy nie wykonywali. Wcześniej się z tym w pełni zgadzałam. Jeśli się chce, znajdzie się czas na wszystko. Jednak teraz, kiedy w moim życiu pojawił się ten wspaniały mały człowiek, wiem, że to jednak nie do końca prawda. Często trzeba coś wybrać. Jedno dobro w imię ograniczenia drugiego.
Chciałabym więc powiedzieć, że marzę o tym, aby w moim przypadku czytanie nie zdarzało się wszędzie, ale żeby mieściło się w czasie. Gdyby ktoś chciał mi podarować dodatkową, niczym nieobciążoną godzinę w ciągu dnia, poświęciłabym ją właśnie na dodatkowy relaks z książką.
A póki tej godziny nie mam, będę czytać synkowi. W ten sposób spędzimy czas wspólnie.

Zestaw czytelnika:

Zwycięskie zgłoszenie I tury: Chciałabym czytać w kraju, w którym czytelnictwo byłoby tak rozpowszechnione, że reklamy nowości książkowych zdobiłyby każdy przystanek i każdy billboard. Małych księgarń i punktów ekspresowego zakupu e-booków byłoby tyle, ile obecnie sklepów Żabka. Każda rozmowa ze znajomymi rozpoczynałaby się od słów "Co teraz czytasz?". Każde wydanie wieczornych wiadomości w TV zawierałoby podsumowanie nowości wydawniczych danego dnia. W mediach królowałyby wywiady z pisarzami i rankingi bestsellerów. Społeczeństwo dzięki zamiłowaniu do czytania, posiadałoby bardzo wysoko rozwiniętą empatię, dzięki czemu znacznie spadłby odsetek popełnianych przestępstw, bójek i konfliktów. Ludzie umieliby słuchać siebie nawzajem. Dla 80% przedszkolaków wymarzonym zawodem byłby 'pisarz', a dla pozostałych 20% 'właściciel wydawnictwa' :)

Bony na książki:

Zdobywca bonu nr 1 (w I turze): Rzeczywistość, która mnie ostatnio otacza, nie tchnie nadmiernym optymizmem. Spójrzmy prawdzie w oczy - epidemia, zbliżający się kryzys ekonomiczny, trwający kryzys ekologiczny, smutne decyzje polityczne... By nie utonąć w katastroficznych wizjach, postanowiłam działać. Na moim szkolnym globusie (a czasy szkolne mam już dawno za sobą, globus pałęta się po mieszkaniu, bo jakoś niezręcznie bryłę świata do kosza wyrzucić) narysowałam markerem wodoodpornym punkcik. Stworzyłam nową wyspę: Libro-Libro. Malutkie państwo, spełniona utopia. Nie wystarczy jednak stworzyć miejsce, trzeba je jeszcze zorganizować. Libro-Libro to przyjazna, ciepła kraina. Można się starać o jej obywatelstwo, gdy na karcie bibliotecznej ma się co najmniej 100 wpisów. Mogą też być paragony zakupionych książek. Czym zajmują się Librończycy? Czytaniem, rzecz jasna. W samym centrum wyspy rośnie Książkowy Las - wielka biblioteka w zieleni. Książki są jak owoce i grzyby - każdy mieszkaniec może zrywać do woli. Sam akt czytania stanowi najważniejszy rytuał mieszkańców Libro-Libro. Całą przestrzeń zaprojektowano tak, by można było czytać w najwygodniejszych pozycjach. Na wyspie rośnie specjalny mech, który można modelować pod wybraną pozycję czytelniczą. Nic nie cierpnie, nic nie uwiera. Jeśli chcecie założyć filię Woblinku, to nie ma oczywiście problemu. Pamiętajcie tylko o jednym - nie przyjmujemy obcych walut. U nas jednostką płatniczą jest Radość Czytania (RC). Za 1 rc kupić można tabliczkę czekolady. Bo korzystamy z niektórych dobrodziejstw cywilizacji. Mamy czekoladę, wino, rogaliki i rowery. Nie mamy za to rządu i polityków. Zupełnie ich nie potrzebujemy. Czytamy książki, jesteśmy refleksyjni i umiemy sobą zarządzać. Trzymajcie kciuki za Libro-Libro, najświeższą utopię na mapie świata. Muszę stworzyć to państewko, bo właśnie tam będzie się nam przydarzało najlepsze i najspokojniejsze czytanie!
Zdobywca bonu nr 2 (w I turze): Jako matka trójki dzieci mam bardzo przyziemne marzenia. Chciałabym beztrosko wziąć do pociągu z Kołobrzegu do Krakowa i w rytmie stukotu kół po prostu się zaczytać. Zawsze najlepiej czytało mi się w podróży. A jak już wysiądę w Krakowie to rajd po kawiarniach, w każdej po rozdziale albo po dwa, do tego ciacho, marzenie! No i droga powrotna. To wiele godzin czytania, na które jestem gotowa a które nie zawsze są możliwe.
Zdobywca bonu nr 3 (w I turze): Lubię lotniska. Wiem, że to dziwne bo większość znanych mi osób uważa każdorazowy pobyt w zatłoczonym terminalu odlotów za zło konieczne. Tymczasem ja staram się znaleźć tam w miarę spokojny kąt i obserwować kolorowy tłum podróżnych. Atmosfera panująca dookoła jest dla mnie przedsmakiem przygody jaka zaczyna się w momencie gdy tablica wyświetli hasło „boarding” obok numeru mojego lotu. Prawdziwą radość podróżowania poczuć można w pełni w dobrym towarzystwie. Dobry towarzysz to taki, który przemawia do ciebie gdy tego oczekujesz, a milczy gdy chcesz pobyć sam ze swoimi myślami. Czy jest ktoś lub coś co spełnia te warunki lepiej niż książka? Stąd chciałbym aby czytanie „przydarzyło mi się” w 20 największych portach lotniczych świata, które odwiedziłbym w takim właśnie towarzystwie - książek. Jakich? Tego nie wiem, dlatego wyobrażam sobie, że w chwili odprawy lotniskowy urzędnik z tajemniczym uśmiechem wręcza mi kod do skrytki bagażowej. Po jej otwarciu moim oczom ukazuje się przygotowana dla mnie książka. Z niecierpliwością poszukuję więc zacisznego miejsca by zagłębić się w jej treści. Poznaję nowego towarzysza otoczony hałasem tętniącego życiem lotniska, podświadomie rejestrując huk startujących i lądujących maszyn. Z lektury wyrywa mnie dopiero komunikat informujący, że pora udać się do właściwej bramki. Jestem jednak spokojny bo wiem, że lot potrwa na tyle długo by nową znajomość zgłębić od deski do deski.
Zdobywca bonu nr 4 (w I turze): Dzisiejsze czasy słyną chyba z najbardziej z tego, że wszystkim nam brakuje czasu. Czasy pozbawione czasu – co za ironia! Na domiar złego różne codzienne czynności takie, jak sen, nauka, praca czy spotkania ze znajomymi, wypełniają większość naszej życiowej przestrzeni. I gdzie w tym wszystkim odnaleźć chwilę dla samego siebie i własnej wyobraźni?

A gdyby tak móc otworzyć książkę - ot choćby taką "Alicję w krainie czarów", "Harry'ego Pottera" albo "Władcę Pierścieni" - i pozwolić się wciągnąć lekturze… ale tak dosłownie, nie tylko metaforycznie. Przejść się na bosaka po białym papierze i przyjrzeć się z bliska rozsypanym tam wielkim czarnym literom. Nie po to jednak, by ocenić jakość drukarskiego tuszu. Czarny czy niebieski, czerwony czy szary – tę kwestię zostawiam estetom. Chcę zajrzeć głębiej – tam, gdzie zaczyna się znaczenie poszczególnych słów i zdań. Nieskończona przestrzeń wyobraźni. Tysiące ucieleśnionych obrazów ludzkiej myśli, które mogę ująć jednym spojrzeniem. Przestrzeń, która nie potrzebuje czasu, aby ją ogarnąć. Jest tu Alicja, która goni Hobbita. Zaraz, zaraz! A gdzie Królik? No tak, próbuje wymyślić z pomocą Hermiony zaklęcie spowalniające ruch wskazówek zegara. Chyba to nieodpowiednia pora, by im przeszkadzać.

Wszystkie te postaci wyskakują z półek pełnych książek, których liczba wcale się nie kończy (liczba półek czy książek? w sumie na jedno wychodzi...). Najpiękniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że sam mogę sięgnąć po każdą z nich i czytać – czy też raczej obserwować żywą ich treść bez poczucia upływu czasu. Zastanawiam się teraz, czy ja w ogóle mogę siebie nazwać obserwatorem? Może lepiej uczestnikiem tych wydarzeń, bo nigdzie przecież nie mogę znaleźć żadnej granicy, która oddzielałaby przestrzeń fabuły od przestrzeni rzeczywistości? Zostawmy to! Te podziały są tutaj chyba całkowicie zbędne. Uznajmy po prostu, że czas i przestrzeń zostały wchłonięte przez świat fantazji.

I takie miejsce mi się marzy; miejsce, w którym zakrzywiałaby się czasoprzestrzeń czytelnika, a czas poświęcony na ulubioną książkę w rzeczywistości wcale by nie upływał. Czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce na lekturę niż nasza własna wyobraźnia? :)
Zdobywca bonu nr 5 (w I turze): Pytanie jest niesamowicie trudne w swojej prostocie. Wiadomo, że przy takiej pogodzie jaką mamy za oknem chciałoby się napisać o jakimś z ciepłych krajów. Jako fanka fantasy, napisałabym, że w dormitorium gryffindoru w hogwarcie przy trzaskającym kominku, albo na północy świata, ze swoim deamonem u boku niedźwiedzia jak w mrocznych materiach. Może na balkonie obok Julii gdy Romeo wyznawał jej miłość? Jest tyle miejsc w których chciałabym czytać, ale najlepsza odpowiedzią będzie to, że chciałabym czytać wszędzie gdzie się da, każdą książkę która mi się zamarzy:)
Zdobywca bonu nr 6 (w I turze): Książki towarzyszą mi wszędzie. Mogłabym napisać, że moje wymarzone miejsce na czytanie to plaża na Bali albo po prostu hamak na działce. Ale tak naprawdę to marzę o powrocie do czytania w autobusie. Codziennie jadąc do pracy i z niej wracając zatapiałam się w lekturze a autobus kołysał mnie błogo. To był mój czas uspokojenia i oderwania się od codzienności. Mogłam uspokoić głowę zatapiając się w świecie bohaterów książek. Dodatkowo porozumiewawcze uśmiechy innych autobusowych czytelników dawały mi poczucie przynależności do wyjątkowego „klubu książki” . Pandemia sprawiła, że już nie jeżdzę autobusem i świadomiłam sobie, że za tym czytaniem autobusowym tęsknię.
Zdobywca bonu nr 7 (w I turze): Jestem wolontariuszką na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie w ramach obowiązków pomagam astronautom przy uprawie rzodkiewek i innych warzyw. Oczywiście, dużą część wolnego czasu spędzam na podziwianiu Ziemi z perspektywy kosmosu, ale dużo czasu na czytanie. Co prawda, raz na 45 minut odrywam wzrok od książki żeby podziwiać albo wschód, albo zachód Słońca. Tak czy siak, jestem naprawdę szczęśliwa, ze mogę spełnić swoje wielkie marzenie.
Zdobywca bonu nr 8 (w I turze): Nie wiem czy to możliwe, ale odnoszę wrażenie, że niektóre książki mają wpływ na życiowe losy ich czytelników. Jako dziewczynka zakochałam się w Ani z Zielonego Wzgórza, a doroślejąc zbliżyłam się do Krystyny córki Lavransa i tak jakoś potoczyło się moje życie, że podobnie jak moje ulubione bohaterki, zostałam mamą w dużej rodzinie - mam ośmioro dzieci (od przedszkolaka do studenta) - siedmiu synów i córkę. Z czasem okazało się, że czytanie "przechodzi w genach" i wszystkie moje dzieci oraz mąż (tu chyba miłość do książek przeszła "przez skórę") są namiętnymi czytelnikami. Nawet nasz niedowidzący, obecnie czternastoletni syn, traktuje książki (w formie audiobooków) jako podstawową formę spędzania czasu. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie... Cóż, nie wiem czy wiecie jak wygląda życie matki w tak dużej rodzinie? Przede wszystkim muszę swój czas dzielić pomiędzy karmienie, sprzątanie i naganianie reszty rodziny do wypełniania obowiązków. A gdy już znajdę chwilę, by wziąć książkę do ręki i zatopić się w lekturze, to kilka osób uznaje za swój podstawowy obowiązek zapytać: Co czytasz? , A o czym to? ,A możesz kawałek na głos, żebym wiedział, czy mi się spodoba? Jeśli natomiast przy którejkolwiek ze swoich prac (obieranie ziemniaków, sortowanie prania, prasowanie) włączę audiobook, natychmiast pojawia się krąg podsłuchujących uszu i komentujących głosów: "matka znowu słucha Anny Kareniny i płacze", "mama weź włącz sobie coś fajniejszego, żebym też mógł słuchać". I chociaż, podobnie jak moje ukochane bohaterki - Ania i Krystyna - obdarzam ogromną miłością moją rodzinę i zrobiłabym dla nich wiele, albo jeszcze więcej, to marzę o tym by móc czytać w samotności, ciszy i spokoju. I co najważniejsze wiem, gdzie to powinno być! Według Księgi Rekordów Guinnessa najcichszy pokój na świecie - BUILDING 87 - znajduje się w Redmond w stanie Waszyngton. Stworzył go do swoich badań Microsoft. I chociaż pobyt w tym pomieszczeniu podobno powoduje zaburzenia umysłowe, jestem przekonana, że ja, wielodzietna matka, wyposażona w książkę i dobre oświetlenie spędziłabym tam z ogromną przyjemnością kilka godzina na bardzo,bardzo spokojnym czytaniu. Bez dobijania się do drzwi "mamo, wyjdź już, głodny jestem", "kochanie, czy odebrałaś samochód od mechanika" itp. Wszechobecna cisza umożliwiająca czytanie to coś, czego mi brakuje tak bardzo, że zdecydowałabym się na podjecie ryzyka i sprawdziła, czy lepiej czytać wśród hałasu, radości i miłości, czy w absolutnie idealnych warunkach, ale samotnie. Eh, ale tak naprawdę, to chyba znam odpowiedź. I cieszę się, że wychowałam moje dzieci na prawdziwych wielbicieli książki.
Zdobywca bonu nr 9 (w I turze): Przedstawiam skrót badań nad preferencjami czytelniczymi Czytaczy różnych gatunków, których populacja jest rozsiana na całym świecie. Badanie dotyczyło szczególnie wyboru miejsca, gdzie dokonują procesu pochłaniania literatury. Wyniki są niezwykle ciekawe. Wynika z nich, że prawdziwy, coraz rzadziej spotykany Czytacz Książkowy oraz coraz częściej widywany Czytacz Ebukowy wybiera do czytania miejsca wygodne, spokojne i przyjemne. Co ważne, w takim legowisku Czytacz musi czuć zapach netu. Jeśli jest brak nęcącego netowego zapachu, to czuje się nieswojo, dręczą go koszmary o braku czytania! O koszmarze! Taka sytuacja: Czytacz czyta ostatnią stronę pasjonującej powieści i dociera do niego, że nie ma następnej części, a sieci nie czuje! Straszne! Dlatego idealne leże Czytacza musi być osnute delikatną, ale wyczuwalną mgiełką netową. Czytacze Książkowe muszą jeszcze uwzględnić łatwy dostęp do leża, żeby zamówione książki dotarły, natomiast Czytacze Ebookowe dokonują konsumpcji literackiej bezpośrednio z czytnika. Niektóre Czytacze książkowe preferują miejsca w pobliżu dużego złoża książek zwanego biblioteką.


Szeroko zakrojone badania naukowe wyraźnie wskazują, że Czytacze Książkowe i Czytacze Ebukowe występują na całym świecie. Są też rzadziej występujące Czytacze Komórkowe, Czytacze Laptopowe czy inne niszowe gatunki. Występowanie i liczebność czytaczy uwarunkowana jest dostępnością podstawowego pożywienia tych stworzeń, czyli literatury w różnych postaciach. Wzestarunki pogodowe, brak czasu czy inne trudności nie warunkują występowania prawdziwych Czytaczy. Podobnie jak pora dnia, pora roku czy wiek Czytacza. Czy badamy młode Czytacza, czy też dorosły egzemplarz samca czy samicy, czytanie może występować na podobnym poziomie wchłaniania. Może się natomiast zmieniać rodzaj wsysanej literatury. Oznacza to, że tam, gdzie pojawi się jakaś literatura w postaci książki, niezależnie od jej strawności, wcześniej czy później swoim zapachem przyciągnie Czytacza. Tutaj dygresja: Czytacze Ebukowe na terenach nienetonośnych lub nielektrycznych odzyskują zwyczajowy dobry węch i wyczuwając książkę, sięgają i czytają analogowo.

Konkluzja jest następująca: czytanie w wykonaniu Czytaczy wszelakich gatunków zdarza się wszędzie i każde miejsce jest dobre. Oczywiście są dobre, lepsze i najlepsze, ale badania nad Czytaczami dowodzą, że to miejsce do czytania jest najlepsze, gdzie odbywa się czytanie. Oznacza to, że sam proces czytania powoduje wydzielanie w mózgach Czytaczy endorfin sprawiających, że miejsce, w którym konsumują książkę, wydaje im się najlepsze. Po zakończeniu czytania endorfiny zanikają, ale głód kolejnego czytania powoduje, że czytacz, poszukując następnej ofiary do wyssania zawartości, nie zawraca uwagi na otoczenie. I kółko się zamyka. Po zdobyciu następnego egzemplarza, gdy rozpoczyna proces zasysania literatury, znowu endorfiny robią swoje i miejsce, w którym dokonuje się czytanie, znowu jest najwspanialsze.

Zachowanie Czytaczy wyraźnie wskazuje na brak preferencji miejsca do czytania. Oczywiście są indywidualne różnice, na przykład samce z reguły czytają w samotności, natomiast samicom zdarza się czytać w towarzystwie, reagując grupowo na szczególnie smaczne kąski. Są Czytacze, które delektują się smakiem zasysanej literatury, powoli, niespiesznie. Niektóre Czytacze proces spożywania literatury mają zaplanowany, np. 1-2 godz. dziennie, inne robią to z doskoku, a są takie, które gromadzą zapasy literatury i zaszywają się w niedostępnych miejscach, dokonując nieustannej konsumpcji, reagując agresywnie na próby przerwania procesu zasysania.

Bierzmy przykład z Czytaczy i czytajmy. WSZĘDZIE, bo nie ma takiego miejsca, gdzie nie może odbywać się czytanie. I zawsze, o każdej porze. To wspaniałe podsumowanie badań nad światową populacją różnych gatunków Czytaczy, które przynosi nam nadzieję, że szeroko rozumiane czytelnictwo nie wyginie.
Woblink - Mamy 10 lat!

Największa e-księgarnia!

Woblink ma wszystko - książki papierowe, audiobooki i e-booki! Jest najpopularniejszą w Polsce platformą z książkami elektronicznymi. Naszym czytelnikom oferujemy dostęp do ponad 50 000 ebooków oraz audiobooków - od ponad 1500 wydawnictw (niektóre książki można pobrać u nas za darmo!), a nasza baza wciąż się powiększa! Mamy ekskluzywną wyłączność na ebooki Wydawnictwa Znak oraz Wydawnictwa Otwartego - te książki można nabyć tylko u nas. W sprzedaży mamy prawie 100 000 książek papierowych!

Książki w każdym formacie!

Kochamy czytać i wiemy, że czytanie zdarza się wszędzie. Dlatego dostarczamy ebooki, audiobooki i książki papierowe!

Legendarne promocje!

Słyniemy z akcji rabatowych. Nasi czytalnicy uwielbiają promocje z newsletterów czy akcje specjalne tj. kot w worku.

Program rabatowy bumerang!

Nasi stali Klienci wykorzystali już milion kodów bumerang! Kody bumerang obniżają zakupy o 10 zł, co oznacza, że nasi Klienci zaoszczędzili już 10 milionów złotych!

Więcej o programie

Czytaj PL

Od 5 lat współorganizujemy akcję Czytaj PL, która każdego roku w listopadzie daje dostęp do bestsellerów w całości za darmo. Akcja każdego roku dociera na 6 kontynentów, co czyni ją prawdopodobnie największą akcją czytalniczą na świecie!