Warszawa – blokowiska, brudne ulice, ogólna znieczulica i… gabinet weterynaryjny, w którym, zamiast zapachu leków i środków dezynfekujących, unosi się dusząca woń gnijących wspomnień. Julian Bejos – samotny, zgorzkniały weterynarz – zna to doskonale. A dodatkowo słyszy głosy… Nie ludzkie, tylko zwierzęce. Psy, koty, szczury, ptaki…Wszystkie mówią do niego i powtarzają jedno słowo: „sprawiedliwość!”. W mieście, które udaje, że nie widzi cierpienia, Julian zmienia się w sędzie...