Marta fruwała ponad codziennością. Nie potrafiła ukryć zdrady jak nowej bluzeczki w szafie. Próbował jej coś tłumaczyć z nadzieją, że dotrze do zamroczonej czterdziestki, ale nie chciała tego słuchać. Mówił o jedynaczce jako ostatniej desce ratunku, że szkoda dziecka, że to, co robi, nie ma sensu i że dwudziestu lat wspólnych szkoda. Był gotów jej wiele wybaczyć, bo i sam nie pozostawał bez win, ale ona poznała zapach młodego samca i reagowała na męża alergicznie. Adam nigdy ...