To bardzo uniwersalna i potrzebna obserwacja. Aż dziwne, że nikt wcześniej nie zrobił z tego całej książki. W świecie dorosłych język coraz częściej służy wartościowaniu i budowaniu hierarchii. Język dzieci pozostaje od tego wolny. Do tej autorskiej kolekcji dorzuciłbym jeszcze dwa zachwyty. Pierwszy nad w końcu wymawianym r, czyli KTRRAKTRRRORR. I drugi nad skuteczną próbą nazwania trudno rozróżnialnych dla malucha pomarańczy i mandarynki słowem MALENCYNA. Mam jeszcze taki...