Opis treści
Pierwszy tom kryminalnego cyklu „Komisariat wyrzutków”.
Kryminalna atmosfera, tajemnice, zamknięta społeczność i trudne relacje w niewielkiej policyjnej ekipie.
Komisarz Kruk zostaje warunkowo przywrócony do służby i wysłany do Nawidowa, gdzie zmowa milczenia kryje oprawcę. Tu każdy nowy jest obcy, a mieszkańcy zamykają przed nim drzwi, usta i duszę. Tajemniczy przestępca ma jeszcze jedną potężną broń – legendy. W Nawidowie zła nie czyni człowiek, lecz słowiański demon. Mamuna, leszy, szeptucha, wieszczy, a może sam diabeł, z zemsty dla zemsty. Według mieszkańców to demony stoją za ich tragedią, dlatego by ich bardziej nie rozzłościć, akceptują swój los. Choć dzieją się niepokojące rzeczy, nikt nie prosi o pomoc.
Kto tajemnic szuka, ten diabła spotyka.
Komisarz Kruk nie tylko chce go spotkać, ale i złapać, co nie podoba się zarówno mieszkańcom, jak i miejscowym stróżom prawa. To komisariat policyjnych wyrzutków, do którego trafiają funkcjonariusze i funkcjonariuszki z przeszłością. W dodatku Sęp, teraz na służbie w BSW, chce przyskrzynić Kruka, dawnego przyjaciela z dzieciństwa.
„Mamuna” to powieść o tym, jak zło wpływa na ludzi, jak zatruwa ich umysły i jak pochłania tych, którzy go doświadczyli.
Krystian Stolarz – policjant, magister prawa, sportowiec amator i miłośnik książek. Prowadzi na Instagramie konto @policjant_czytaipisze, na którym promuje czytelnictwo i recenzuje książki. Dba o autentyzm języka, atmosfery panującej w policji i szczegółów śledztwa. Prawda o policyjnej robocie jest znakiem rozpoznawczym jego powieści.

Kamila Zając 10-05-2026
Kamila Zając 10-05-2026
"Rzygam już tą wsią i tymi ludźmi! Wiele z nich to stare prukwy, stare dziady lub mlodzi debile..."Oprócz nich jest jeszcze ktoś - Mamuna... Nawidów na co dzień to wieś pełna mrocznych sekretów i ludzi ich pilnujących. Komisarz Bożydar Sokół jest człowiekiem czynu a praca sensem jego życia przynajmniej od czasu , gdy stracił córeczkę Jowitę, czego zresztą nie potrafił sobie wybaczyć, ani ttm bardziej pogodzić się z sytuacją. Niestety ucieczka w służbowe obowiązki nie przyniosła mu profitów czy upragnionego awansu, a jedynie zesłanie na niewielki posterunek , a właściwie komendę w Nawidowie. Mężczyzna wraz z zespołem śledzczych, którzy podobnie jak on zostali skazani na banicję,ma za zadanie rozwikłać zagadkę zaginięć dziesięciorga dzieci , w dużej mierze pochodzących z tak zwanych trudnych rodzin. Kto i dlaczego blokuje jakiekolwiek kroki prowadzące do rozwikłania zagadki? Kto zna prawdę na temat minionych wydarzeń i co ma z tym wspólnego słowiańska mitologia? Załoga komisariatu wyrzutków jest bardzo ciekawym towarzystwem - Borys Kowalski zwany Kowalem na pierwszy rzut oka nie jest zbyt lotny i świetnie odnalazłby się w klatce walcząc ćwiczenia MMA.. Weronika Zielińska to ta ładna i miła, a jednak komuś podpadła. Kasia Szymańska z kolei zawsze gotowa nieść ponoc i o dobrym sercu, w dodatku mogłaby szybko awansować. Co zatem ją powstrzymuje? Oprócz nich poznajemy jeszcze Kacpra Maliniaka- ten z kolei mógłby z powodzeniem zastąpić Leniwca w Zwierzogrodzie oraz byłego przełożonego tego przybytku Stanisława Grabca , który mimo emerytury wciąż przebywa w miejscu pracy. Mieszkańcy wsi delikatnie mówiąc nie są nowemu komendantowi przychylni - nie chcą z nim rozmawiać , a przeszłość wolą pogrzebać tak jakby minione wydarzenia nigdy nie miały miejsca. Wyjątkiem zdaje się być dyrektorka miejscowej podstawówki Waleria Sikorska. Czy kobieta rzeczywiście pomoże stróżom prawa? A może plotki o Leszym czy tajemnicy Szeptuchy okażą się kluczem? Pozostają jeszcze prokurator Maksymilian Wyrębski - przyjaciel Sokoła z Wrocławia i Bartosz Zamojski zwany Sępem. Co się wydarzyło i jeszcze wydarzy? Autorowi po raz kolejny udało się po prostu kupić uwagę , bo gdy zaczęłam czytać po prostu nie potrafiłam przestać. Duszny klimat, mylne tropy a przede wszystkim ciekawość - najpierw wywołują ją poszczególni bohaterowie, potem sama sprawa dzieci i tego co je spotkało. Fabuła nie pędzi, ale z każdą stroną się zagęszcza. Mrok jest oblepiający , ciężki do udźwignięcia. Szczególnie że autor bardzo umiejętnie balansuje na granicy kryminału, thrillera psychologicznego i słowiańskiej grozy. W pewnym momencie człowiek sam zaczyna się zastanawiać, gdzie kończą się ludzkie okrucieństwo i zabobony, a zaczyna coś… trudnego do wyjaśnienia. I właśnie to działa tutaj najlepiej — niepewność. Nawidów jest miejscem dusznym, brudnym emocjonalnie i przesiąkniętym strachem. To jedna z tych literackich wsi, z których chciałoby się uciec… ale jednocześnie nie sposób przestać obserwować jej mieszkańców. Każdy coś ukrywa, każdy wydaje się podejrzany i każdy może mieć związek z tragedią dzieci. Ogromnym plusem są bohaterowie — niedoskonali, poturbowani przez życie, momentami wręcz irytujący, ale przez to bardzo prawdziwi. Sokół nie jest typowym „nieomylnym gliną”, a jego osobista tragedia wpływa na sposób prowadzenia śledztwa i relacje z ludźmi. Także reszta komisariatu tworzy specyficzną, trochę rozbitą ekipę, którą mimo wszystko zaczyna się lubić. Ich dialogi często rozładowują napięcie, ale nigdy nie odbierają historii ciężaru. Bardzo spodobało mi się również wykorzystanie słowiańskich motywów. Leszy, Szeptucha czy sama Mamuna nie są tutaj jedynie ozdobnikami wrzuconymi dla klimatu. Autor sprawia, że stare wierzenia stapiają się z rzeczywistością mieszkańców Nawidowa i wpływają na ich decyzje, lęki oraz milczenie. Dzięki temu książka ma własny charakter i wyróżnia się na tle wielu współczesnych kryminałów. To historia o stracie, poczuciu winy, przemocy i o tym, jak daleko potrafią posunąć się ludzie, by chronić własne sekrety. Mroczna, momentami brutalna, ale jednocześnie bardzo wciągająca. I już zupełnie na koniec przyznam ,że ostatnie - dosłownie ostatnie zdanie tej powieści mnie rozbroiło , ale więcej nie zdradzę.
Opinia nie jest potwierdzona zakupem
Czytelnik 28-04-2026
Czytelnik 28-04-2026
Na początek powiem - bomba, rewelacja, sztos, petarda. Jestem fanem twórczości Krystiana Stolarza i czekałam na nowość z wielką niecierpliwością. Spodziewałam się czegoś mocnego - i dostałam. Dostałam najlepszą książkę Autora. W małej wiosce giną dzieci. Od lat. Policja niby coś robi, ludzie niby szukają, niby jest wielki smutek i rozpacz. Wszystko się zgadza oprócz tego, że od lat wieś traci dzieci. Kto je uprowadza? Czy żyją? Kto porywacza kryje? Czy to możliwe, że sąsiad? Dlaczego policja zamyka usta? Kiedy wydaje się, że marazm dopadł wszystkich i nikt nie ma ochoty poznać prawdy na komisariat policji wkracza On - Komisarz Sokół. Chłop po wielkich przejściach, który ma w Nawidowie tylko przetrwać. Uparty do granic, postanawia rozwiązać zagadkę przy pomocy swoich współpracowników - bandy policjantów wyrzutków, którzy swoimi tajemnicami mogliby obdarzyć niejedną osobę. Czy taka ekipa ma w ogóle szanse na jakikolwiek sukces, kiedy ich przeciwnikiem jest Mamuna - słowiański demon, leszy, szeptucha, wieszczy, a może nawet sam Zły? Przed czym mieszkańcy czują strach? Przed prawdą czy Mamuną? Czy są w stanie zaakceptować, że zło czai się w człowieku? Historia fantastyczna ze zwrotami akcji, idealnie skrojoną zagadką, która wcale nie jest taka oczywista. Dodatkowo mamy wrzuconą szczyptę słowiańskich wierzeń - nie za dużo i nie za mało. Idealnie w punkt. Dużym plusem są bohaterowie. Sokół, Borys, Rudy, Kasia... każdy chce chronić siebie i uciec z komisariatu wyrzutków. Czy Mamuna im na to pozwoli? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Musicie przeczytać i sami się dowiedzieć. Czy warto? Jak najbardziej. Czyta się tak, że nie chcesz iść spać...I przewracasz kolejne strony. Nie pożałujesz ani minuty poświęconej na poznanie tej historii. Znajdziesz tu wszystko - dobrą historię, policjantów z krwi i kości, kłamstwo, wyrazisty język. Jedynym minusem jest to, że 500 stron przeczytałam w 2 wieczory i nie mogę się doczekać kontynuacji. Jeśli nie znacie Mamuny ani innych książek Krystiana Stolarza (jak to możliwe?) - wchodźcie w ten świat. Nie pożałujecie.
Opinia nie jest potwierdzona zakupem