Pobierz za darmo fragment ebooka
| Autor: | Monika Hakowska |
| Wydawca: | Videograf |
| Rok wydania: | 2025 |
Sprzedaje i dostarcza: SIW Znak
Dodano do koszyka
KoszykProdukt dostępny Metody dostawy
Zamówienie wyślemy najpóźniej: 07-01-2026
Dostępne formaty:
Sprzedaje i dostarcza: SIW Znak
| Autor: | Monika Hakowska |
| Wydawca: | Videograf |
| Rok wydania: | 2025 |
mag-tur 14-12-2025
mag-tur 14-12-2025
„Miłość po krakowsku” Moniki Hakowskiej to historia, która daje czytelnikowi do myślenia pomimo, że fabuła może wydawać się przewidywalna i sztampowa. Ale taką nie jest pomimo, że początek jest z serii „hate to love”. Główna bohaterka Nela, projektantka ogrodów, trafia na klatce schodowej na sąsiada, który właśnie wprowadza się do jej kamienicy. Przystojny acz gburowaty. Niestety nie wywiera na dziewczynie pozytywnego wrażenia. Kłopoty w pracy z projektem, który miał być „na wczoraj”, niemiły sąsiad Maks i dorastająca bratanica Zuza, którą Nela wychowuje od kilku lat, to wszystko powoduje, że nasza bohaterka jest nieco przytłoczona owymi obowiązkami, które spoczywają na jej barkach. I jeszcze okazuje się, że przyjdzie jej pracować przy następnym projekcie z gburem z klatki. Jeden wielki klops. Muszę przyznać, że książka porusza wiele ważkich problemów z którymi borykają się i dzieci, i ich rodziny, jak rozdzielenie przez pracę jednego z rodziców. Dotyka ich brak ich codziennej uwagi, której łakną jak grzyby dżdżu. To prowadzi do różnych zawirowań w życiu młodego człowieka. Pojawia się problem obarczenia tymi problemami opiekuna, który jest młody i także nie zawsze potrafi okazać, że dziecko mimo, że nie własne jest dla niego centrum wszechświata. A w tym wszechświecie musi się znaleźć również czas na pracę i własne życie. To wszystko nie jest proste i bywa frustrujące, co młody człowiek a w tym wypadku Zuza, może odbierać, że jest niechcianym balastem. I chociaż Maks początku jest irytującym sąsiadem, to powoli staje się podporą obu bohaterek. W jakim stopniu dla której? Tego dowiecie się sami w trakcie czytania, bo książka jest godna uwagi. Czyta się ją z wielkim zainteresowaniem i jedyne czego mi brakowało to samego Krakowa. Miejsc, do których udawali sie bohaterowie. Do parku na spacer czy do kawiarni. Mogły one być oznaczone np., że w Parku Jordana czy nazwa kawiarni w Podgórzu bądź na Bronowicach. Bo skoro „Miłość po krakowsku” to nadajmy jej ten krakowski charakter i oddajmy cześć miejscom w nim usytuowanym. Współpraca barterowa z Wydawnictwem Videograf.
Opinia nie jest potwierdzona zakupem