Opis treści
ELEKTRYZUJĄCY DUŃSKI DEBIUT – OBOWIĄZKOWA WAKACYJNA LEKTURA! Bo miłość jest właśnie tym czymś innym niż zwykłe przyziemne życie z pracą na etacie, dziećmi i w stałym związku, jest alternatywą dla życia, którego żadne z nas tak naprawdę nie chce. Grupa przyjaciół z czasów studenckich postanawia spędzić siedem letnich dni w domku na duńskiej wsi. To okazja, aby pływać, opalać się, flirtować, czytać i spędzać razem czas jak dawniej. Co może pójść nie tak? Kiedy Gry przyjeżdża z dziećmi, a Esben i Karen ogłaszają swój ślub, Sylvia zaczyna się zastanawiać, co stało się ze śmiałymi planami na życie, które snuli na studiach. Jej obawy podziela Pigwa, który jest gotów na szaleństwa, ale obecność dzieci wszystko zmienia. Wśród przyjaciół pragnienia i niepokój mieszają się w równych proporcjach, a w miarę upływu tygodnia rozmowy oraz flirt nabierają intensywności, prowadząc do zaskakującego finału. Czy przyjaźń jest silniejsza niż miłość? I jakie są granice między niewinnym flirtem a zdradą? I jak najlepiej żyć i kochać, kiedy się starzejemy?
mag-tur 17-06-2026
mag-tur 17-06-2026
„Prawie wieczór wciąż jasno” to debiut duńskiej autorki Linei Mai Ernst. Historia zaczyna się banalnie. Grupka przyjacół ze studiów postanawia spotkać się w końcu całą „paczką” z parterami w domku położonym w lesie nad jeziorem, z dala od zatłoczonej Kopenhagi. Tam mają przez tydzień oddać się błogiemu lenistwu, relaksowi i wspominkom z dawnych lat oraz nie martwić się tym co będzie jutro. Jednak zawsze jest jakieś „jutro”, które zmierza do przesilenia letniego i czuć w powietrzu napięcie i ekscytację zmieszaną z feromonami. Niektóre więzy mają się zacieśnić jeszcze bardziej, gdy gospodarze tego spotkania oznajmiają reszcie przyjaciół, że tak naprawdę przybyli na ślub, który ma się odbyć za niepełny tydzień. I wtedy w niektórych osobach coś się budzi. Ekscytacja, rozżalenie, zwątpienie, obawy, jak i chęć doświadczenia czegoś innego. Czegoś co niekoniecznie musi zostać dane przez partnera. To napięcie, które czuć przez całą powieść pęka aby swym rozszczepem zaskoczyć czytelnika na ostatnich kartach książki. Autorka obdarza nas siedmioma rozdziałami. Te rozdziały to dni a patrzymy na nie nie tylko przez pryzmat jednej bohaterki ale narrację tworzy większość z uczestników spotkania, dzięki czemu mamy większy wgląd w ich pragnienia, wątpliwości i przemyślenia. Opisy przyrody wzbudzają w czytelniku podskórne „mrówki”, gdyż są tak bajeczne i realistyczne. Słowa oczywiście odgrywają tutaj istotną rolę ale skonstruowane z nich zdania są pełne niedomówień i przypuszczeń co dodaje smaczku całej książce. Nie zabrakło wzmianek o elfach i lokalnej legendzie związanej z pobliskim jeziorem. I od pierwszej do ostatniej strony kołatało mi się z tyłu głowy porównanie do „Snu nocy letniej”. Książka pełna nie tylko estetycznej wrażliwości ale również queerowej równości. Książka na miarę naszych czasów. Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskim.
Opinia nie jest potwierdzona zakupem