Opis treści
Najnowsza powieść Michała Śmielaka – autora bestsellerowej "Osady"! Dwudziestego trzeciego grudnia cała Polska szykuje się do świąt Bożego Narodzenia. Ryszard zgodnie z rodzinną tradycją wyrusza do Lasu Ponurego po świąteczną choinkę i znika bez śladu. Mimo usilnych poszukiwań zorganizowanych przez rodzinę tajemnica jego zniknięcia pozostaje niewyjaśniona. Aż do dnia, gdy mężczyzna nagle wraca do domu po dwudziestu pięciu latach nieobecności. Tajemniczą sprawą zajmuje się jego syn, Piotr, który został policjantem, aby móc wyjaśnić zagadkę zniknięcia swojego ojca. Na jaw wychodzą nowe fakty i okazuje się, że w mrocznym lesie dochodziło do wielu niewyjaśnionych zaginięć. Co tak naprawdę wydarzyło się feralnego dnia przed dwudziestu pięciu laty? Komu zależy na tym, aby sprawa zaginionych w Lesie Ponurym nigdy nie ujrzała światła dziennego? Co działo się z Ryszardem przez dwadzieścia pięć lat i kim był naprawdę? Czy śnieg jest w stanie przykryć wszelkie ślady zbrodni?
Kamila Zając 01-04-2026
Kamila Zając 01-04-2026
Co czuję osoba, która nie pamięta zupełnie nic ze swojej przeszłości? A na domiar złego nawet teraźniejszość przepływa przez palce jak woda? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć Rysiek, główny bohater książki Śnieg przykryje, obecnie pacjent szpitala psychiatrycznego.. mógłby.. gdyby tylko jego mózgu nie zniszczyła wódka. Mężczyzna jest.. a właściwie był zanim zniknął- degeneratem , alkoholikiem i osobą pozbawioną jakichkolwiek zasad moralnych. Przez cały okres swojego małżeństwa znęcał się nad żoną Haliną i nienawidził swojego syna Piotra. Teraz młody człowiek został policjantem i za wszelką cenę pragnie rozwikłać zagadkę zaginięcia ojca. Czy mu się uda? I czy jest gotowy na to by zmierzyć się z faktami, które ujrzą światło dzienne? Co działo się z Pawlickim do momentu, gdy wrócił do domu? Moje pierwsze spotkanie z twórczością autora zapowiadało się naprawdę bardzo intrygująco i oryginalnie- tyle, że.. coś mi nie do końca zagrało. Każda postać w teorii coś wnosi ,a samo śledztwo i zagadka kryminalna wciągało. Warstwa psychologiczna była rozbudowana i pozbawiona ozdobników , ale.. nie znosiłam bohaterów tej książki. Po prostu miałam szczerą ochotę ukatrupić Ryszarda i potrząsnąć jego małżonką. Bo to jedna z tych historii, w których bohaterowie nie są stworzeni po to, by ich lubić — tylko po to, by coś w nas poruszyć. I to akurat autorowi wyszło aż za dobrze. Ryszard budził we mnie odrazę, złość i bezsilność. Halina irytowała swoją biernością, a Piotr… Piotr był chyba jedyną postacią, której naprawdę kibicowałam, choć i on momentami balansował na granicy, gdzie prawda może kosztować więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. I właśnie w tym tkwi siła tej książki — w dyskomforcie. W tym, że nie jest łatwa, przyjemna ani „do połknięcia” na jeden wieczór bez refleksji. To historia brudna, ciężka, momentami wręcz przytłaczająca, ale jednocześnie wciągająca na tyle, że chce się dotrzeć do końca. Bo przecież gdzieś pod warstwą śniegu musi kryć się prawda. Nawet jeśli jest ona bardziej przerażająca, niż moglibyśmy przypuszczać. Czy wszystko zostało wyjaśnione tak, jak bym chciała? Nie do końca. Czy coś mi tu zgrzytało? Tak. Ale jednocześnie nie mogę tej historii wyrzucić z głowy — a to już coś znaczy.
Opinia nie jest potwierdzona zakupem