Bumerang wraca podwójnie!
okładka Dom pod Lutniąebook | epub, mobi | Kazimierz Orłoś

Pobierz za darmo fragment ebooka

Sprzedaje i dostarcza: Woblink

Dom pod Lutnią (ebook)

0 ocen, 1 opinia

Sprzedaje i dostarcza: Woblink

Dodano do koszyka

Koszyk

Opis treści

O doświadczaniu szczęścia w nieszczęśliwych czasach.

Nowa, znakomita  powieść  uznanego mistrza: świetnie poprowadzona fabuła, wyraziste postacie, zmysłowy język – jednym słowem wielka czytelnicza przyjemność. Książka, która pomaga uwierzyć, że swoją szczęśliwą drogę można znaleźć nawet w najcięższych czasach, bez względu na wiek i okoliczności. W  enklawie  mazurskiej wsi, powojenni rozbitkowie znajdują swoją małą ojczyznę. Mieszkają tu Ukraińcy, Polacy, niemieckojęzyczni Mazurzy, a miarą ich postępowania nie jest przynależność narodowa czy wyznanie, lecz zwykła, ludzka przyzwoitość.  Niespodzianek, tajemnic i gwałtownych zwrotów akcji  jest w tej książce dużo, co sprawia, że postępowanie bohaterów nie jest do końca przewidywalne, a dobro i zło nie są raz na zawsze przydzielone.

To najlepsza powieść Kazimierza Orłosia!

A jej niezwykłość polega na tym, że mówi ona o doświadczaniu

szczęścia w nieszczęśliwych czasach.

Przemysław Czapliński

Szczegółowe informacje na temat ebooka Dom pod Lutnią

Opinie i oceny ebooka Dom pod Lutnią

0,0

0 ocen / 1 opinia

razem z Lubimy Czytać

Odnoszę wrażenie, że książka ma potencjał, ale ... To jest tak, jakby ktoś Wam powiedział, że zabiera Was do Ameryki Południowej a potem obwoził Was po jakichś zadupiach, podobnych do tych, z Waszego kraju i kazał podziwiać widoki, które nawet nie starają się kusić. (A dla Was nie są niczym nowym) Tu mamy Mazury, i nie jest to typ zadupia, jakie miałam na myśli kilka linijek wcześniej ... Tu pewnie jest pięknie i uroczo, tylko dlaczego autor prowadzi nas jakimiś rozbełtanymi zdaniami po wydeptanych po stokroć ścieżkach i po najmniej ciekawych z możliwych? Kiedyś, kiedy namiętnie jeździłam w Beskid Sądecki, po kilku latach, w końcu postanowiłam za każdym razem iść na jakiś spacer, taki jednodniowy prawie. I była taka jedna trasa przez Rogacz, Obidzę chyba i potem jakoś tak dookoła, do Kosarzysk. Zostawiłam ją na koniec (potem jeździłam znów się tylko byczyć) i wszyscy mi mówili: "odpuść sobie, to nudna trasa". To było zimą pamiętam, leżał śnieg a ja byłam młodą studentką i pełna entuzjazmu, myślałam: "ludzie, są góry, jest las, żadna trasa nie może być nudna" Ale to ja się pomyliłam a wszyscy mieli rację. Z tą książką jest tak samo.

Dom pod Lutnią

Dom pod Lutnią

Ebook

Oceń i podziel się swoją opinią

Zero