Opis treści
Przeszłość nigdy nie odpuszcza, a nienawidzić potrafią nie tylko żywi
W zapomnianej mieścinie na Podkarpaciu ukrył się Szwed – wielki, ponury mechanik, który kocha stare samochody. W przeszłości zrobił zbyt wiele złych rzeczy, by mieć nadzieję na spokojne życie, i czuje, że prędzej czy później ktoś go odnajdzie, by dokonać zemsty.
Gdy w miasteczku pojawiają się obcy, a w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć kolejne osoby, atmosfera się zagęszcza: wrogowie domagają się zapłaty, stare winy wracają, a wokół Szweda i jego pasierbicy Tamary dzieją się rzeczy, których nie sposób wyjaśnić. Mówi się nawet o tym, że ludzie widują zjawy.
To mroczna historia o winie i karze, o miłości na całe życie i trudnym uczuciu do dziecka, które nie chce być kochane. O żałobie i obietnicach, których nie wolno łamać. Nawet po śmierci.
Wojtek Chmielarz, mistrz kryminału, udanie wkracza na terytorium literatury grozy. Powieść wzrusza i przeraża we właściwych momentach, jest też trochę jak wampir – przed jej złowieszczym urokiem nie sposób się obronić.
Łukasz Orbitowski
Ta książka sprawi, że dreszcz przerażenia przeniknie cię aż do szpiku kości. Przekonasz się, że bywają miejsca, gdzie mrok jest gęstszy, a noce dłuższe. Miejsca, w których nie obowiązują prawa zapewniające ludziom porządek i bezpieczeństwo. Tu zło z upływem lat nabiera mocy i planuje potworną zemstę, zacierając granicę między światem żywych i umarłych. To powieść, której wciągająca kryminalna fabuła mieni się upiornym blaskiem literackiej grozy. Takiej historii nie powstydziłby się sam Stephen King!
Renata Kuryłowicz / Renata z Worka Kości
Niedotrzymane obietnice, niespłacone długi i zbrodnie sprzed lat... Sekrety z przeszłości mają jedną paskudną cechę: prędzej czy później zawsze wypływają na powierzchnię. A książka Wojciecha Chmielarza zmienia ten moment w wyjątkową, gęstą od napięcia opowieść.
Makabrycja

monweg 03-05-2026
monweg 03-05-2026
Są miejsca, w których zmrok naprawdę zapada szybciej — ale nie dlatego, że słońce zachodzi tam wcześniej. Raczej dlatego, że ludzie noszą w sobie więcej cienia niż światła. W powieści “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciech Chmielarz odwraca porządek znany z klasycznych kryminałów. Zamiast prowadzić czytelnika ku rozwiązaniu zagadki, prowadzi go w głąb — w miejsce, gdzie odpowiedzi przestają mieć znaczenie. Bo ta historia nie jest o tym, kto zawinił. Ona jest o tym, że winy nie da się zamknąć w przeszłości. Szwed, ukrywający się na prowincji, żyje jak człowiek, który próbuje przeczekać własne życie. Nie szuka odkupienia, nie próbuje niczego naprawić. Raczej trwa — w zawieszeniu, w półmroku, który staje się jego naturalnym środowiskiem. I właśnie w tym „trwaniu” kryje się sedno powieści. Chmielarz zdaje się mówić, że największą karą nie jest konsekwencja czynów, lecz ich pamięć. Pamięć, która nie daje się uciszyć. Zmrok w tej książce nie jest zjawiskiem fizycznym. To stan psychiczny. To moment, w którym człowiek przestaje się łudzić, że można zacząć od nowa. Im dalej w historię, tym wyraźniej widać, że przestrzeń — mała miejscowość, odcięta od świata — nie jest ucieczką, lecz pułapką. Bohaterowie nie przyjeżdżają tam po to, by się ukryć. Przyjeżdżają, by zostać odnalezionymi. Przez innych. Przez siebie. Przez to, co zostawili za sobą. Najciekawsze jest jednak to, że Chmielarz nie potrzebuje jednoznacznych środków, by opowiedzieć o winie. Wprowadza elementy niepokojące, balansujące na granicy realizmu i grozy — jakby rzeczywistość sama zaczynała pękać pod ciężarem niewypowiedzianych historii. Czy to, co się dzieje, jest „naprawdę”? To pytanie szybko traci sens. Ważniejsze staje się inne: co musi wydarzyć się w człowieku, by świat wokół niego zaczął wyglądać jak koszmar? W tej powieści granica między tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne, zostaje zatarta. Zjawy — jeśli w ogóle nimi są — nie przychodzą z zewnątrz. One wychodzą z bohaterów. Są ich przedłużeniem, materializacją winy i lęku. W tym sensie „zmrok” nie zapada nad światem, lecz w człowieku. I kiedy już zapadnie, nie da się go rozproszyć żadnym światłem. Relacja Szweda z Tamarą wprowadza do tej mrocznej opowieści pozorny kontrapunkt — możliwość bliskości, która mogłaby coś ocalić. Ale i ona okazuje się krucha. Bo jak budować więź, kiedy fundamentem jest przemilczenie? Jak być dla kogoś obecnym, skoro samemu jest się nieobecnym we własnym życiu? Chmielarz bardzo subtelnie pokazuje, że zło nie zawsze objawia się w działaniu. Czasem jest nim właśnie brak — brak reakcji, brak odwagi, brak słów. Ta książka stawia czytelnika w niewygodnej pozycji. Nie pozwala na łatwe współczucie ani na jednoznaczne potępienie. Zmusza do uznania, że granica między „nami” a „nimi” jest cienka — i że każdy nosi w sobie potencjał do tego, by znaleźć się po drugiej stronie. To nie jest opowieść o wyjątkowych ludziach w ekstremalnej sytuacji. To opowieść o zwyczajności zła. Dlatego właśnie zmrok zapada tu szybciej. Bo nie potrzeba wiele, by światło zgasło. I może najbardziej niepokojące w tej powieści jest to, że nie ma w niej prawdziwego świtu. Nie ma momentu oczyszczenia, który przynosi ulgę. Jest tylko świadomość — ciężka, nieusuwalna — że pewnych rzeczy nie da się cofnąć. Można jedynie nauczyć się z nimi żyć. Albo próbować. Ale nawet wtedy zmrok już zostaje.
Opinia nie jest potwierdzona zakupem