okładka Smutek Rybksiążka |  | Hanna Krall

Pobierz za darmo fragment ebooka

Smutek Ryb (książka)

Sprzedaje i dostarcza: SIW Znak

Dodano do koszyka

Koszyk
Promocja -35%

Produkt dostępny Metody dostawy

Zamów teraz – wyślemy jeszcze dzisiaj

Sprzedaje i dostarcza: SIW Znak

Opis treści

„Ta strona nie jest dla wędkarza. Wędkarz wędkuje i nie ma czasu na czytanie żadnych stron. Ta strona jest dla żony. Mąż wędkuje, a żona sobie czyta” – tak Hanna Krall zainaugurowała rubrykę „Smutek ryb” w miesięczniku „Wiadomości Wędkarskie”. Był rok 1983, a pismo dla wędkarzy postanowiło pomóc uznanej reporterce – bezrobotnej w stanie wojennym. Tam Krall mogła publikować bez weryfikacji, bo w końcu trudno pisać wywrotowe treści, pisząc o rybach. A jednak…

W cyklu rozmów Hanny Krall o rybach nie przeczytamy ani o przynętach, ani o wędkach, ani o podbierakach. Dowiemy się za to z rozmowy z profesorem Henrykiem Samsonowiczem o rybach w Średniowieczu („Szczuka czyli szczupak, okoń, karp, to były w dwunastym, trzynastym wieku najpopularniejsze przezwiska i wyzwiska”). Historyczka sztuki Agnieszka Morawińska opowiedziała o rybach w sztuce („Rybacy musieli po prostu być »na wyposażeniu« rokokowego ogrodu jak łabędzie albo bażanty”). Profesor Jerzy Szacki – o rybach w myśli społecznej („W historii ryby spotkanie ryby z człowiekiem jest epizodem niespecjalnie długim”). Doktor Hanna Krichner – o rybach u Nałkowskiej („Pisarka pokazuje rybę zawsze na granicy między uprzedmiotowieniem i życiem”). Pisarz Jerzy Putrament wyjawił, że wędkując, doświadczył spotkania z diabłem („Widziała pani kiedy oczy węgorza? A oczy diabła? A chce pani oczy diabła zobaczyć? To niech się pani przyjrzy oczom starego węgorza”), astrolog Marek Burski opisał ludzi spod znaku ryb („Rzadko awansują, dyrektorów–Ryb jest niewielu”), a o samym łowieniu opowiedziała harcmistrzyni Jolanta Chełstowska („Mówią nawet, że mam fart. Być może ryby są mi wdzięczne za mój pozbawiony pychy stosunek do nich i pozwalają w nagrodę się łapać”).
Między wersami tych zdawałoby się niepozornych rozmów o rybach możemy wyczytać odniesienia do sytuacji społeczno-politycznej Polski lat osiemdziesiątych. I albo tak wiele żon czytało „Smutek ryb”, albo jednak i wędkarze skusili się na lekturę tej rubryki, w każdym razie Hanna Krall została wyróżniona w ankiecie czytelników na ulubionego autora „Wiadomości wędkarskich”.
Teksty te nigdy nie były wydane razem w formie książkowej. Cztery z nich ukazały się w jubileuszowej książce „Krall” (Dowody na Istnienie 2015).

„Więc w rybach jest smutek: w literaturze, malarstwie, w życiu, w obyczajach. Je się ryby w poście, jedzie się na ryby, żeby uciec od całego świata.
Nie chciałabym, żebyście sądzili... byście sądziły, że ze stroniczki niniejszej będzie się sączyć chandra i smutek. Wprost przeciwnie. To na rybach właśnie, nad wodą, kiedy oddala się codzienna krzątanina i jest taka cisza, że słychać nareszcie własne myśli – wtedy dopiero dociera do człowieka pewność, że nie ma nic lepszego pod słońcem niż fakt, że się pod słońcem żyje”.
(fragment)

Szczegółowe informacje na temat książki Smutek Ryb

Opinie i oceny książki Smutek Ryb

7,1

51 ocen / 1 opinia

razem z Lubimy Czytać

Ponoć dzieci i ryby głosu nie mają, ale w „Smutku ryb” Hanny Krall do głosu dochodzą właśnie te ostatnie. I to na dodatek pełną gębą. Hanny Krall nikomu przedstawiać nie trzeba. Pisarka, dziennikarka, reportażystka. Chyba największy rozgłos przyniosła jej książka pt. „Zdążyć przed Panem Bogiem” – wywiad z Markiem Edelmanem. Jedno z opowiadań Hanny Krall stało się kanwą do filmu Jana Jakuba Kolskiego pt. „Daleko od okna”, z kolei Krzysztof Kieślowski wyreżyserował „Krótki dzień pracy” również na podstawie reportażu jej autorstwa. A teraz Hanna Krall odnotowuje literacki come back. Wydawnictwo Dowody na Istnienie zebrało cykl rozmów, jakie pisarka przeprowadziła w latach 1983 i 1984 dla „Wiadomości Wędkarskich” o rybach. Czyżby Krall była miłośniczką tych wodnych stworzeń? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że zagościła tam tymczasowo w wyniku zawieruchy politycznej. Wiemy też, że w czasach współpracy z miesięcznikiem z ryb wycisnęła chyba wszystko. Krall wysoko ość zawiesiła, przepraszam, poprzeczkę, bo o rybach nie rozmawia z wędkarzami czy ichtiologami, czyli specami od budowy ryb, a zaprosiła do wywiadów, m.in. socjologa, historyków, antropologa czy astrologa. Cóż oni o rybach wiedzieć mogą? Otóż okazuje się, że nie tylko mogą, lecz i mają w tym zakresie niemało do powiedzenia. Krall bowiem zarzucając wędkę, sprytnie wyszukuje płaszczyzny styku, jakie mogą zachodzić między rybami a poszczególnymi dyscyplinami naukowymi. I tak dowiadujemy się, że emblematyka – tajemna wiedza „o prawdach moralnych w emlemach”*), przy czym emblem to kompozycja znaczeniowa składająca się z obrazu i tekstu) – znakiem ryb posługiwała się szczodrze, raz zaszyfrowując w nim poważny obraz egzystencji ludzkiej, innym razem… frywolny sens erotyczny. W poszukiwaniu źródeł autorka odwołała się także do czasów ewangelistów, a nawet starożytnego Babilonu. Jak widać, sieci rozciągnęła szeroko, wyławiając piękne okazy tematyczne pływające nie tylko w poszczególnych dziedzinach naukowych, lecz także drążyła epoki historyczne, w których choćby i najmniejsza płotka mogła stać się inspiracją do ciekawej dyskusji. Tak więc nic, co dotyczy ryb, Krall nie jest obce. To akurat w zupełności zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, do jakiej grupy odbiorców autorka kierowała swój przekaz. W materiale inaugurującym cykl pt. „Smutek ryb” wyjaśniała: „Ta strona nie jest dla wędkarzy. Wędkarz wędkuje i nie ma czasu na czytanie żadnych stron. Ta strona jest dla żony. Mąż wędkuje, a żona sobie czyta.”*) A przecież powszechnie wiadomo (głównie tym, którzy opierają swą wiedzę na teoriach św. Tomasza z Akwinu, zaliczanego nomen omen do doktorów Kościoła), że kobieta, zwłaszcza żona, a już małżonka spinningowca szczególnie, ma w sobie „nadmiar wilgoci”, co w dużej mierze tłumaczyłoby jej okołowodne zainteresowania. Dlatego więc, gdy „wszystkie rybki śpią w jeziorze”**), Krall proponuje współczesnym paniom, by nie stawały zajętym obcowaniem z naturą mężom okoniem i w zamian daje córkom, żonom tudzież pozostałym towarzyszkom rybaka niepowtarzalną okazję… zajrzeć rybie pod łuskę bez absorbowania męskiej części publiczności. Przysłowiowa też jest i kobieca ciekawość, stąd Krall wręcz zmuszona była zapełnić rubrykę naprawdę inspirującym materiałem tak pod względem treści, jak i formy, a że dzisiejsza białogłowa (nieważne klasycznie farbowana czy z soft ombre) z natury jest tyleż gadatliwa co i bystra, to niejako staje się oczywistą oczywistością, że pogaduchy z luminarzami świata nauki powinny w równym stopniu zaspokajać tak dociekliwość, jak i inteligencję czytelniczek. W efekcie otrzymaliśmy świetnie poprowadzony komplet rozmów, opatrzony swoistym Krallowym badżem. Badże to szkockie znaki herbowe, o których autorka rozprawia z profesorem Stefanem Kuczyńskim, historykiem kultury, koniecznie w kontekście rybich motywów, wybierając sobie na własny znak rozpoznawczy siatkę na zakupy skrzyżowaną z gęsim piórem. Dla młodszego pokolenia może słowo wyjaśnienia. W latach osiemdziesiątych shopping należał do aktywności wysoce specjalistycznych, wymagających od uczestnika niebagatelnych umiejętności rozpoznawczo-organizacyjnych ze względu na wprowadzoną reglamentację towarów. A z kolei z uwagi na warunki polityczne ówczesny język wypracował własny kod znaczeniowy, by unikać kursu kolizyjnego z cenzurą. Tak więc w życiu codziennym siatka na zakupy (nie mylić z kasarem, co ciekawe ryby akurat nie podlegały okartkowaniu), a w życiu literackim gęsie pióro, za pomocą którego autorka kreśli raczej krótkie acz treściwe pytania dla swoich rozmówców, pytania, które pozwalają im swobodnie rozwinąć skrzydła w dyskusji. I choć sama pozostaje niemal niewidoczna w tle, to jej reporterski zmysł bezbłędnie wyczuwa momenty zasługujące na przytrzymanie uwagi. Wyławia je wówczas na powierzchnię, podkreślając istotę tematu. A może i nawet uwypuklając zupełnie inny kontekst? Co szczególnie lubię w Krall, to właśnie jej indywidualny punkt spojrzenia na rzeczywistość, ponieważ materiały przez nią tworzone nie są prostym odbiciem wydarzeń, a odsłaniają ich głębszą tkankę. W „Smutku ryb” nie tylko autorka zastosowała system przynęt, także wydawnictwo Dowody na Istnienie wabi czytelnika formą publikacji, na którą składają się choćby elegancka i twarda oprawa, wewnątrz kolorowe ilustracje Izabelli Zychowicz, a nawet zakładka w kształcie pręgowanej… ryby oczywiście. Czy smutnej? Nie wiem, ale moim zdaniem na pewno wieloznaczeniowej. *) cytaty z książki Hanny Krall „Smutek ryb” z Wydawnictwa Dowody na Istnienie **) fragment piosenki biesiadnej

Smutek Ryb

Smutek Ryb
Książka

Oceń i podziel się swoją opinią

Zero

    • Smutek Ryb

      Książka. Zintegrowana

      37,00 zł  

    • bumerang
full